Bliźni

Wiele, zbyt wiele lichych rzeczy się dzieje, i to jednocześnie.
Czyta się kilka minut

W więzieniach grasuje seryjny samobójca po ciemku wieszający bokserów w pozycji leżącej, na Podkarpaciu wciąż jeszcze grasuje na wolności marszałek Kuchciński, w internetach grasuje sędziowska banda dobrej zmiany. Do tego największe lasy na Ziemi obracają się w ziemię spaloną, a próbę nabycia Grenlandii podjął deweloper Donald.

Nie dziwota przeto, że zamierzałem uciec, konkretnie: nad Wisłą, na Gdańsk i z powrotem, w ramach niedzielnego długiego wybiegania jestestwo przewentylować. Od kiedy municypalne władze zezwoliły na masową konsumpcję alkoholu na wiślanych bulwarach, od godziny 10 rano mniej więcej nad rzeczką bywa niewesoło do około 6–7 rano, więc starałem się wstrzelić pomiędzy towarzyską aktywność warszawiaków. Kilometrów 28, bez żyłowania pięć minut na kilometr, miły czas dla siebie, puściutko, równiutko, milutko, aż tu nagle na 21. kilometrze... potknięcie o wystające zabezpieczenie jakiegoś kabla i dzwon w beton. Głową, płytą czołową (plus nos), centralnie. W życiu tak nie miałem, ale kiedyś musi być pierwszy raz, stałem się maratończykiem upadłym.

I teraz najlepsze: leżę, szok, krew wokół... i pojawiają się bliźni! Czy to nie cudowne? Niedziela z samego rana, wyszli na spacer, na kawę nad Wisłą, usłyszeli huk (naprawdę, podobno był huk na sto metrów, mam na to świadków) i zaczęli pomagać. Ułożyli w pozycji bezpiecznej, bawili rozmową, dali wody, z lekka opatrzyli ofiarę, wezwali pogotowie, czekali na pogotowie, czekali cierpliwie na pogotowie, bardzo cierpliwie czekali na pogotowie... Nie wiem, czy wspomniałem, że czekali na pogotowie? Ambulans nie mógł się przebić przez słupki, ale w końcu po godzinie to my się przebiliśmy do karetki. W ambulansie przemili, profesjonalni bliźni, na zewnątrz ambulansu moi wybawiciele, po prostu żyć, nie umierać. Obcy ludzie – nie, już nie obcy, po prostu ludzie – pomogli, bezinteresownie, tracąc kupę czasu, nawet mnie do domu odwieźli.

Czy to nie piękne?

Może pisząc te słowa, zewnętrznie nie wyglądam najlepiej, raczej masakra, ale wewnątrz jest mi dobrze, dobrze jest spotkać bliźnich bezrefleksyjnie czyniących dobro jednemu z braci najmniejszych wytrzymałościowych, w ciężkiej niedzielnej potrzebie. Dobro pozostanie, a rany się zabliźnią. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 35/2019