Bośnia: garstka aktywistów w walce z trującym powietrzem

W Bośni i Hercegowinie powietrze jest ciężkie od śmiercionośnych toksyn. Przyczyniają się do blisko jednej piątej zgonów w ciągu roku.
z Zenicy (Bośnia i Hercegowina)

12.12.2022

Czyta się kilka minut

Samir Lemeš przed hutą w Zenicy. 17 listopada 2022 r. / DARIUSZ KAŁAN
Samir Lemeš przed hutą w Zenicy. 17 listopada 2022 r. / DARIUSZ KAŁAN

Żeby zwrócić uwagę współmieszkańców na zanieczyszczone powietrze, Samir Lemeš w połowie listopada spotkał się z duchownymi czterech głównych religii w Bośni i Hercegowinie.

– Ludzie nie słuchają polityków – mówi mi Lemeš, 54-letni nauczyciel grafiki komputerowej i aktywista klimatyczny z przemysłowego miasta Zenica w środkowej Bośni i Hercegowinie. – Za to słuchają swoich księży, popów, imamów i rabinów. Myślałem, że jeśli ich przekonamy, jak wielkim problemem jest zła jakość powietrza, rozpowszechnią tę wiedzę wśród swoich wiernych.

Zabójcze powietrze

Celem spotkania nie było jednak przedstawienie faktów. Bo w Bośni i Hercegowinie są one powszechnie znane. Szacuje się, że rocznie z powodu złej jakości powietrza umiera od 3,4 tys. (według Banku Światowego) do 5 tys. (według Europejskiej Agencji Środowiska) mieszkańców. To oznacza, że do blisko jednej piątej zgonów w ciągu roku przyczynia się zanieczyszczenie.

Stężenia zanieczyszczeń w powietrzu przekraczają poziom, który Światowa Organizacja Zdrowia oznacza jako bezpieczne dla zdrowia ludzkiego zwłaszcza w miesiącach zimowych, kiedy powszechne staje się palenie w domach drewnem opałowym i węglem drzewnym.


PRZECZYTAJ TAKŻE:
Zanieczyszczenia powietrza kilkakrotnie zwiększają ryzyko wystąpienia u dzieci alergii i astmy – ogłosili lekarze i naukowcy z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i z Politechniki Warszawskiej >>>>

Składy drewna na balkonach albo przed blokami to zresztą typowy widok w Bośni. Gęsta chmura smogu jest chyba najbardziej odczuwalna w Sarajewie, położonym w głębokiej dolinie, pozbawionej silnych wiatrów i otoczonej znacznie wyższymi górami.

Według tegorocznych danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej ponad 60 proc. wytwarzanej w kraju energii pochodzi z własnych paliw kopalnych, głównie z węgla brunatnego. Co więcej, Bośnia eksportuje około jednej czwartej energii elektrycznej, która jest wytwarzana w pięciu elektrowniach opalanych węglem lub w elektrowniach wodnych. Zbyt szybka transformacja energetyczna – przekonują eksperci branżowi – oznaczałaby dla wielu firm użyteczności publicznej utratę przychodów z eksportu, które mogłyby zostać wykorzystane na modernizację infrastruktury i budowę obiektów energii odnawialnej.

Na fatalną jakość powietrza wpływają też przestarzałe samochody. Przed dwoma laty Bank Światowy raportował, że ok. 70 proc. aut jeżdżących po bośniackich drogach nadal używa silników diesla.

O tym wszystkim wiadomo. Lemeš chciał raczej przekonać duchownych, że można coś z tym problemem zrobić: – Wielu mieszkańców Bośni uważa, że zanieczyszczenie powietrza jest wolą bożą i ludzie nie powinni się w to mieszać.

– Reakcja duchownych była w większości pozytywna – dodaje Lemeš. – Usłyszeliśmy, że nasi goście potrzebują więcej informacji. Bo rzeczywiście nie wiedzieli zbyt wiele o sposobach walki z zanieczyszczeniem.

Misja: huta

Lemeš, członek organizacji pozarządowej EkoForum, twierdzi na podstawie danych publicznych, że w Zenicy za ok. 60 proc. zanieczyszczeń w powietrzu odpowiada ArcelorMittal Zenica – huta stali i wiodący producent wyrobów stalowych na Bałkanach.

Walka z konglomeratem stała się dla Lemeša swego rodzaju misją życiową, od kiedy w 2009 r. zmarł jego ojciec. Chociaż nie ma na to twardych dowodów, aktywista podejrzewa, że do przedwczesnej śmierci ojca przyczyniła się fatalna jakość powietrza.

Lata nacisków prawnych, demonstracji ulicznych, a nawet wszczęcie na wniosek EkoForum postępowania karnego sprawiły, że ArcelorMittal Zenica w końcu zaczęła publikować dane dotyczące produkowanych przez siebie zanieczyszczeń i zainstalowała filtry w wielkich piecach.

– Jest jeszcze wiele do zrobienia. Nowe pozwolenie środowiskowe definiuje 141 wytycznych, które mają zostać wdrożone w ciągu najbliższych pięciu lat – mówi Lemeš, kiedy stoimy na wzgórzu na obrzeżach Zenicy i wpatrujemy się w gigantyczne obłoki dymu buchające z kominów huty. Owe obłoki co rusz przybierają inne kolory: od szarawego przez niebieski i żółtawy aż po ciemnografitowy.

Tylko jedno się nie zmieniło: Lemeš nie czuje wsparcia ze strony współmieszkańców. – Ludzie są zmęczeni, bo co roku powtarzamy te same komunikaty – twierdzi. – Myślą też w następujący sposób: skoro on jest aktywny, to ja nie muszę nic robić. Zatrzymują mnie na ulicy, mówiąc: spójrz, jakie dziś okropne powietrze, dlaczego czegoś z tym nie zrobisz?


PRZECZYTAJ TAKŻE:
HAŁAS, BRAT SMOGU. Polska ryczy całą dobę. Nawet w górskim schronisku. Półmetrowy głośnik, jak wierny pies, leży obok mężczyzny w średnim wieku. Mężczyzna zaraz zawiesi go sobie na ramię i pójdzie „uszczęśliwiać” ludzi na szlaku >>>>

Rzecznika huty Alena Kahrimanović – zapytana, jakie działania ArcelorMittal Zenica podjęła, żeby obniżyć poziom wytwarzanych zanieczyszczeń – odpisała, że „wszystkie wymagane dane dotyczące projektów środowiskowych i inwestycji są publicznie dostępne”. Odmówiła komentarza na temat szacunków Lemeša, że ArcelorMittal Zenica jest odpowiedzialna za 60 proc. zanieczyszczeń powietrza w mieście.

Nie wierzą w państwo

Dymiące kominy widać z ogrodu Envera Hasanbasicia i jego żony Rachidy. To para emerytów, która dzieli życie między Zenicą a Paryżem.

Sześć lat temu wraz z jeszcze jedną rodziną pozwali ArcelorMittal Zenica, domagając się rekompensaty za uszczerbki na zdrowiu i obniżenie wartości ich działki. Po batalii, która łącznie kosztowała ich ponad 10 tys. euro (równowartość blisko 50 tys. zł), sąd w tym roku orzekł, że za zanieczyszczenia rzeczywiście odpowiada huta. Ale nie był w stanie rozstrzygnąć, w jakim stopniu, zatem Hasanbasić nie otrzymał żadnego odszkodowania.

– Nie mogliśmy zebrać więcej rodzin, ponieważ w Bośni ludzie nie ufają instytucjom publicznym – twierdzi 79-letni Hasanbasić, kiedy siedzimy w jego ogrodzie, patrząc na pióropusze gryzącego czarnego dymu.

Jego żona ściera palcem grubą warstwę pyłu z altany i mówi: – W złe dni nawet zaczerpnięcie oddechu jest problemem.

– Bo nie wierzą w sprawiedliwość, nie mają pieniędzy na długą walkę… – kontynuuje Hasanbasić. – Bo wielu wciąż tkwi w komunistycznej mentalności, która zabiła indywidualność. We Francji, jeśli ludzie nie są zadowoleni, spontanicznie wylewają się na ulice. U nas to nie do pomyślenia.

Winni są też politycy. Ich obojętność – wynikająca z różnych czynników, od bliskich związków z branżą węglową przez niechęć do myślenia długofalowego i strategicznego aż po skomplikowany dysfunkcyjny podział kompetencji państwa w dziedzinie energetyki – tylko pogłębia poczucie bezradności i apatię zwykłych ludzi.

– Staliśmy się zakładnikami złej polityki i braku wizji – opowiada Faris Fejzagić, 49-letni aktywista i administrator strony na Facebooku „Prljavi grad Sarajevo” („Brudne miasto Sarajewo”). – Są na stole rozwiązania, takie jak zero tolerancji dla węgla i poszukiwanie alternatywnych sposobów ogrzewania. Ale wiadomo, że nie zostaną wprowadzone w życie przez wiele lat. Nie bez zaangażowania wszystkich szczebli władzy – i nie w czasie obecnego kryzysu energetycznego.

Lepiej wyjechać

Lemeš przyznaje, że dostaje groźby od pracowników huty. Bo wielu boi się działać także ze względów ekonomicznych: w Zenicy, liczącej 110 tys. mieszkańców, huta zapewnia zatrudnienie dla ok. 2,2 tys. osób.

Równie ważny jest czynnik sentymentalny. Współczesna Zenica – z większością jej instytucji publicznych, w tym stadionem piłkarskim klubu Čelik (czyli „stal”), szpitalem i teatrem – powstała w czasach komunistycznych dzięki hucie Željezara Zenica, której korzenie sięgają z kolei końca XIX w. Pod koniec lat 80. XX stulecia huta zatrudniała ponad 20 tys. osób z całej Jugosławii i należała do największych w Europie. W 2004 r., po latach bezowocnego poszukiwania inwestora, najbardziej rentowna część Željezary została sprywatyzowana przez międzynarodową korporację Mittal Steel, która po przejęciu innego giganta stalowego Arcelor znana jest jako ArcelorMittal.

Jednak do dzisiaj wielu mieszkańców nazywa hutę nie inaczej jak „Željezara Majka”, czyli „Matka Željezara”.

– Przez lata huta rzeczywiście była motorem rozwoju. Ale teraz to właśnie ona zabija miasto – mówi Lemeš. – Niektórzy twierdzą, że bośniacki styl życia jest niezdrowy. Bo palimy papierosy w miejscach publicznych, pijemy dużo kawy, jemy tłuste mięsa i słodycze. Ale to jest nasz wybór. Natomiast toksyczne powietrze wdychać musimy.


PRZECZYTAJ TAKŻE:
Zanieczyszczenie powietrza drobnymi pyłami wywiera negatywny wpływ na zdrowie już w okresie płodowym – przyczynia się do spadku wagi noworodków >>>>

Ku zdziwieniu Lemeša problem zanieczyszczonego powietrza nie interesuje młodych ludzi. W EkoForum działają osoby po pięćdziesiątce i emeryci. – Jesteśmy walczącymi boomerami – śmieje się Lemeš. – My stosujemy podejście inżynierskie: analizujemy problem i szukamy rozwiązań. Natomiast młodzi, jak widzą problem, to zastanawiają się, co zrobić, żeby go ominąć. I wyjeżdżają do Niemiec albo Austrii.

Na ich usprawiedliwienie: otwarcie nowego frontu walki może być dla wielu młodych zbyt trudne. Od dawna bowiem borykają się z brakiem perspektyw zawodowych, wysokim bezrobociem, rosnącymi cenami czynszów, endemiczną korupcją i wieloma innymi bolączkami trapiącymi Bośnię. Istotnie, wolą wyjechać: według badania ONZ z 2021 r. czasową lub stałą emigrację rozważa 47 proc. Bośniaków w wieku 18-29 lat.

Walka z Goliatem

Wśród tych, którzy wbrew przeciwnościom zostali w Bośni, jest Dragan Ostić, 31-letni aktywista i członek Centara za životnu sredinu (Centrum dla środowiska) – organizacji pozarządowej z Banja Luki, drugiego co do wielkości miasta Bośni.

Wychowany na przedmieściach wśród pastwisk, jezior i zielonych lasów, Ostić uczynił swoją życiową misją ochronę dziedzictwa naturalnego. Rozmawiamy akurat w dniu, w którym odbywa się organizowany przez niego koncert na rzecz bośniackich rzek.

– Bośnia należy do najpiękniejszych miejsc w Europie – mówi Ostić. W istocie, autor tego tekstu miał okazję przekonać się o tym, podróżując przez miesiąc po różnych zakątkach Bośni i podziwiając wsie i miasteczka utopione w rozległych malowniczych przestrzeniach, wciśnięte w góry wężowe drogi i tunele, i wypływające ze skał kaskady wód.

– Ale wydaje mi się, że nie wszyscy Bośniacy zdają sobie z tego sprawę. Kiedy rozmawia się z ludźmi, kibicują nam i chwalą, że robimy kapitalną robotę. Jednak jak chcesz, żeby się przyłączyli, nikogo nie ma – komentuje gorzko Ostić.

Od razu jednak dodaje: – Nie ma nas wielu, pewnie nie więcej jak dziesięć osób z czterech poważnych organizacji walczących o ochronę środowiska. I to jest właśnie to, co chcemy robić. Sami sobie wybraliśmy taki los. Ja jestem zadowolony. Nawet jeśli czasami wydaje mi się, że to zadanie o ciężarze niemal biblijnym: samotna walka z wielkim złem. ©

Artykuł został przygotowany w ramach BIRN’s Reporting Democracy Travel and Reporting Programme.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 51-52/2022

W druku ukazał się pod tytułem: Matka trucicielka