Chłopcy, hejt i homofobia

Miał 14 lat, niebieskie oczy i ładny uśmiech. Powiesił się na sznurówkach, bo – jak napisał w liście pożegnalnym do mamy – „był zerem”.

05.07.2015

Czyta się kilka minut

Na razie znamy ustalenia reporterów „Dziennika Zachodniego” i prokuratury: koledzy z gimnazjum w Bieżuniu mieli nazywać Dominika „pedziem”, śmiać się z niego, popychać na korytarzach, obrzucać kamieniami, hejtować w sieci. Nauczyciele nie reagowali albo nie potrafili zareagować skutecznie, chociaż Dominik zgłaszał się do nich po pomoc; jedna z nauczycielek ponoć sama miała go dręczyć. Czym się naraził? Na pewno wyglądem: dbał o siebie trochę bardziej niż koledzy, ubierał się modnie, starannie czesał. No i pozował do zdjęć, które publikował w sieci. Możliwe, że tyle wystarczyło.

Wiele już było podobnych spraw, chociaż cierpienia nie da się porównywać. Co kilka tygodni albo miesięcy słyszymy o gimnazjaliście albo gimnazjalistce, którzy nie wytrzymali presji rówieśniczej. Na miejsce przyjeżdżają reporterzy, filmują łzy rodziców i obrazki ze szkolnych korytarzy, prokuratura wszczyna śledztwo. A potem wątek się urywa, media zajmują się już kolejnym przypadkiem.

Co można zrobić, żeby szkoła nie była środowiskiem przemocy? Niektórzy powiedzą: zlikwidować gimnazja. Nie wiem, czy to właściwe rozwiązanie; chociaż wiem, że gimnazja mogą być straszne. Że dzieci pozbawione wypracowanych latami więzi, zmuszone do budowania pozycji w nowym środowisku, potrafią być najokrutniejsze. W mojej edukacji na pewno był to najgorszy etap: coś w rodzaju poligonu, na którym uczyło się, jak żyć na co dzień z chamstwem i przemocą.

Jak milczeć bezsilnie, kiedy koledzy z klasy nabijają się z dziewczyny, która przyjechała z Chicago i mówi z dziwnym akcentem; kiedy wyzywają nauczycielki i nauczycieli od k... i p..., kiedy na korytarzu otaczają nieśmiałą anglistkę zamkniętym kręgiem, przedrzeźniają ją i bawią się jej przerażeniem. Nauczyłam się, że najważniejsze to nie okazywać słabości – ani przez chwilę, nigdy; wtedy może się udać, wtedy jest szansa, że nie zostanie się ofiarą. Nauczyłam się, że można żyć w dwóch światach – że trzeba mieć swoich przyjaciół i swoje książki, kasować pamięć z chwilą wyjścia ze szkoły. Ale dla niektórych te zasady nie są takie proste; zanim zdążą się ich nauczyć, jest już za późno.

Wydaje się, że w sprawie z Bieżunia mechanizm katów i ofiary napędzała homofobia. Jak stwierdził w komentarzu do tragicznej wiadomości pisarz Jacek Dehnel: „Homofobia to nie jest jakaś oderwana od życia sprawa. Jakiś pogląd, który można przyjmować, można się z nim nie zgadzać, ale ma miejsce w społeczeństwie. To jest zwykła podłość, podłość, która zbiera konkretne ofiary”. Dominika – podobnie jak Mateusza Magę, o którym pisaliśmy w „TP” 45/2014 – szczuto, bo nie odpowiadał stereotypowo męskim rolom. To m.in. takiej przemocy ma zapobiegać konwencja antyprzemocowa; to przed taką przemocą ma chronić wprowadzanie do podręczników równościowego języka i obrazów niestereotypowych ról społeczno-płciowych. Jak wiemy, do wielu polskich biskupów taki argument nie przemawia: dla nich tolerancja dla odmienności to tylko wroga i podstępna ideologia. Zaś dla narodowców i korwinistów – tęczowa zaraza.

Tęcza oznacza: nie nienawidzę i nie zgadzam się na nienawiść. Ta nienawiść jest zbyt powszechna, żeby jej nie dostrzegać. Dominik to nie żaden tragiczny wyjątek. Dowód? Po jego śmierci na Facebooku powstało kilka hejterskich profili; portal skasował je w wyniku zmasowanej interwencji użytkowników. Pozakładano nowe, już nie nienawistne, ale żałobne. Na jednym z nich jakiś rówieśnik Dominika żali się: „mnie też tak przezywają... od pedałów…”. W komentarzach dostaje wsparcie od dziarskiej grupy Mateuszów. Mateusz Kubacki: „Widać xDD”, Mateusz Czupryniak: „dziwisz sie? hahahahaa”, Mateusz Rewers: „Zakaz pedalowania!”, Mateusz Zieliński: „to się zmień ??? a nie płacz nad własnym losem idź na siłownię zacznij się ubierać jak facet…” (pisownia wypowiedzi oryginalna). Takie komentarze trzeba zgłaszać. Bo – powtarzając za Jackiem Dehnelem – homofobia zabija. ©℗

Tekst w pierwotnej wersji ukazał się na stronie TygodnikPowszechny.pl

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa, autorka nominowanej do Nagrody Literackiej Gryfia biografii Haliny Poświatowskiej „Uparte serce” (Znak 2014). Laureatka Grand Prix Nagrody Dziennikarzy Małopolski i Nagrody „Newsweeka” im. Teresy Torańskiej,… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2015