Bonowicz: Odejść po angielsku

Jurek odszedł po cichu, w połowie listopada. Informowały o tym krótkie notki. Pisano: działacz społeczny, dyplomata, propagator kultury, interdyscyplinarny artysta. Przede wszystkim pisano: poeta. I że zmarł po długiej i ciężkiej chorobie.
Czyta się kilka minut
Wojciech Bonowicz / Fot. Grażyna Makara
Wojciech Bonowicz / Fot. Grażyna Makara

Widywaliśmy się rzadko, na ogół przy jakichś oficjalnych okazjach. Scenariusz był zawsze ten sam: on mówił, ja słuchałem. Musiałem najpierw wysłuchać rytualnych narzekań na współczesną poezję, co było o tyle dziwne, że Jurka fascynowało malarstwo abstrakcyjne, ale poetyckich abstrakcjonistów docenić nie potrafił. Kiedy kończyły się narzekania, robiło się ciekawie. Najbardziej lubiłem, gdy wspominał – Filipowicza, Wojaczka i innych. Z Wojaczkiem zaprzyjaźnił się już w pierwszym dniu studiów: na uroczyste rozpoczęcie roku obaj przyszli z książkami Przybosia pod pachą. Może to był nawet ten sam tytuł, nie pamiętam. Razem studiowali polonistykę na UJ i razem mieszkali w akademiku „przy błoniach i oleandrach”, w pięciu czy sześciu chłopaków, „w mrocznym, zapchlonym pokoju 135”, jak napisał Jurek w jednym z wierszy. Wojaczek w jego wspomnieniach nieustannie palił, dużo czytał i od czasu do czasu objadał kolegów, bo na jedzenie szkoda mu było pieniędzy. Lubił też śpiewać, co w wieloosobowym pokoju bywało męczące, oraz recytować cudze utwory, co akurat Jurkowi się podobało. W przywołanym wierszu wspomina, jak przyszły autor „Sezonu” deklamował Norwida: „Cedr nie ogrody, lecz pustynie rodzą: / Próżnia – kołyską olbrzyma… / Eginej!... wielcy poeci przychodzą, / Gdy poetów wielkich nie ma…”.

Z Filipowiczem połączyła Jurka Kronholda miłość do Cieszyna i wszystkiego, co z Cieszynem związane. Pisarz zjawiał się u niego zwykle na początku listopada. Kiedy przyjeżdżał, zawsze szli na cmentarz i nad rzekę, to były stałe punkty. „Zbliżał się do granicznej Olzy, żeby zbadać, czy są w niej jeszcze ryby”, pisał Jurek we wspomnieniach. „Wzdłuż rzeki poruszały się patrole WOP-u, pilnujące, aby nikt nie ośmielił się naruszyć jej integralności. Zbudowane z kruchego łupka cieszyńskiego, z fliszu karpackiego, łożysko Olzy dawało schronienie na swych głęboczynach modrociemnym jelcom i zgrabnym kleniom. Zdarzały się lipienie, brzany, świnki i potokowce, ale rzeka nie była dostępna dla rybaków, podobnie jak mosty ją przekraczające zarezerwowano dla przechodniów i pojazdów legitymujących się odpowiednim dowodem”.

Cieszył się, kiedy mówiłem, że zazdroszczę mu tego czy innego wiersza. Najbardziej ceniłem te zaskakujące, lekko surrealne, pisane językiem niemal mówionym, pozbawione retoryczności. Wiersze, w których ujawniało się jego poczucie humoru, a wzniosłość zjawiała się jakby niezamierzenie, jako rezultat obserwacyjnej czułości i niedopowiedzeń. Jak w tym, zatytułowanym „Jasny dom”:

 

Trafiły się nam dwa koty, dwa psy

i jeden koń.

Trochę chyba za dużo.

Więc wrzeszczę zniecierpliwiony:

– Idźcie do jasnej cholery!

Ale one podobnie jak ja

wolą

światło w domu.



Albo w tym, noszącym tytuł „Zimno”, wspaniałym wierszu o samotności i współczuciu, i na pewno o czymś jeszcze, czego nie umiem nazwać:

 

Tak zimno,

że chyba się okryję

drzwiami,

wyrzuconymi na śmietnik,

albo włożę

jesionkę,

powieszoną na konarze kasztana

przez jakiegoś wędrownego partyzanta,

a do leżenia

wsunę

pod głowę

trampki, od miesiąca

uśmiechające się

do mnie

z drutów wysokiego napięcia.



W jednym z ostatnich tomów opisał swoje marzenie: wyjść z życia po angielsku, wymknąć się cichcem, żeby nikt nie zauważył. I to mu się udało. Prawie.©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 5/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Po angielsku