Gdynia: bogowie, anioły i obywatele

Gdyński Festiwal Filmowy leczy polskie kino z kompleksów, otwiera na świat i dowartościowuje zapomnianą klasykę.

22.09.2014

Czyta się kilka minut

Tomasz Kot jako Zbigniew Religa w filmie „Bogowie” w reżyserii Łukasza Palkowskiego. / Fot.  Jarosław Sosiński / WATCHOUT PRODUCTION / NEXT FILM
Tomasz Kot jako Zbigniew Religa w filmie „Bogowie” w reżyserii Łukasza Palkowskiego. / Fot. Jarosław Sosiński / WATCHOUT PRODUCTION / NEXT FILM

Dziennikarka pyta: „Czy myśli pan, że jest miejsce dla waszej muzyki na polskim rynku muzycznym?”. Artysta odpowiada: „Mam nadzieję, że nie”.

Powyższy dialog pochodzi z filmu Grzegorza Jankowskiego pod tytułem „Polskie gówno”, który na zakończonym właśnie 39. Festiwalu Filmowym w Gdyni pokazano w sekcji „Inne spojrzenie” i uhonorowano nagrodą publiczności. Alternatywny muzyk grany przez Tymona Tymańskiego miota się tu między pokusami łatwego sukcesu a etosem niezależności. Ta bardzo niewybredna, celowo „popsuta” komedia o wstydliwych stronach polskiego show-biznesu nie stała się, na szczęście, metaforą festiwalu, ale mimowolnie dotknęła paru wątków przewijających się w jego głównym programie, takich jak stosunek do widza, relacja z filmowym rynkiem, a wreszcie – opowieść o Polsce.

Polskie porachunki

Wszystkie te wątki skumulowały się w „Mieście 44” Jana Komasy – filmie, który więcej mówi nam o dzisiejszym widzu niż o samym Powstaniu Warszawskim. Widowisko balansujące pomiędzy hiperrealizmem a odrealnieniem, odwołujące się do najbardziej podstawowych emocji, niepotrzebnie bywa porównywane do filmów Szkoły Polskiej. Ambicje młodego reżysera były w gruncie rzeczy skromne: pokazać Powstanie. Przede wszystkim jako traumę, którą przez lata próbowano zagadać w historycznych sporach i ideologicznych przepychankach, przez co stała się abstrakcją (dla dużej części młodego pokolenia) czy kolejną polską obsesją (dla zagranicy).

Reżyser stara się jak najbardziej atrakcyjnymi środkami przywrócić tym zdarzeniom miejsce w zbiorowej świadomości, choć celebrowanie każdego efektu musi wcześniej czy później zrodzić pytanie o granice rynkowej eksploatacji ’44 roku. Jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów tego sezonu, choć opuścił Gdynię z nagrodami za dźwięk, efekty specjalne i role młodych aktorów: Zofii Wichłacz i Sebastiana Fabijańskiego, okazał się wielkim przegranym tego festiwalu.

W Gdyni polskie obsesje powracały na duży ekran wielokrotnie. Kiedy w thrillerze „Fotograf” Waldemara Krzystka (nagroda za drugoplanową rolę kobiecą dla Eleny Babenko) odwiedzamy peerelowską Legnicę, w której stacjonują sowieckie wojska, nawet dzieciaki bawiące się samolocikiem budzą skojarzenia z wydarzeniami z kwietnia 2010 r. Główny bohater filmu, mały Rosjanin, który będąc w stanie osobliwej katatonii odzywa się wyłącznie głosami innych ludzi i wyrasta na psychopatycznego mordercę, staje się natychmiast mroczną metaforą kłamstwa w historii. Twórca „Małej Moskwy” raz jeszcze postawił na kino gatunkowe, zbyt niewolniczo jednak zawierzył jego prawidłom, przez co całą dwuznaczną grozę filmu sprowadził do konwencjonalnego suspensu.

Za to Lech Majewski w filmie „Onirica – Psie Pole” próbował uchwycić jak najbardziej wprost nastroje posmoleńskiej Polski. Katastrofa samolotu, erupcja wulkanu na Islandii i nawiedzające kraj apokaliptyczne powodzie wyzwalają obrazy iście dantejskie i skłaniają do pytań ostatecznych. Jednakże opowieść o młodym badaczu literatury, który po wypadku samochodowym zatrudnia się w hipermarkecie, zatrzymała się na poziomie efektownych symboli i filozoficznych dywagacji. Nie skleiła się z indywidualnym dramatem ani ze społeczną diagnozą.

Z widzem rozminął się także inny filmowy mistrz i erudyta, Grzegorz Królikiewicz. W swoim pierwszym od 20 lat filmie fabularnym „Sąsiady”, na podstawie opowiadań Adriana Markowskiego, ożywia surrealną rzeczywistość pewnej łódzkiej kamienicy, zamieszkanej przez różnej maści skrzywdzonych i poniżonych. Oto Polska – „ten dziki kraj”, w którym od pokoleń nic się nie zmienia. Gdzie komuna i kapitalizm w jednym stoją domu, Boże Narodzenie miesza się z Wielkanocą, mężczyźni licytują się w tłuczeniu żon, a czasem nawet zachodzą w ciążę, zaś jedyna recepta na głód i bezrobocie brzmi: „Niech głodni zjedzą bezrobotnych”. Film ma potencjał na tragikomedię w stylu „Pieśni z drugiego piętra” Roya Anderssona, obsada zaleca się do widza (Marek Dyjak, Anna Mucha, Mariusz Pudzianowski), „Sąsiady” rozpadają się jednak na szereg mniej lub bardziej absurdalnych epizodów.

Jerzy Stuhr w filmie „Obywatel” (Nagroda Specjalna) spojrzał na polskie społeczeństwo z perspektywy skrzywionej przez naszą powojenną historię. Bohater, grany równolegle przez reżysera i jego syna Macieja, niczym munkowski Piszczyk skrzyżowany z Forrestem Gumpem przemierza ostatnie kilkadziesiąt lat, próbując nie wychylać się w żadną stronę. Jednakże wichry dziejów, złośliwy przypadek czy nieubłagany los co i raz wtrącają go w rozmaite tarapaty.

Łotrzykowska komedia wręcz pęka w szwach od nadmiaru pomysłów i licznych przeskoków czasowych. Dostaje się wszystkim: komunistycznym aparatczykom i kapitalistom, księżom i kapusiom, internowanym w stanie wojennym i dzisiejszym „prawdziwym Polakom”. Jan Bratek pozostaje w tym wszystkim człowiekiem bez twarzy, a spotykające go komplikacje i niespodzianki ulegają koniec końców wyzerowaniu. Jednak to satyryczne spojrzenie na różne przejawy polskości (Polaka kombatanta, Polaka antysemitę, Polaka konformistę) opiera się niemal wyłącznie na kliszach. Wystarczyły na komedię, ale nie na film, który rozliczałby Polaków z ról odgrywanych kiedyś i dziś, a zarazem rozprawiał się naprawdę z naszą narodową schizofrenią.

Zwycięzca

Nic dziwnego, że międzynarodowe jury na czele z Ryszardem Bugajskim zamiast zagłębiać się w wątpliwe obrachunki z polskością, wybrało film po prostu najlepszy. „Bogowie” Łukasza Palkowskiego, uhonorowani Złotymi Lwami oraz nagrodą za scenariusz, pierwszoplanową rolę męską, scenografię i charakteryzację, przedstawiają najważniejszy okres z życia profesora Zbigniewa Religi. Palkowski, rocznik 1976, twórca nagradzanego „Rezerwatu”, opowiedział o pie- rwszych sukcesach wybitnego transplantologa z rzadko spotykanym w naszym kinie weryzmem i wigorem. Uciekając od hagiografii, oddał sprawiedliwość podstawowym faktom i realiom komunizmu, pokazał z bliska kardiochirurgiczne „mięso”, ale i ciemne strony swojego bohatera.

Grający profesora Tomasz Kot wyszedł poza aktorstwo imitacyjne. Choć uderzająco podobny do Religi, charakterystycznie pochylony, z twarzą okoloną „pekaesami”, stworzył bohatera pełnokrwistego, uchwyconego w chwilach triumfu i upadku. Postać swoją energią wręcz rozsadza ekran. Przed nami człowiek maksymalnie nakręcony, a zarazem powoli spalający się w swojej pracy. Ambitny lekarz i charyzmatyczny szef, który potrafił obsztorcować zarówno leniwych robotników, jak i namolnych tajniaków, to równocześnie człowiek osamotniony, momentami despotyczny, nadużywający alkoholu, na własne życzenie przegrywający swoje małżeństwo.

Co istotne, „Bogowie” pokazują schyłkowy Peerel bez konwencjonalnej otoczki – zarówno tej prześmiewczej i bagatelizującej, jak i martyrologicznej, demonizującej tamten czas. Oglądamy Polskę zszarzałą, paździerzową, spowitą kłębami dymu z byle jakich papierosów. Dziwny to kraj, w którym „Polak Polakowi nawet klęski zazdrości”, a jednocześnie jest zdolny przezwyciężyć panujący bezwład i zrobić tak wiele w imię dobra wspólnego (jak w scenach, w których cały szpitalny personel własnoręcznie remontuje zabrzańską klinikę). Jednocześnie scenarzysta Krzysztof Rak przywołuje pionierski okres polskiej transplantologii, który pod wieloma względami wcale nie przeszedł do historii. Oto czekający na przeszczep biorca zarzeka się: „Byle nie pedał czy Żyd! A już najgorzej, gdyby miała to być kobieta”...

Gdyński festiwal tworzony w tym roku przez nowego dyrektora artystycznego Michała Oleszczyka był imprezą udaną, leczącą polskie kino z kompleksów, wypełnioną wydarzeniami towarzyszącymi, otwartą na międzynarodowe konteksty, dowartościowującą zapomnianą klasykę.

W ostatecznym rozrachunku nie przyniósł jednak wielkich olśnień na miarę „Idy”, „Róży” czy „Obławy”. Ciekawie prezentowały się konkursowe debiuty: „skandynawski” kryminał „Jeziorak” Michała Otłowskiego, anarchistyczna komedia „Kebab i horoskop” Grzegorza Jaroszuka i pełne niedopowiedzeń, znane już z naszych ekranów „Hardkor Disko” Krzysztofa Skoniecznego (ostatecznie nagrodzone przez jury). Mimo nadużyć i niedoróbek wszystkie próbowały jakoś odświeżać wizerunek rodzimej kinematografii, zastygłej w gatunkowych konwencjach bądź artystowskiej manierze. W tym roku organizatorzy zrezygnowali z sekcji Panorama, trudno więc ocenić, czy konkurs rzeczywiście pokazał nam polskie kino w swoim „najlepszym ujęciu”, jak głosił festiwalowy slogan.

Jedno jest pewne: filmy współfinansowane ze środków publicznych, jak „Obce ciało” Krzysztofa Zanussiego czy „Serce, serduszko i wyprawa na koniec świata” Jana Jakuba Kolskiego, niezależnie od oceny selekcjonerów powinny jednak były mieć swą premierę na najważniejszym polskim festiwalu – jeśli nie w którejś z sekcji, to przynajmniej na osobnych pokazach. Brak takich tytułów, a także zrozumiały dystans wobec tych, które zdążyły już wybrzmieć w kinach – jak „Pod Mocnym Aniołem” Wojciecha Smarzowskiego (Srebrne Lwy, nagroda za montaż i za muzykę Mikołaja Trzaski), „Obietnica” Anny Kazejak czy „Jack Strong” Władysława Pasikowskiego (nagroda za reżyserię i kostiumy) – sprawił, że Gdynia dostarczyła nam niepełnego obrazu polskiego kina. Kina, które wciąż ma nam coś ważnego do powiedzenia, nawet jeśli nie zawsze potrafi znaleźć na to odpowiednie słowa.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Krytyczka filmowa „Tygodnika Powszechnego”. Pisuje także do magazynów „EKRANy” i „Kino”, jest felietonistką magazynu psychologicznego „Charaktery”. Współautorka takich publikacji, jak „Panorama kina najnowszego”, „Szukając von Triera”, „Encyklopedia kina”, „… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 39/2014