Zrobiliśmy to! Zmiana zaczyna się teraz – obwieścił Keir Starmer, lider zwycięskich laburzystów i nowy premier. Jego Partia Pracy zdobyła ponad 410 z 650 mandatów w Izbie Gmin (w momencie kończenia tego tekstu zliczano jeszcze głosy w kilku ostatnich okręgach). Na Wyspach obowiązuje ordynacja większościowa, okręgi wyborcze są jednomandatowe – to jeszcze bardziej uświadamia, jak dobitnie czerwoną kartkę pokazali Brytyjczycy konserwatystom.
„Biorę odpowiedzialność za przegraną” – przyznał ustępujący premier Rishi Sunak. Aż około 40 członków jego rządu nie obroniło swoich mandatów, w tym minister obrony Grant Shapps. W sumie Partia Konserwatywna straciła ok. 250 miejsc. Do parlamentu nie wróci m.in. była premier Liz Truss, której kilkutygodniowe katastrofalne rządy w 2022 r. wstrząsnęły brytyjskim rynkiem finansowym – o jej przegranej przesądziło tylko około sześciuset głosów.
Bo choć odpowiedzialność za tak fatalny wynik wziął na siebie Rishi Sunak, to wyborcy oceniali całościowy bilans rządów torysów z ostatnich kilkunastu lat, kiedy to na Downing Street urzędowało kolejno aż pięciu konserwatywnych premierów. Werdykt okazał się miażdżący, a Partia Konserwatywna odniosła najgorszą porażkę w swojej historii.
Na drugim planie
Na drugim planie – za triumfującymi laburzystami i rozczarowanymi torysami – są jednak jeszcze inni zwycięzcy i przegrani. Ci pierwsi to Liberalni Demokraci, którzy odnieśli największy sukces od stu lat, zdobywając ponad 70 mandatów (podczas gdy w poprzednich wyborach w 2019 r. mieli ich tylko jedenaście). Tym samym stają się trzecią największą frakcją w Izbie Gmin. – Nie zawiedziemy was – obiecywał, gdy spływały wyniki, szczęśliwy lider Demokratów Ed Davey. Jedną z najważniejszych kwestii, podnoszonych przez nich w kampanii, była poprawa systemu pomocy społecznej oraz walka z zanieczyszczeniami rzek.
Swój najlepszy jak dotąd wynik świętują również Zieloni – będą mieli co najmniej czterech posłów.
W Izbie Gmin zasiądzie też Nigel Farage, polityk będący twarzą brexitu, który wcześniej w wyborach bez powodzenia startował aż siedmiokrotnie. Teraz jego partia – Reform UK, która szła do wyborów pod hasłami ograniczenia imigracji na Wyspy – wprowadzi do Izby zapewne kilkoro parlamentarzystów.
Szkocja w defensywie
Kolejnym wielkim przegranym – obok torysów – jest natomiast Szkocka Partia Narodowa (SNP), która traci niemal 40 mandatów. W poprzednich wyborach zajęła prawie wszystkie „szkockie” miejsca w Izbie Gmin, teraz będzie miała jedynie około dziesięciu posłów. SNP, dominująca na szkockiej scenie politycznej od kilkunastu lat, płaci cenę za skandale i podziały wstrząsające tą partią w ostatnich latach, a także za nierozwiązane problemy w opiece zdrowotnej, transporcie i innych sferach życia codziennego.
I choć poparcie dla niepodległości Szkocji, która jest głównym długofalowym celem SNP, wcale nie zmalało (choć też nie wzrosło: Szkoci nadal są tutaj podzieleni niemal po połowie), w tych wyborach ten akurat czynnik już nie wystarczył, by SNP utrzymała swoich wyborców. Na refleksję o przyczynach porażki i przegrupowanie SNP nie ma wiele czasu – za dwa lata będzie walczyć o utrzymanie pozycji w wyborach parlamentarnych do regionalnego szkockiego parlamentu w Edynburgu.
Dylemat konserwatystów: na prawo czy ku centrum?
Czas wewnętrznych rozliczeń i szukania odpowiedzi na pytanie, czy i jak porażki można było uniknąć lub choćby ją zmniejszyć, czeka teraz jednak przede wszystkim Partię Konserwatywną.
Istotnym czynnikiem w tej dyskusji będzie wyborczy sukces wspomnianego Nigela Farage’a, bo to jego partia odebrała torysom wiele głosów – może to pogłębić wewnętrzne podziały wśród konserwatystów i wzmocnić ich bardziej radykalne, prawe skrzydło. Decyzja, czy przesunąć się politycznie właśnie bardziej „na prawo” i ścigać się z Farage’m, czy też zwrócić się w kierunku centrum, może zadecydować o przyszłości tej formacji.
Zadania dla Keira Starmera
W kampanii wyborczej Keir Starmer podkreślał, że najpierw zmienił Partię Pracy, a teraz zmieni cały kraj.
Laburzyści dochodzą jednak do władzy w trudnym momencie: Brytyjczycy są zmęczeni i sfrustrowani chaosem ostatnich lat w tutejszej polityce. Coraz bardziej dotkliwe stają się rosnące koszty utrzymania, bo choć inflacja ostatnio znacznie się zmniejszyła, to np. ceny żywności nie spadły, zaś liczba osób doświadczających ubóstwa i zmuszonych do korzystania z banków żywności rośnie.
Keir Starmer ma zatem przed sobą dwa główne wyzwania. Jedno to poprawa warunków życia codziennego, w tym sytuacji w opiece zdrowotnej czy rynku nieruchomości. Na to potrzeba pieniędzy, a dopiero czas pokaże, czy fiskalne i gospodarcze propozycje w wyborczym programie laburzystów się sprawdzą. Drugim zadaniem, równie ważnym, jest odbudowa zaufania publicznego do polityki.
Starmer otrzymał od wyborców potężną większość, a wraz z nią wielkie oczekiwania – teraz musi ją dobrze wykorzystać.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















