Reklama

Budzimy się z ręką w Facebooku

Budzimy się z ręką w Facebooku

21.11.2016
Czyta się kilka minut
Jedynym celem Facebooka jest to, żeby ludzie spędzali na nim jak najwięcej czasu. Algorytmy dobierają treści na „ścianie” użytkownika tak, żeby zachęcić go do klikania. Wybierają posty budzące emocje i niekłócące się ze światopoglądem użytkownika
T

Trump będzie w Białym Domu przeze mnie” – powiedział w rozmowie z „Washington Post” 38-letni Paul Horner. Setki konsultantów, marketingowców, aktywistów czy partyjnych aparatczyków usiłują przypisać sobie wkład w wyborczy triumf populisty. Tyle że Horner nie jest typowym politycznym sykofantem. To jeden z czołowych autorów internetowej dezinformacji. Od lat zawodowo tworzy fałszywe newsy, które puszcza w świat za pośrednictwem Facebooka czy Twittera.

Produkowane przez niego fałszywki – np. że Obama unieważni wybory, jeśli wygra Trump – zostały rozesłane setki tysięcy razy. „Ludzie są głupi, wszystko powtarzają, niczego nie sprawdzają. Tak wybrano Trumpa” – mówi.

Według portalu BuzzFeed 38 proc. newsów publikowanych przez strony popierające Trumpa i 20 proc. publikowanych przez zwolenników Clinton było częściowo albo całkowicie fałszywych. Tylko w jednym miasteczku zarejestrowano aż 150 domen, które rozpowszechniały protrumpowską dezinformację. Miasteczkiem tym było Veles w Macedonii.

Szef Facebooka Mark Zuckerberg nazywa spekulacje, że to rozpowszechniane w tym portalu fałszywki przeważyły szalę wyborów, „szalonym pomysłem”. Ale nieoficjalnie portal uruchomił zespół zadaniowy, który ma opanować problem.

W skrócie: jedynym celem Facebooka jest to, żeby ludzie spędzali na nim jak najwięcej czasu. Algorytmy dobierają treści na „ścianie” użytkownika tak, żeby zachęcić go do klikania. Wybierają posty budzące emocje i niekłócące się ze światopoglądem użytkownika. Efektem ubocznym jest fakt, że użytkownik utwierdza się w swoich przekonaniach, nie poznaje innych punktów widzenia i radykalizuje się, nieustannie karmiąc się treściami pozbawionymi niuansów. A polityczni czy geopolityczni gracze dawno nauczyli się manipulować regułami portalu tak, by te efekty wzmacniać. Choćby wykorzystując armie botów powielające przekaz. W tej kampanii tylko na Twitterze było ich 400 tys.

Wszystko wskazuje jednak na to, że polityczne wydarzenia 2016 r. – od Brexitu po sukces Trumpa – mogą wymusić zmiany. Wszyscy wielcy internetowi gracze obiecują rozprawić się z problemem. Politycy też. Angela Merkel rozważa podjęcie prawnych kroków, które zmusiłyby Facebooka do ujawnienia algorytmów sterujących doborem newsów. Wojna o internetową informację rozgorzała na dobre.

Tylko czy nie jest już za późno? ©

Autor jest dziennikarzem „Polsat News”, gdzie prowadzi autorski program popularnonaukowy „Horyzont zdarzeń”. Stale współpracuje z „Tygodnikiem”.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz naukowy, reporter telewizyjny, twórca programu popularnonaukowego „Horyzont zdarzeń”. Współautor książki "Strefy Cyberwojny", laureat Prix CIRCOM i Halabardy rektora AON. Stale...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Ile ja się wcześniej naczytałem o tym, że artykuły popierające Trumpa są przez algorytm Facebooka wyciszane... I że na jakąkolwiek opinię za kandydatem Republikanów momentalnie rzucają się setki hejterów, wyzywających od rasistów i ciemnogrodu...

Gdyby wygrała Clinton, nie byłoby zatrwożonych po tej głośniejszej i bardziej wygadanej stronie, najwyżej przegrani usłyszeliby szyderstwa, że intelektualnie i mentalnie nie dorastają do świata nowych mediów, i że wyładowują frustracje na czym popadnie. Tymczasem stało się, jak się stało. Ale co właściwie? Trudno wyciągać wnioski z pojedynczego zdarzenia, gdyby jednak różnica w proporcjach "fake news" na stronach promujących Trumpa i Clinton wynosiła 90:10, to byłoby można mówić o istotnym związku. 38:20 to w tym kontekście przypadkowa fluktuacja. Obie strony jednakowo skorzystały (lub straciły) na opisywanym zjawisku. Zresztą, czy tradycyjne media mniej sprzyjały petryfikowaniu uprzedzeń w umysłach odbiorców? Przecież przeciętny czytelnik nie kupował i nie czytał gazet niemiłych mu politycznie. To właśnie media internetowe mają publiczność złożoną niemal po równo ze zwolenników i przeciwników linii politycznej redakcji. OK, ci drudzy wchodzą, by wpływać na opinię pierwszych, często hejtując i trolując, ale dzięki temu sami mają kontakt z innymi treściami, a przy tym umożliwiają grzecznym i ufnym "pozytywnym" odbiorcom uświadomienie sobie, że nie wszyscy myślą tak jak oni. Polaryzacja stanowisk nie jest niczym nowym, tyle że online nie ma takich hamulców ograniczających ekspresję, jak podczas dyskusji przy rodzinnym obiadku czy przy piwie z kolegami. A cenzurowanie facebooka faktycznie jest spóźnione. I chwała Bogu, bo cenzura potrzebna jest władzy i cenzorom. Nigdy - samym rządzonym.

Nie ma wątpliwości, że tak podane i posortowane informacje muszą wpłynąć na światopogląd. Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy wielu ludzi nie czyta gazet i nie ogląda regularnie wiadomości. Wielu faktycznie używa FB jako głównego źródła informacji. Ciekawe, żę nikt nie ma wątpliwości, że generalnie cenzura jest zła, ale kiedy cenzura jest dopasowana dla każdego z osobna, i to tak żebyś widział/-a tylko to co Cię interesuje i jest zgodne z Twoimi poglądami, to wszystko jest ok? Bo to jest dokładnie to, co robi FB - wybiera specjalnie dla Ciebie/mnie informacje, które pozwala zobaczyć

..fejsbuk nie jest ani jedyny, ani przymusowy - a jak świat światem, głupek zawsze znajdował wsparcie dla swojej głupoty.

FB nie jest ani jedyny, ani przymusowy, ale już na tyle popularny, że fakt stosowania przez niego skryptów sortujących dla nas i za nas pokazywane informacje stał się realnym problemem. Ja akurat należę do osób, które sprawdzają informacje zanim je opublikują. Ale mam pełną swiadomość tego, że jestem w mniejszości. Tak faktycznie rodzą się przekonania i opinie, oparte właściwie tylko na wrażeniach, bo jakiś typ informacji widziało się tyle razy, że wydaje się, że to prawda lub "coś w tym jest". Dlatego uważam, że powiedzienie sobie, że to nie jest jedyne źródło informacji i pozostawienie tematu samego sobie jest niewystarczające i nieodpowiedzialne :) Wprawdzie dużo zrobić sama nie mogę, ale tam gdzie się da staram się przynajmniej sprostować publikowane rewelacje. Z nadzieją, że ktoś przeczyta i zrozumie :)

Tyle dodam, że masy od dawien dawna podlegają manipulacji. Szkoła, kościół, tradycja, religia, historia - to były zawsze pola walki o 'rząd dusz', de facto rzeźnie w których szlachtowano ludzkie prawa do samodzielnego i niezależnego oglądu świata. Jeszcze w młodości trafiłem na J. Krishnamurtiego 'Freedom from the Known' - i Bogu dziękuje po dziś dzień za te lekturę.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]