Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Mediator na poligonie

Mediator na poligonie

11.03.2018
Czyta się kilka minut
Był jedną z najważniejszych postaci niemieckiego Kościoła katolickiego w ostatnich dekadach. W wieku 81 lat zmarł kardynał Karl Lehmann, teolog i wieloletni przewodniczący Episkopatu Niemiec.
Karl Lehmann, sierpień 2009 r. /  Fot. Fredrik von Erichsen/AP/EAST NEWS
Karl Lehmann, sierpień 2009 r. / Fot. Fredrik von Erichsen/AP/EAST NEWS
M

Można pełnić urząd, choćby najważniejszy. Ale samo to nie wystarcza, aby po czyimś odejściu mówiono, że skończyła się epoka. Sprawia to dopiero połączenie urzędu i osobowości – nie tylko mocnej, o sprecyzowanych poglądach, ale mającej też świadomość, iż cnotą bywa również powściągliwość. Czasem to ta ostatnia cecha okazuje się zresztą kluczowa – zwłaszcza gdy instytucja, której jest się „twarzą”, wystawione jest na rozliczne czynniki destrukcyjne, zewnętrzne i odśrodkowe, tutaj pod postacią polaryzujących poglądów, osobowości liderów itd.

W jego przypadku o końcu epoki – „epoki Lehmanna” w niemieckim Kościele – mówiono w lutym 2008 r.. Wtedy to, po 20 latach urzędowania, musiał zrezygnować z funkcji przewodniczącego niemieckiego Episkopatu rzymskokatolickiego.

Między dwiema pułapkami

Wcześniej, przez tych 20 lat, był nie tylko „twarzą” Kościoła katolickiego w Niemczech w dość trudnych dla niego latach, ale też skutecznie integrował, „spinał” w jednej instytucji różne środowiska, poglądy, wrażliwości i organizacje – konserwatywne, centrystyczne, liberalne itd.

Bo wbrew temu, co czasem się sądzi poza Niemcami, krajobraz tamtejszego Kościoła jest wyjątkowo pluralistyczny. Zaś jego specyfika – z jednej strony silny laikat (silny swymi organizacjami i zaangażowaniem), a z drugiej struktura kościelna, w której Konferencja Biskupów to coś w rodzaju federacji kilkudziesięciu bardzo samodzielnych diecezji (także prawnie) – sprawia, iż bycie „twarzą” tej instytucji nie jest proste i wymaga szczególnych talentów, także kościelno-politycznych. Przynajmniej jeśli osoba wybrana na tę funkcję przez kolegów-biskupów chce odegrać jakąś rolę wykraczającą poza samo tylko reprezentowanie.

Gdy w 2001 r. Karl Lehmann zostawał kardynałem (z wyjątkowym jak na przewodniczącego Episkopatu opóźnieniem – mówiono, że ówczesny papież Jan Paweł II nie spieszył się z jego nominacją), „Tygodnik Powszechny” pisał: „Choć [Lehmann] nie unikał głoszenia poglądów innych niż np. kard. Ratzinger [wtedy przewodniczący Kongregacji Nauki Wiary – red.], zawsze zatrzymywał się na granicy wyznaczonej przez Urząd Nauczycielski. Można powiedzieć, że Lehmann kieruje niemieckim Kościołem między dwiema pułapkami: akcentowaniem Tradycji skierowanym zbyt mocno wstecz a niebezpieczeństwami nierozsądnych reform. Godzi rozgorączkowanych liberałów i zdeklarowanych tradycjonalistów”.

Jak trudne były to lata dla niemieckie Kościoła, świadczyła sytuacja, do której doszło właśnie w 2001 r.: informację, że godność kardynała otrzyma Karl Lehmann (czekał na nią tak długo, że co roku wywoływało to już spekulacje), Jan Paweł II ogłosił w kilka dni po upublicznieniu listy ówczesnych nominatów. Coś takiego nie zdarzyło się wcześniej.

Myśliciel od Heideggera

Karl Lehmann urodził się na trzy lata przed wybuchem II wojny światowej w Sigmaringen, w Badenii-Wirtembergii. W ubogiej rodzinie: ojciec był wiejskim nauczycielem, matka gospodynią domową. Miał młodszego brata Reinholda, który w przyszłości również miał odegrać istotną rolę w niemieckim Kościele, na „odcinku” laikatu, a także w relacjach polsko-niemieckich (zmarły przedwcześnie w 1998 r., za czasów komunizmu Reinhold był jedną z najważniejszych postaci w oddolnych relacjach polsko-zachodnioniemieckich, w tym przez wiele lat społecznym przewodniczącym Dzieła imienia Kolbego, organizacji pomagającej byłym więźniom niemieckich obozów).

O Karlu Lehmannie mówiło się potem, gdy stał się już osobą publiczną, że łączy chłopski zdrowy rozsądek z poczuciem humoru, a także z wyjątkową odpornością (nie unikał publicznych starć i debat, np. w telewizji) oraz z mocnym zakorzenieniem naukowym. 

O wstąpieniu do seminarium zadecydował przed maturą. Wspominał: „Myślałem też o zostaniu nauczycielem. W każdym razie chciałem mieć do czynienia z ludźmi”. Publicysta Heribert Klein tak pisał później na marginesie jego biografii: „Karierę od chłopca, któremu nieobca była ciężka praca na wsi, przez teologa i filozofa, księdza i profesora, a w końcu do mogunckiego biskupa i przewodniczącego Episkopatu, określić trzeba jako nadzwyczaj błyskotliwą”. 

Gdyby nie został biskupem, byłby dziś zapewne pamiętany jako ważny myśliciel katolicki. Uczył się u najwybitniejszych – zwłaszcza u jezuity Karla Rahnera – i początkowo to nauka była jego polem działalności w Kościele.

W 1962 r. doktoryzował się z filozofii na Papieskim Uniwersytecie Gregoriana w Rzymie (temat pracy: „Źródła i sens pytania o byt w myśleniu Martina Heideggera”). W 1963 r. przyjął święcenia, aby następnie (lata 1964-67) pracować jako asystent Rahnera na wydziałach filozoficznym uniwersytetów w Monachium i Monastyrze. 

Doświadczeniem kluczowym był dla niego Sobór Watykański II, obserwował go z bliska. W 2012 r. tak mówił w wywiadzie dla kościelnego tygodnika „Kirche und Leben”: „Sobór był ważny dla mnie osobiście. Mogę nawet powiedzieć, że jest on dla mnie drogowskazem w całej mojej kapłańskiej egzystencji oraz w ukierunkowaniu mojej służby. Nie wyobrażam sobie, jak mógłbym funkcjonować bez tego Soboru”.

Wkrótce potem, w 1967 r., obronił doktorat z teologii (studium egzegetyczne i z teologii fundamentalnej fragmentu o Zmartwychwstaniu w Pierwszym Liście do Koryntian). W 1968 r. objął jako profesor katedrę dogmatyki wydziału filozoficznego uniwersytetu w Moguncji (miał wtedy 32 lata; profesor w takim wieku – jak na ówczesne czasy było to niezwyczajne). Rok później angażuje się w prace katolicko-ewangelickiego Ekumenicznego Koła Roboczego, z czasem obejmując jego kierownictwo po stronie katolickiej. 

Potem nastąpiły kolejne etapy szybkiej kariery naukowej. W latach 1971-83 był profesorem dogmatyki i teologii ekumenicznej na wydziale teologii katolickiej uniwersytetu we Fryburgu Bryzgowijskim. W latach 70. i 80. również członkiem Międzynarodowej Komisji Teologicznej, głównym redaktorem oficjalnego wydania dokumentów Wspólnego Synodu Diecezji Niemiec (Synod w Würzburgu 1971-75), członkiem komisji wspólnej ds. kontaktów między Episkopatem katolickim RFN a Radą Kościołów Ewangelickich Niemiec (EKD). 

List trzech

Zanim w 1983 r. został biskupem Moguncji (w wieku 47 lat – był wtedy najmłodszym wśród niemieckich biskupów), a wkrótce później – już w roku 1987 – został wybrany przewodniczącym Episkopatu (ponownie wybierano go na tę funkcję w roku 1993 i 1999), miał więc już za sobą duże osiągnięcia, jako profesor dogmatyki i teologii ekumenicznej. 

„Odwagi w podejmowaniu decyzji, które nie wszystkim będą się podobać, i które nie mogą zostać potwierdzone a priori, a dla których trzeba nieraz występować przeciw postawionym wyżej od nas” – tego życzył nowemu biskupowi jego mistrz Karl Rahner. 

Słowa te miały okazać się dość prorocze: w ciągu tych kolejnych 20 lat niemiecki Kościół – postrzegany jako „poligon” teologiczno-duszpasterski – przeżywał szereg napięć i sporów, zaś Lehmann zyskał opinię mediatora, szukającego konsensu i godzącego w Kościele różne tendencje. Co najwyraźniej doceniali współbracia-biskupi zarówno „liberalni”, jak tak „tradycjonalni”, i wybierali go na kolejne kadencje ogromną większością głosów. On sam o swojej roli przewodniczącego Episkopatu zwykł mawiać, że „wymaga ona ciągłej gotowości do kompromisów”. 

Tymczasem napięć nie brakowało także na linii Niemcy-Watykan. Przykładowo, w 1993 r. trzech biskupów z południowo-zachodnich Niemiec – właśnie on, Lehmann, a także Oskar Saier i Walter Kasper (dziś bliski współpracownik papieża Franciszka) – wydało wspólny list pasterski poświęcony rozwiedzionym, którzy zawarli powtórny, cywilny związek małżeński. Trzej biskupi postulowali w nim bardziej zróżnicowane podejście duszpasterskie: pisali, że osoby takie mogłyby np. przyjmować Komunię pod warunkiem, że są w sumieniu przekonane o nieważności wcześniejszego małżeństwa bądź zostały opuszczone przez poprzedniego partnera. List nie postulował podważenia nauki Kościoła o nierozerwalności małżeństwa, lecz bardziej zróżnicowane podejście duszpasterskie. Reakcją Watykanu był „List do biskupów Kościoła katolickiego” z 1994 r.: Stolica Apostolska poddawała krytyce poglądy trzech biskupów, choć nie wymieniała ich z nazwiska. 

Później z kolei to Lehmann miał krytykować dokument Kongregacji Nauki Wiary „Dominus Iesus”, który odmawiał miana Kościołów wspólnotom ewangelickim – co wywołało dużo rozgoryczenia wśród protestantów.

Spory o wizję Kościoła

Chyba największym wyzwaniem dla Lehmanna – przynajmniej gdy idzie o kościelną politykę – okazał się spór między niemieckim Episkopatem a Watykanem o poradnie katolickie, które były wtedy częścią państwowego systemu poradnictwa dla kobiet w ciąży. 

Według prawa przyjętego w 1995 r., aborcja w Niemczech to przestępstwo, ale niekaralne, jeśli kobieta przedstawi zaświadczenie o konsultacji w poradni. Konsultacje prowadzono wówczas także w 250 poradniach katolickich – co roku trafiało do nich ok. 20 tys. kobiet. Zwolennicy pozostanie przez poradnie katolickie w tym systemie argumentowali, że co czwarta z kobiet dzięki konsultacji rezygnowała z aborcji. 

Pozostawał jednak problem etyczny: czy wydawanie także przez poradnie katolickie zaświadczeń, że kobieta skorzystała z porady (warunek obecności w systemie) oznaczał udział w aborcji, czy też była to szansa na ratowanie tego, co można uratować. Pierwszy pogląd akcentowała Stolica Apostolska i mniejszość w niemieckim Episkopacie; drugi zaś większość niemieckich biskupów, w tym Lehmann. Jako przewodniczący Episkopatu próbował on znaleźć takie rozwiązanie tego dylematu, które zadośćuczyni życzeniom papieża, ale nie zamknie katolickim poradniom drogi do tych kobiet, które rozważają aborcję. 

Oba stanowiska można by określić tak: z jednej strony wizja Kościoła ówczesnego papieża, w której Kościół w obliczu „świata” ma być jasnym i dającym świadectwo znakiem. Z drugiej – stanowisko większości biskupów z Niemiec, dla których kryterium był tu (także lub najpierw) duszpasterski pragmatyzm: w tym wypadku pragnienie, aby Kościół nie utracił kontaktu z kobietami myślącymi o aborcji. 

„Dla mojej wizji Kościoła pozostanie w państwowym poradnictwie jest kwestią życia lub śmierci” – mówił Lehmann w jednym z wywiadów, zanim Episkopat musiał podjąć, na wyraźne życzenie Watykanu, decyzję o opuszczeniu tegoż systemu. – „Wycofywać się do wygodnych nisz i oświadczać »A niech ten świat ginie, co nas obchodzi to bagno« nie wolno nikomu, kto naprawdę jest duszpasterzem”. 

Taką filozofię oddają też wypowiedzi biskupa Franza Kamphausa, w którego diecezji poradnie katolickie najdłużej, bo aż do lata 2002 roku, pozostawały w systemie państwowym: „Kościół powinien godzić się także na sytuacje trudne i dwuznaczne, aby uratować to, co uratować można”. Kompromis nie był jednak możliwy – w 2002 r. ostatnie poradnie katolickie wystąpiły z państwowego systemu.

Karl Lehmann wymykał się etykietowaniu biskupów na „liberalnych” oraz „konserwatywnych”. Kiedyś zaskoczył media szeregiem stanowczych wypowiedzi na temat islamu, domagając się takich samych praw i wolności dla chrześcijan w krajach islamskich, jakimi muzułmanie mogą cieszyć się w Europie. „Chciałbym odprawić mszę w Arabii Saudyjskiej” – mówił wtedy w wywiadzie dla magazynu „Cicero”. Z kolei w 2005 r. do kolegów-biskupów mówił: „Chrześcijanin przyszłości będzie świadkiem, albo wkrótce nie będzie go wcale”. 

Dla porządku wymieńmy jeszcze inne funkcje, jakie pełnił: 1986-88 członek i przewodniczący (po stronie katolickiej) komisji ds. dialogu ewangelicko-luterańskiego i rzymskokatolickiego, prowadzonego przez Światowy Związek Luteran oraz watykański Sekretariat ds. Jedności Chrześcijan. 1988-98 członek Kongregacji Nauki Wiary, potem członek Kongregacji ds. Biskupów. W 1993 r. specjalny sekretarz nadzwyczajnego synodu biskupów Europy w Rzymie. Dodajmy, że był też autorem wielu książek (również o charakterze popularnym), których istotą jest wiara i człowiek we współczesnym świecie. 

„Nic nie jest dane raz na zawsze”

Gdy w 1983 r. zostawał biskupem, relacje między Polską i Niemcami Zachodnimi – te obywatelskie, oddolne, które miały zaprocentować po upadku komunizmu – były już przetarte (jak wspomniano, również przy udziale jego brata Reinholda). Nie można powiedzieć więc, aby Karl Lehmann należał tu do pionierów. Natomiast bez wątpienia sprawy te były mu bliskie – i zabierał w nich głos. 

Na przykład w jesienią 2005 roku, gdy udzielił wywiadu „Tygodnikowi” (wywiad ukazał się w dodatku, poświęconym 40. rocznicy słynnej wymiany listów między biskupami polskimi i niemieckimi. 

Mówił wtedy: „Wymiana listów zrobiła w Niemczech wielkie wrażenie, a szczególnie w Republice Federalnej, gdzie, inaczej niż w komunistycznej NRD, można było o niej swobodnie dyskutować. Podobnie jak tzw. „Memorandum Wschodnie” niemieckiego Kościoła Ewangelickiego [dokument opublikowany także w 1965 r., jeszcze przed listami biskupów, wzywał otwarcie do uznania granicy z Polską – red.], wymiana listów otworzyła z impetem drzwi do prawdziwego pojednania między naszymi narodami. Listy przekonały wielu ludzi, że wbrew wszystkim nieprawościom, jakie miały miejsce w przeszłości, możliwa jest jednak wspólna przyszłość. Także za ich sprawą w Niemczech zwiększyła się gotowość do stanięcia twarzą w twarz ze zbrodniami, które narodowy socjalizm przyniósł Polsce, bez żadnego ich relatywizowania. W tym sensie kościelne posłania z 1965 r. należą także do fundamentu pojednania i porozumienia politycznego oraz międzypaństwowego, których owoce możemy dziś zbierać”. 

Nieco wcześniej przed tym wywiadem, we wrześniu 2005 r., biskupi polscy i niemieccy wydali „Wspólne oświadczenie”, nawiązujące do rocznicy i podpisane w Fuldzie oraz we Wrocławiu. Było ono interpretowane przez opinię publiczną obu krajów także jako głos polityczny w kontekście ówczesnych sporów polsko-niemieckich, przede wszystkim wokół projektu „Centrum przeciw Wypędzeniom” Związku Wypędzonych czy roszczeń majątkowych Powiernictwa Pruskiego. 

Zapytałem wtedy Karla Lehmanna, czy to słuszna interpretacja. 

Odparł: „To oczywiste, że również biskupi nie mogą przejść obojętnie obok trudności politycznych i społecznych, które pojawiły się w relacjach polsko-niemieckich. Trzeba przy tym jednak dokładnie analizować poszczególne sprawy sporne i być także gotowym do różnicowania. W przeciwnym razie otrzymamy obraz wykrzywiony. Chciałbym najpierw powiedzieć jedno, mocno i wyraźnie: działalność Powiernictwa Pruskiego jest jednoznacznie odrzucana przez Kościół w Niemczech, podobnie zresztą jak przez wszystkie poważne partie i organizacje społeczne. Także zdecydowana większość Niemców, którzy po 1945 r. musieli opuścić swoją ziemię ojczystą za Odrą i Nysą, nie chce nic słyszeć o tej inicjatywie”. 

„Inaczej sprawa wygląda z projektem Centrum przeciw Wypędzeniom – mówił dalej kardynał. – Pragnienie upamiętnienia ofiar wypędzeń, jakich dokonywano w Europie – a dotykały one przecież zarówno Polaków, jak i Niemców – nie powinno być traktowane jako coś a priori podejrzliwego. Co jest jednak bardzo istotne, to sposób, w jaki chce się zachować tę pamięć: należy znaleźć takie formy, które będą narody do siebie przybliżać, a nie tworzyć podziały. Dlatego trzeba jeszcze pomyśleć jak to osiągnąć i rozmawiać ze sobą, pamiętając o wrażliwości i o uczuciach rozmówców. Zresztą, chciałbym zauważyć, że irytacje w stosunkach polsko-niemieckich są „produkowane” nie tylko po jednej stronie. W tym kontekście patrzyłbym również na rezolucję polskiego Sejmu z września ubiegłego [tj. 2004] roku o żądaniach reparacji wobec Niemiec”. 

Kardynał powiedział też wówczas: „W obu krajach obchodzimy się czasem niezbyt delikatnie z odczuciami sąsiadów. Tymczasem pokój i pojednanie nie są zagwarantowane raz na zawsze. Wymagają ciągłego pielęgnowania”. 

Dekadę później zdrowie nie pozwoliło już Karlowi Lehmannowi przyjechać na konferencję poświęconą 50. rocznicy wymiany listów, którą jesienią 2015 r. zorganizowała w Rzymie ambasada polska przy Stolicy Apostolskiej. Przysłał na nią swój tekst. 

Pisał w nim: „Gdyby zapytać, skąd wzięła się ta zupełnie nieprawdopodobna i odważna gotowość do wypowiedzenia słów pojednania, trzeba by wskazać przede wszystkim na przekonanie o sile wiary i nadziei, które trwało, także w czasie największych pęknięć. Właśnie w polskim narodzie przetrwały wytrwałość i pewność wiary – mimo straszliwych ran”.

Na koniec tego tekstu pisał: „A wychodząc poza pojednanie polsko-niemieckie (...), trzeba powiedzieć, że jest dziś wiele innych i licznych obszarów, które nas w tych dniach poruszają – w różnych krajach i częściach świata. Wspomnieć chciałbym o jednym centralnym temacie: o tym, że musimy dziś bardziej nawet niż dotąd angażować się, a nawet walczyć, razem, na rzecz wspólnego europejskiego domu w duchu inspirowanym wiarą chrześcijańską. Wspólnie z innymi Kościołami, zwłaszcza tymi ze środka Europy, musimy wiarygodnie przekazywać sceptycznym współczesnym ludziom tę ciągle młodą Ewangelię Chrystusa, która jest w stanie leczyć również współczesne rany. W tych dniach, gdy przez Europę przetacza się fala uchodźców, jakiej nie widziano od czasu II wojny światowej, potrzeba nam bardziej niż kiedykolwiek namysłu nad wartościami chrześcijańskimi, do których wszyscy jesteśmy zobowiązani. Powinniśmy być wyczuleni na przejawy wrogości wobec obcych i rasizmu, powinniśmy też przypominać sobie o tamtym udanym pojednaniu narodów po II wojnie światowej, by czerpać z tego siłę wobec wyzwań naszych czasów. Mimo przeszkód, musimy podtrzymywać wezwanie do pojednania i realizować je, bez zniechęcania się, w surowej rzeczywistości naszej obecnej codzienności”.

Kończył zaś tak: „Nie możemy z tym zwlekać. Dotyczy to nas wszystkich. Święty Paweł znał te zagrożenia, ale znał też szansę, jaką stwarza obecny czas. Dlatego woła do nas profetycznie, dodając nam odwagi: »W czasie pomyślnym wysłuchałem ciebie, w dniu zbawienia przyszedłem ci z pomocą. Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia« (2 Kor 6,2)”.

„Nie szukałem poklasku”

Uzasadnienie decyzji o dymisji z funkcji przewodniczącego Episkopatu, którą podjął w lutym 2008 r., nie było dyplomatycznym wybiegiem: faktycznie cierpiał na arytmię serca, często bywał w szpitalu. W kolejnych latach pozostawał biskupem Moguncji, z czasem (od 2016 r.) już tylko jako biskup-emeryt. Czasem zabierał głos, choć ostatnio coraz rzadziej – zdrowie nie pozwalało. 

Gdy w 2013 r. konklawe wybrało Jorge Mario Bergoglio, Karl Lehmann dał się poznać jako zdeklarowany zwolennik papieża Franciszka i jego reform. Zresztą mówi się, że sympatykiem Bergoglio był on już podczas konklawe w 2005 r., które papieżem wybrało Josepha Ratzingera (jego niegdysiejszego adwersarza w sporach lat 90.). Wolno sądzić, że późną satysfakcją dla Lehmanna był fakt, że w swoim dokumencie „Amoris laetitia” (Radość miłości) Franciszek podniósł do rangi kościelnej praktyki – gdy idzie o duszpasterstwo rozwiedzionych katolików – wiele z tego, co Lehmann postulował wcześniej od wielu już lat.

Wśród jego ostatnich publicznych wystąpień znalazła się m.in. krytyka krajów Europy Środkowowschodniej (za, jak mówił, brak solidarności w kwestii uchodźców) albo krytyka skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec, która w ostatnich latach stała się stałym już chyba elementem tutejszego krajobrazu politycznego.

Być może miał za to więcej czasu na to, co kiedyś – przyjmując święcenia biskupie – musiał odłożyć na półkę: teologia i filozofia. Ulubionymi autorami jego lektur byli podobno Hegel, Heidegger, Pieper, Levinas i Gadamer.

Kiedy w 2001 r. został kardynałem, powiedział: „Zawsze chciałem być rzeczowy i otwarty, nigdy nie oglądałem się na prawo ani na lewo, nie szukałem poklasku”.

Karl Lehmann zmarł w niedzielny poranek, 11 marca 2018 r., w wieku 81 lat.


CZYTAJ TAKŻE:

Tekst Karl Lehmanna ze specjalnego dodatku na 50. rocznicę wymiany listów między polskimi i niemieckimi biskupami >>>

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, kierownik działów Świat i Historia. Ur. 1967 r. W „Tygodniku” zaczął pisać jesienią 1989 r. (o rewolucji w NRD; początkowo pod pseudonimem), w redakcji od 1991 r. Specjalizuje...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]