Reklama

Chrześcijanin

Chrześcijanin

15.02.2007
Czyta się kilka minut
"Każdy z nas zbiera w życiu inne doświadczenia, zależy to od wielu czynników. Ja zdecydowałem się iść drogą, która komuś może wydać się niezwyczajna. Ale nie jestem z tego powodu jakimś bohaterem. Po prostu miałem możliwość zebrania rozmaitych doświadczeń w sytuacjach ekstremalnych i te doświadczenia chciałbym przekazać dalej. Tak Władysław Bartoszewski mówił kiedyś o swoim życiu.
Papież z Niemiec i były więzień KL Auschwitz pod Ścianą Śmierci w dawnym obozie oświęcimskim; maj 2006 r. /fot. archiwum Władysława Bartoszewskiego
W

W istocie, niemal trudno uwierzyć w to, co przeżył i czego doświadczył ten człowiek, w którego aktywności publicznej punktem kulminacyjnym był urząd ministra spraw zagranicznych Polski w 1995 r. i potem w latach 2000-2001. Historia jego życia to historia człowieka co chwila prześladowanego, który jednak - Bogu dzięki - miał szczęście i wyszedł z tego cało. Ale też właśnie dlatego nigdy nie zapomniał, jak wielu innych straciło życie, jak wielu zostało okrutnie zamordowanych, zamęczonych na śmierć. I wie on także, jak "niesłychanie wysokie ryzyko podejmowali ci, którzy decydowali się udzielać pomocy" potrzebującym (jak pisze w książce "Das Warschauer Getto - wie es wirklich war", wydanie niemieckie: Frankfurt 1986).

Pozostanie tajemnicą tego życia, jak po wszystkich swoich doświadczeniach Władysław Bartoszewski nie popadł w zgorzknienie. Gdy pytano go o to, odpowiadał zwykle w podobny sposób: "Miałem szczęście, ogromne szczęście. Mimo tego wszystkiego, pozostałem przy życiu. A skoro żyję, znaczy to dla mnie, że muszę pomagać innym" (mówi o tym m.in. w tekstach, które ukazały się w Niemczech w 1989 roku: "Erfahrungen meines Lebens. Es lohnt sich, anständig zu sein", pod red. Reinholda Lehmanna, Fryburg 1989). Nie myślał przy tym o zemście, o odwecie, ale zdecydował się przerwać ten diabelski krąg przemocy. W ten sposób stał się wielkim budowniczym, budowniczym mostów między Polakami a Niemcami. Ale nie tylko: został też pionierem dialogu chrześcijańsko-żydowskiego i polsko-europejskiego.

Co dało temu człowiekowi tak wielkie, niewyczerpane wręcz siły w stawianiu oporu złu? Myślę, że zakorzenienie całej działalności publicznej Władysława Bartoszewskiego w dwóch wartościach: w sprawiedliwości i w prawdzie. Nigdy nie zaprzeczał, że odczuwał strach, ale potrafił go przezwyciężyć. Pomagał ofiarom i równocześnie dokumentował czyny oprawców, z dokładnością niemal co do minuty. Dla mnie jest to doświadczenie fascynujące: jak, z jednej strony, bezstronny i beznamiętnie obiektywny potrafi być Bartoszewski-historyk oraz, z drugiej strony, jak poruszająco i emocjonalnie mówi Bartoszewski-świadek; dobitniej, mocniej niż jakikolwiek moralista.

Z tego też powodu zawsze będzie on odbierany także jako człowiek niewygodny, jako ktoś, kto - gdy jest to konieczne - nie będzie milczeć dla świętego spokoju, ale jako ktoś, kto - gdy trzeba - kocha spór i potrafi poruszać się w sytuacji sporu. Kto jest sceptyczny wobec pustych haseł. Dla niego liczy się przede wszystkim nie dobra wola, nie dobre intencje, ale czyny - dokładniej: czynienie dobra. Z katami nie można zawierać pokoju.

Są sytuacje, gdy trzeba ustawić się pod prąd. Bartoszewski wie - bez wywyższania się, bez elitarnej pozy - że zwykle tylko niewielu decyduje się nie płynąć z prądem. Jednym z podstawowych doświadczeń jego życia było i to, że w takich sprawach jak sprawiedliwość czy godność człowieka nie zawiera się kompromisów.

Bartoszewski napisał kiedyś, że nie warto żyć za wszelką cenę. Być może to najważniejsze jego słowa, jakie znam: że "żyć za wszelką cenę to hańba". Że "zachowanie życia za wszelką cenę to walka, jaka toczy się w przyrodzie, gdy silniejszy napada na słabszego, i gdy wtedy ten słabszy gotów jest zrobić wszystko i podporządkować się, paść na kolana. To jest nieludzkie" ("Erfahrungen meines Lebens").

Władysław Bartoszewski zawsze był człowiekiem wiary, człowiekiem Kościoła. Jego wiara to wiara kogoś, kto - po tym, czego doświadczył w życiu - jest świadom, że wiele pytań o Boga musi pozostać bez odpowiedzi, musi pozostać tajemnicą, zagadką. "Być może wiele zawdzięczam modlitwom mojej matki, która już podczas wojny była głęboko wierząca i w najgorszych latach szukała ucieczki i schronienia u Boga i w modlitwie" ("Erfahrungen meines Lebens"). A także swemu rodakowi, Janowi Pawłowi II, z którym czuł się zawsze związany i - jak mówił - w którego pismach, np. w pierwszej encyklice "Redemptor hominis" (z 1979 r.), znajdował inspiracje dla własnego humanistycznego myślenia i swej wiary chrześcijańskiej. To wiara, która przeszła przez wiele najcięższych prób, i która nie potrzebuje wielkich słów.

Za to świadectwo jego życia chciałbym powiedzieć mu dziś, gdy kończy 85 lat, po prostu: "Bóg zapłać!".

Przełożył WP

KARDYNAŁ KARL LEHMANN urodził się w 1936 r. Filozof i teolog; wyświęcony w 1963 r. Profesor dogmatyki i teologii ekumenicznej. Od 1983 r. biskup Moguncji, od 1987 r. do dziś przewodniczący Episkopatu Niemiec. 1988-98 członek Kongregacji Nauki Wiary, od 1998 r. członek Kongregacji ds. Biskupów. Kardynał od 2001 r.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]