Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Być jak Mohammed Salah

Być jak Mohammed Salah

25.05.2018
Czyta się kilka minut
Jest tylko piłkarzem, ale w gazetach piszą o nim faraon, król Egiptu. Albo król Nilu. Albo Sfinks. Wielbicielom piłkarza Liverpoolu zaczyna brakować słów, by wyrazić zachwyt i wdzięczność, jaki wzbudza wśród muzułmanów na całym świecie.
Mohammed Salah z nagrodą dla króla strzelców Premier League, maj 2018 r. / Fot. PAUL ELLIS / AFP / EAST NEWS
Mohammed Salah z nagrodą dla króla strzelców Premier League, maj 2018 r. / Fot. PAUL ELLIS / AFP / EAST NEWS
C

Czytając opowieści o jego życiu i o tym, jakim jest człowiekiem, można odnieść wrażenie, że jest ideałem, supermanem, aniołem, o którym opowiadają Święte Księgi. Pobożny, dumny, uprzejmy, pracowity, skromny, wrażliwy na krzywdę innych i wszelką niesprawiedliwość, chętny do pomocy i szczodry. No i wspaniale gra w piłkę.

Piłkarz roku

Okrzyknięto go już najlepszym piłkarzem Afryki i najlepszym graczem ostatniego sezonu w angielskiej Premier League, w której został królem strzelców. To głównie dzięki jego bramkom, podaniom i dryblingom przeciętna jeszcze niedawno drużyna Liverpoolu zawędrowała do finału piłkarskiej Ligi Mistrzów. Salah grał tak świetnie, że zaczęto go porównywać z Argentyńczykiem Lionelem Messim, bezsprzecznie najlepszym piłkarzem na świecie. Steven Gerrard, niedawny jeszcze zawodnik Liverpoolu i ulubieniec tamtejszych kibiców, orzekł, że to Egipcjanin jest dziś najlepszy. W swoich drużynach zapragnęły go mieć najwspanialsze i najbogatsze kluby, a ich właściciele gotowi są zapłacić bezwstydną kwotę ćwierci miliarda dolarów.

Tegoroczne boiskowe wyczyny 25-letniego Salaha sprawiły, że w całym świecie islamu zaczął pełnić rolę ludowego bohatera, którego ojcowie stawiają synom za wzór wszelkich zalet, a sami synowie, zwykle odrzucający z przekorą rodzicielskie nauki, nie marzą o niczym innym, jak tylko stać się kimś takim jak egipski sportowiec.

Osiągnął to wszystko w ciągu niecałego roku, odkąd zdecydował się przenieść z Rzymu do Liverpoolu i grać pod wodzą niemieckiego trenera-czarodzieja Juergena Kloppa. Dopiero Niemiec uczynił z Salaha piłkarskiego mistrza. Wcześniej aż tak nie zachwycał.

Niewiele brakowało, a w ogóle nie zrobiłby piłkarskiej kariery. Miał 12 lat, gdy wyjechał z rodzinnej wioski Nagrig w Delcie Nilu do odległego o trzy godziny drogi Kairu i zamieszkał w szkolnym internacie, by móc codziennie ćwiczyć z tamtejszą drużyną El-Mokwawlun. Choć wyróżniał się w egipskiej lidze i grywał w młodzieżowej reprezentacji kraju, najlepsze w kraju drużyny Zamaleku i Al-Ahly nie chciały go w swoich składach.  Życiową szansą okazała się dla Salaha największa tragedia, jaka wydarzyła się na egipskich stadionach. W lutym 2012 r. podczas meczu rozgrywanego w Port Saidzie doszło do rozruchów i starć między kibicami i policją. Zginęły 74 osoby, pół tysiąca zostało rannych, a egipski rząd zawiesił prawie na dwa lata rozgrywki ligowe. Egipskim piłkarzom pozostało grać mecze jedynie towarzyskie albo międzynarodowe, w drużynach reprezentujących kraj.

Miesiąc po tragedii w Port Saidzie egipska młodzieżówka z Salahem w składzie wyjechała do Szwajcarii na mecz z drużyną z Bazylei. Przedstawiciele tego klubu przyglądali się już od jakiegoś czasu grze Egipcjanina, a kiedy w towarzyskim meczu, występując w dodatku jedynie w drugiej połowie strzelił dwa gole, postanowili ściągnąć go do Europy.

W Szwajcarii szybko się wyróżnił i już po dwóch latach grę w swojej drużynie zaproponowała mu londyńska Chelsea. Nie podbił jednak Anglii, w ogóle wiele w niej nie pograł, nie przebił się do podstawowego składu. Po jednym zaledwie, rozczarowującym sezonie, Chelsea bez żalu wypożyczyła go Fiorentinie, a potem sprzedała Romie.

We Włoszech Salah odżył i dwa lata po wyjeździe z Wysp Brytyjskich wrócił na nie, ale tym razem do Liverpoolu, gdzie rozegrał swój najlepszy jak dotąd sezon. Ukoronowaniem jego świetnej formy były gole, dzięki którym drużyna Egiptu, po raz pierwszy od 1990 r., pojedzie na mundial; zwłaszcza karny, strzelony już w doliczonym czasie gry jesiennego meczu z Kongo.

Duma Egiptu

W marcu w Egipcie wybierano prezydenta kraju. Wszyscy poważni kandydaci opozycji zbojkotowali wybory, twierdząc, że pod rządami wojskowego dyktatora Abdela Fataha al-Sisiego uczciwe głosowanie jest niemożliwe. Zdając sobie sprawę z przewrażliwienia Zachodu na punkcie pozorów demokracji, aby nie zostać w niej jedynym kandydatem, marszałek polny kazał zapisać do elekcji jeszcze jednego pretendenta, nikomu szerzej nieznanego Musę Mustafę Musę. Sisi, rzecz jasna, wygrał wybory zdobywając ponad 97 proc. głosów. Dla Egipcjan nie było to żadnym zaskoczeniem. Ich zdziwienie wzbudziła za to podana w telewizji informacja, że w wyborach oddano prawie dwa miliony nieważnych głosów. W zaułkach i na bazarach zaczęła krążyć pogłoska, że nieważnymi były karty do głosowania, na których wyborcy dopisywali nazwisko Salaha. Przynajmniej dwóch kelnerów z hotelu, w którym wtedy mieszkałem, przechwalało się, że tak właśnie zrobili. W ten sposób na Salaha zagłosowało w prezydenckiej elekcji więcej ludzi niż na jedynego rywala Sisiego.


Czytaj także: Strona świata - specjalny serwis "TP" z reportażami i analizami Wojciecha Jagielskiego


Sto milionów Egipcjan straciło głowy dla piłkarza z Liverpoolu. Chłopcy paradują po ulicach w piłkarskich koszulkach z jego imieniem i wraz z ojcami nie przepuszczają w telewizji żadnego meczu z jego udziałem. Podobizny Salaha ozdabiają mury, a portret, na którym został odmalowany jako faraon, stał się w tym roku jedną z największych turystycznych atrakcji Kairu. W tym tygodniu piłkarskie buty Salaha zostały umieszczone obok posągów faraonów i mumii w londyńskim British Museum na specjalnej wystawie, poświęconej historii Egiptu i Sudanu.

Egipcjanie są dumni ze swojego piłkarza i wdzięczni za pociechę, jaką przynosi im swoimi sukcesami. Ostatnie lata zapiszą się bowiem w historii kraju jako chmurne. Arabska Wiosna, która przetoczyła się przez Maghreb i Bliski Wschód na przełomie 2010 i 2011 r. zmiotła paru dyktatorów, ale zamiast wolności, nadziei i dostatku, przyniosła wojny, fanatyzm i zniszczenie. W Egipcie uliczna rewolucja obaliła dyktatora Hosniego Mubaraka, ale pierwsze wolne wybory wyniosły do władzy Mohammeda Mursiego i jego Braci Muzułmanów. Wystarczył rok, a na kairskich ulicach doszło do nowej rewolucji, tym razem przeciwko Mursiemu. Do akcji, przy aplauzie ulicy, wkroczyło wojska i zapanowała tyrania Abdel Fataha el-Sissiego. Egipcjanie mówią, że Salah jest dla nich źródłem radości, inspiracji i nadziei, pomagających przetrwać niełatwą codzienność.

Nadzieja islamu

Ich uwielbienie dla Salaha jest tym większe, że sława i sukcesy nie uderzyły mu do głowy. Pozostał skromnym, cichym człowiekiem, do którego zaraza gwiazdorstwa wydaje się nie mieć dostępu. Co roku odwiedza swoją rodzinną wioskę Nagrig, spotyka się ze starymi znajomymi, odwiedza krewnych. Z własnych pieniędzy wyremontował tam meczet, zbudował wodociąg i oczyszczalnię, szkołę, boisko i szpital, do którego sprowadził maszynę do dializ. Funduje stypendia miejscowej młodzieży i pomaga finansowo najbiedniejszym. Wystąpił w telewizyjnych kampaniach wymierzonych przeciwko narkotykom, wspiera finansowo dawnych piłkarzy, którzy nie odnaleźli się w życiu po skończonej karierze sportowej.

Za bohatera mają Salaha także muzułmanie w Europie. Jego kariera od prostego, wioskowego chłopaka, syna skromnego urzędnika do sportowego mistrza i milionera jest dla nich dowodem, że sukces jest możliwy, jeśli podeprze się go talentem, a przede wszystkim ciężką pracą i wytrwałością.

W czasach, gdy po terrorystycznych zamachach w Paryżu, Berlinie, Londynie i Manchesterze islam i muzułmanie budzą na Zachodzie nieufność i wrogość, Salah nie kryje pobożności. Jego żona ubiera się zgodnie z nakazami religii, nosi hidżab, a sam piłkarz zalecaną przez islam brodę. Urodzonej w Europie córce dali na imię Makka, od Mekki, najświętszego miejsca islamu. Po każdym strzelonym golu, na oczach tysięcy kibiców na stadionie i przed telewizorami, Salah modli się i składa pokłon Najwyższemu. Trybuny wtedy na chwilę nieco cichną, ale gdy piłkarz wstaje z murawy, znów wybucha wrzawa, a kibice wznoszą na jego cześć pieśń. „Jeśli strzeli jeszcze goli parę, muzułmaninem sam się stanę”.

Otwartość, z jaką piłkarz z Egiptu przyznaje się do swojej wiary i pochodzenia, dodaje więc otuchy europejskim muzułmanom, czującym się często na Zachodzie jako obywatele drugiej kategorii, a przede wszystkim innym przybyszom z północnej Afryki i Bliskiego Wschodu, którzy spotykają się coraz częściej z nieprzyjaznymi przejawami nasilającej się islamofobii. Salah, jeden z nich, jest na Zachodzie akceptowany i podziwiany, a swoją postawą pokazuje Europejczykom, że między islamem i terroryzmem nie wolno stawiać znaku równości. „Salah w pojedynkę niczemu nie zaradzi, ale może pomóc” – powiedział jednej z londyńskich gazet Miqdaad Versi z władz Muzułmańskie Rady Wielkiej Brytanii.  – „A islamofobia w Europie narasta, ale w dodatku staje się czymś codziennym, czymś co nie razi, ale na co jest przyzwolenie”.

Być może Salahowi tak dobrze gra się w Liverpoolu, bo portowe miasto zawsze było dla przybyszów życzliwsze niż stołeczny Londyn, Manchester czy Birmingham. W Liverpoolu mieszka najstarsza w Wielkiej Brytanii wspólnota muzułmańska, tu mieści się najstarszy w kraju meczet Abdullaha Quilliama. „To prawda, Salah może być przykładem, zwłaszcza dla młodych” – przyznał dziennikarzowi jeden z liverpoolskich muzułmanów. – „Ale jest też dowodem, że aby podbić świat, trzeba opuścić swój dom w Egipcie, Iraku czy Senegalu, bo stamtąd świata się podbić nie da”.

Problem dyktatora

Rodacy Salaha boją się, że sukces i sława ściągnie na niego kłopoty ze strony rządzących. Piłkarz wpłacił wprawdzie setki tysięcy dolarów na konto fundacji, jaką prezydent Sisi założył, żeby rozwijać egipską gospodarkę, ale żadnemu przywódcy na świecie nie podoba się przecież, gdy jego poddani kogoś innego darzą większą sympatią i zaufaniem. Sisi, jak każdy polityk, chętnie skorzystałby z popularności piłkarza, pokazał się z nim w telewizji, zrobił zdjęcie komórkowym telefonem. Nigdy natomiast nie pozwoli, by jakiś sportowiec czy artysta rywalizował z nim o rząd dusz czy też publicznie się z nim nie zgadzał.

Salah natomiast nie unika politycznych gestów, a przy tym wykazuje się niebezpieczną, jak na egipskie warunki, niezależnością. Grając w Fiorentinie wybrał sobie koszulkę z numerem 74, żeby uczcić zabitych podczas rozruchów na stadionie w Port Saidzie, które władze uznały za antyrządowy bunt. W Bazylei odmówił uścisku ręki piłkarzom z Maccabi Tel Awiw, by zaprotestować przeciwko izraelskiej polityce na Bliskim Wschodzie. Nie posłuchał jednak wezwań władz Egiptu i na mecz do Izraela pojechał.

W kwietniu wdał się w spór z rodzimą federacją piłkarską. Poszło o jego fotografię, jaką umieszczono w reklamie firmy telekomunikacyjnej, wspierającej reprezentacyjną drużynę. Salah oświadczył, że zdjęcie zostało użyte bez jego zgody, a dodatkowo z naruszeniem kontraktu reklamowego, jakie wiąże go z inną firmą. Zagroził, że zrezygnuje z występów w reprezentacji. Egipscy kibice zamarli, bo firma telekomunikacyjna, do której reklamy użyto zdjęcia Salaha, powiązana jest z dowódcami wywiadu wojskowego, kierowanego przez Abbasa Kamela, zaufanego prezydenta.

„Mohammed Salah nie jest już jedynie piłkarzem, ale kimś, kogo inni biorą sobie za wzór” – napisała już miesiąc wcześniej rządowa gazeta „Al-Ahram” – „Powinien zgolić brodę, bo w jego wieku to nie przystoi, a w dodatku upodabnia go to fanatyków, terrorystów i ich sprzymierzeńców. Warto mu też przypomnieć, że w Egipcie przeciwko terroryzmowi prowadzona jest wojna”.

Sportowa nadzieja

Egipcjanie przypomnieli sobie zaraz historię innego wielkiego piłkarza Mohammeda „El Magico” Abu Triki. On też się obnosił ze swoją pobożnością i z tym, że popiera Braci Muzułmanów oraz prezydenta Mursiego. Rozzłościło to Sisiego tak bardzo, że po obaleniu Mursiego, rządowa telewizja ogłosiła Abu Trikę zdrajcą i wrogiem narodu, zamykano jeden po drugim jego interesy. W końcu wpisano go na listę terrorystów i „El Magico” uciekł z Egiptu.


Czytaj także: Futbol jest okrutny - piłkarski blog Michała Okońskiego


Przed polityką musiał też uciekać z Turcji słynny Hakan Sukur, jeden z najlepszych piłkarzy w historii tego kraju. Sława, jaką zdobył na boisku, popchnęła go do polityki. Został nawet posłem z rządzącej partii Rozwój i Sprawiedliwość dzisiejszego prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. Byli przyjaciółmi. Z czasem jednak Erdogan zaczął coraz bardziej upajać się władzą, przemieniać w autokratę, a Sukur nie krył, że mu się to nie podoba. Jego interesy w Turcji natychmiast zaczęły podupadać. Zdążył jednak wyjechać z kraju do przyjaciela w kalifornijskim Palo Alto i wywieźć z kraju żonę i dzieci. Latem 2016 r. w Turcji doszło do pałacowego zamachu stanu, w wyniku którego 250 osób zginęło, a Erdogan przejął pełnię władzy. Kazał wtrącić do więzień ponad 60 tysięcy ludzi, działaczy opozycji, dziennikarzy, uczonych, każdego, komu przydarzyło się go otwarcie skrytykować. Sukur, na kalifornijskim wygnaniu, był bezpieczny, ale do więzienia trafił na rok jego 76-letni ojciec.

Egipscy kibice dziękują Najwyższemu, że ich ulubieniec Salah przetrwał do końca sezonu bez kontuzji, która uniemożliwiłaby mu występ w Rosji w finałowym turnieju o mistrzostwo świata. Egipcjanie wylosowali na przeciwników gospodarzy oraz drużyny Urugwaju i Arabii Saudyjskiej. Urugwaj wydaje się Egipcjanom poza konkurencją, ale uważają, że z pozostałymi rywalami są w stanie podjąć walkę, a przy pomocy Salaha, nawet ich pokonać ich i awansować do dalszych rozgrywek.

Na swoją kwaterę w Rosji Egipcjanie wybrali czeczeński Grozny, by wśród tamtejszych muzułmanów czuć bardziej swojsko. Kibiców z Kairu martwi tylko, że ich ulubieńcy będą się przygotowywać do rosyjskich zawodów podczas trwającego od połowy maja muzułmańskiego miesiąca postu, ramadanu, gdy mahometanie wstrzymują się od posiłków od świtu do zmierzchu. Podobne zmartwienie mają też Senegalczycy, przeciwnicy Polaków, Marokańczycy, Tunezyjczycy, Nigeryjczycy, Saudyjczycy, Irańczycy. Ramadan kończy się 13 czerwca. Dwa dni później, z Urugwajem, Egipcjanie rozegrają swój pierwszy mecz na mistrzostwach.

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

... ale ja wolę Lewandowskiego . Jest lepszym piłkarzem, ma żonę katoliczkę i jest Polakiem.

jak religia wpływa na Ligę Mistrzów. Salah przez Ramadan był słabszy fizycznie i Klopps. Eh..Ramos popsuł widowisko :((
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]