Reklama

Bogowie na fotografiach

Bogowie na fotografiach

18.10.2014
Czyta się kilka minut
Film o Zbigniewie Relidze przełamuje charakterystyczny dla polskich biografii stereotyp postaci zasłużonych, upozowanych pomnikowo, a przez to sztucznych.
D

Dwie ważne nagrody dla biografii: Złote Lwy na Festiwalu Filmowym w Gdyni – „Bogowie” Łukasza Palkowskiego, Literacka Nagroda Nike – „Zajeździmy kobyłę historii” Karola Modzelewskiego. Ściślej mówiąc: biografia i autobiografia. Bardziej pasowałby mi do tego porównania inny werdykt: gdyby jury w Gdyni dostrzegło znakomitego „Fotografa” Waldemara Krzystka, rym z Modzelewskim, a bardziej jeszcze z Brygidą Helbig lub Ignacym Karpowiczem wypadłby efektownie i karkołomnie. Każde z zestawień książkowego z kinowym prowadzi do szczęśliwego wniosku, że materia biograficzna jest w cenie.
Pozostanę przy filmach, ponieważ bardzo mi żal „Fotografa”. Nie mam prawie nic przeciwko „Bogom”. Po festiwalowej prezentacji padło wiele ważnych stwierdzeń, dotyczących także i tego, jak to ważny obraz dla ludzi żyjących z wadami serca, dla samej idei transplantologii. Zgadzam się też z wszystkimi, którzy w filmie widzą przełamanie stereotypów postaci zasłużonych, upozowanych pomnikowo, a przez to sztucznych. Podoba mi się kolorowy PRL i prucie fiatem przez polskie drogi. O roli Tomasza Kota nie zapominając. Śmiałam się ze wszystkimi i klaskałam mocno. Jednak w kilku przynajmniej miejscach przymykałam oko, bo już nie chciałam dać się uwodzić. Na przykład, gdy Kot-Religa kroi sobie i smaży na turystycznym palniku wątrobę, rozmawiając przez telefon o przeszczepieniach tego organu. Kiedy mówię znajomym, że ta scena jest burleskowa i niepotrzebna, odpowiadają: ale chirurdzy są tacy. No więc wiem, że chirurdzy mogą jeść i żartować, natomiast nie wiem, po co aż tak do dna dogrywać tę komediową stronę, zdaje mi się ona świadectwem niewiary w widza.
Wolałabym takie rozłożenie akcentów, w którym znalazłoby się miejsce na pytanie o cenę za sukces. Owszem, Religa pije – co przysparza mu sympatii widzów. Zostawia żonę w Warszawie – ale przecież żona nie ojczyzna, przyjedzie pozbierać, gdy będzie trzeba. W kwestii ukazywania relacji rodzinnych w filmach biograficznych polskie kino jest lękliwe i poprzestaje na stereotypach. Religa jak Wałęsa w wersji Andrzeja Wajdy – przede wszystkim ma twarz, by tak rzec, publiczną, reszta jest lekkostrawnym ornamentem. Nie było tajemnicą, że profesor Religa pali papierosy, pije alkohol i bywa apodyktyczny. Niewiele natomiast wiemy o cenie, jaką zapłacili za sukces jego najbliżsi. I nie domagam się perspektywy plotkarskiej.
Być może takie pogłębione pytania są domeną fikcji. Dlatego tak bardzo podoba mi się „Fotograf”. Mówienie o tym filmie w kontekście ofensywy biografizmu może w pierwszej chwili wydawać się absurdem. Przypomnę więc, że Krzystek pochodzi z Legnicy i nakręcił „Małą Moskwę”. Poświęca więc kolejny film przestrzeni, której doświadczał. Zadaje pytania, co oznacza takie doświadczenie, jaki wpływ ma na ludzi uczestniczenie w eksperymentach historycznych.
„Fotograf” jest niezwykle sprawnym kryminałem, więc gestem dialogu z masowym widzem mieści się w tej samej kategorii, do której należą „Bogowie”. Jest filmem brawurowym jak na polskie warunki: połowa akcji dzieje się w Moskwie, połowa dialogów zostaje wypowiedziana po rosyjsku. Polacy i Rosjanie mają sobie sporo za złe, ale zarazem znajdują wspólny język. Zło, to idące z biografii, wędruje w tym filmie między naszymi granicami, a niewypowiedziane słowami utrwala się w obrazach. Krzystek mówi tak wiele o historii, krzywdzie, przemocy, że wystarczyłoby na cykl seminariów, ale też trzyma widzów w napięciu.
Ponieważ jednak porównuję sposoby opowiadania o biografii, przyznaję więcej punktów Krzystkowi niż Palkowskiemu. Przy okazji to zestawienie odpowiada na dyskutowany od czasu od czasu problem rozejścia się filmu i literatury. „Fotograf”, precyzyjny filmowo, jest zarazem podszyty narracjami literackimi: symbolizuje, komplikuje, stawia trudne pytania. „Bogowie” dają nam do polubienia i podziwiania biografię bohatera naszych czasów, na co już bardzo rzadko tak wprost pozwala sobie literatura.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]