Bóle rodzenia

W uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej Liturgia Godzin przypomniała nam początek 12. rozdziału Apokalipsy św. Jana Apostoła:
Czyta się kilka minut

„Wielki znak ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12, 1). Chwilę potem jednak obraz się zmienia – Niewiasta bowiem „woła cierpiąc bóle i męki”. Właśnie tak: chwalebna – obleczona w słońce i cierpiąca z bólu. Dopiero postrzegana w całości – w obu swych profilach – jest Ona Wielkim Znakiem. Takiego też Znaku potrzebował Jan. Potrzebą wielką. Wielki Znak był odpowiedzią na wielkie pytanie. W Znaku – wraz z całym Kościołem – rozpoznajemy Maryję. Jakie było pytanie?

Pytanie było o Kościół, który Jan często przedstawiał pod figurą Kobiety. W swoim Drugim Liście nazywa Kościół „wybraną Panią” (w. 1). Kiedy jednak pisał Apokalipsę, owa „wybrana Pani” wiła się w bólach, doświadczana cierpieniem, krzycząca wielogłosem swoich dzieci – prześladowanych przez cesarza Domicjana. Zderzyła się z bestią – pijaną od krwi chrześcijańskiej.

Pytanie Jana – potrzeba znalezienia wielkiego Znaku, który pozwoli rozczytać dramatyczną rzeczywistość i odnaleźć się w niej: pojednać powołanie do chwały z okrzykiem bólu i męki – staje się coraz bardziej pytaniem naszego pokolenia chrześcijan. Nie, nie u nas w Polsce. Ale np. w Iraku. W Iraku Kościół – na naszych oczach – właśnie przestał istnieć (fizycznie!). Ci – nieliczni – którzy jeszcze nie zdecydowali się uciec, a nie zostali zabici – mieszkają w domach z drzwiami oznaczonymi literą N (pierwszą literą arabskiego słowa „Nasrani” – Nazarejczyk, czyli chrześcijanin). Opowiadał o tym emigrant – arcybiskup Mosulu – w słowach pełnych goryczy, przestrogi i rozdzierającego bólu.

Jan znalazł odpowiedź w Maryi, bo ból Niewiasty obleczonej w słońce jest „bólem rodzenia”. Wśród bólu – choć nie z niego (!) – może narodzić się życie. Jan wiedział o tym z Pism Starego Przymierza. Prorok Micheasz (4, 10) mówił do Żydów uprowadzanych przemocą do niewoli babilońskiej, że się z niej odrodzą jako naród.

Wydaje się jednak, że najbardziej obraz Ludu Bożego jako kobiety brzemiennej eksploatował Izajasz. W rozdziale 26. mówi on o narodzie wybranym: „Jak brzemienna, bliska chwili rodzenia wije się, krzyczy w bólach porodu, takimi myśmy się stali przed Tobą, o Panie. Poczęliśmy, wiliśmy się przed Tobą w bólu, jakbyśmy mieli rodzić; zrodziliśmy tylko wiatr, ducha zbawczego nie wydaliśmy ziemi…” (Iz 26, 17n). Za to w ostatnim rozdziale mówi o Jerozolimie: „Zanim poczuła skurcze, powiła dziecię; zanim nadeszły jej bóle, urodziła chłopca” (Iz 66, 7).

Jak widać, ból nie musi być bólem rodzenia. Może być jedynie „robieniem wiatru” – kupy szumu wokół siebie i własnych problemów. Może być wszakże „bólem rodzenia”, ale ono przychodzi od Boga. Człowiek otwiera się na nie, dialogując nie z sobą (i światem), lecz z Bogiem właśnie. I tu Maryja pozostaje wzorem niedoścignionym. Wzorem człowieka skupionego na „dziełach Boga”; nie na własnych emocjach, pomysłach i obrachunkach.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 36/2014