Reklama

Birma: sojusz tronu i stupy

Birma: sojusz tronu i stupy

19.09.2017
Czyta się kilka minut
Jeżeli powstanie nowoczesnego państwa musi kosztować życie tysięcy birmańskich muzułmanów, buddyjskie elity nowej Birmy są gotowe zapłacić taką cenę.
Uchodźcy z Birmy na bangladeskim brzegu, po przeprawie przez graniczną rzekę Naf. 13 września 2017 r. MASFIQUR SOHAN / NURPHOTO / GETTY IMAGES
Z

Zdjęcia satelitarne znaczą blizny pożarów w miejscach, gdzie kiedyś były wioski. Od początku września granicę z Bangladeszem przekroczyło około 120 tys. Rohindżów z muzułmańskiej mniejszości etnicznej zamieszkującej zachód Birmy. ONZ już nie ma wątpliwości – to czystka etniczna – i nawołuje do zakończenia pacyfikacji.

Na próżno. Władze Birmy trzymają się narracji, że przy granicy z Bangladeszem trwa jedynie akcja przeciwko islamskim partyzantom, którzy pod koniec sierpnia zaatakowali rządowe posterunki. Problem w tym, że tysiące uciekinierów z pogranicznego stanu Arakan, którzy przedarli się do Bangladeszu, zgodnie powtarzają wersję zgoła odmienną – o palonych wsiach, porwaniach i masowych egzekucjach muzułmańskich Rohindżów, którym kraj zwany do niedawna Birmą, obecnie zaś Mjanmą, od lat odmawia nie tyle prawa do samostanowienia, co prawa istnienia.

W liczącej niemal 60 mln mieszkańców Birmie władze oficjalnie wyróżniają aż 135 grup etnicznych. Z czysto politycznego punktu widzenia ważniejsze są jednak podziały religijne. Blisko 90 proc. populacji wyznaje tutaj buddyzm, co dla władz w Naypyidaw stało się dogodnym punktem zaczepienia dla polityki jedności narodowej po niespokojnych dekadach rządów junty. Muzułmańska mniejszość, niespełna 4 proc. mieszkańców, nie stanowi wprawdzie zagrożenia wewnętrznego, ale dla aktywistów ruchu „696”, którzy od lat walczą o utożsamienie „birmańskości” z buddyzmem, stała się idealnym kozłem ofiarnym; tym bardziej że w sąsiednim Bangladeszu, zamieszkanym przez około 160 mln osób, islam nadal pełni funkcję religii państwowej. Wiele wskazuje na to, że faszyzujących działaczy organizacji„696” nieformalnie wspiera wojsko, a przynajmniej toleruje ich wybryki. Cztery lata temu do antymuzułmańskich pogromów doszło w mieście Meiktila, niemal za bramą kwatery głównej birmańskich sił powietrznych.

Dla europejskiego ucha buddyjski radykalizm może brzmieć jak oksymoron, ale w tej części Azji nie jest zjawiskiem ani nowym, ani rzadkim. Działacze „696” od dawna wzywają do bojkotu firm należących do wyznawców innych religii, a nawet do ataków na sklepy muzułmanów czy hindusów. Radykalny mnich Ashin Wirathu, uważany za nieformalnego lidera tego ruchu, wiele razy był oskarżany o podżeganie do prześladowania mniejszości religijnych. Na nie tak odległej Sri Lance konflikt między buddyjską większością Syngalezów a tamilską mniejszością wyznawców hinduizmu również zaowocował rozlewem krwi, podsycanym przez elity obu stron sporu. Klasyk lankijskiej myśli buddyjskiej Walpola Rahula już w latach 70. pisał, że dla zachowania tożsamości religijnej „niszczenie życia ludzkiego nie stanowi wielkiej przewiny”. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Historyk starożytności, który od badań nad dziejami społeczno–gospodarczymi miast południa Italii przeszedł do studiów nad mechanizmami globalizacji. Interesuje się zwłaszcza relacjami...

Dodaj komentarz

Uwaga! Przypominamy o ciszy wyborczej. Trwa ona od północy z 10 na 11 lipca do momentu zakończenia głosowania w wyborach prezydenckich 12 lipca. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej, również w internecie. Za złamanie zakazu agitacji grozi kara grzywny.

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Tak, Walpol Rahula był zwolennikiem politycznego i narodowego zaangażowania buddystów lankijskich, zwłaszcza pisząc "Heritage of the Bhikkhu" w latach 40. (wydanie angielskie 1974), w atmosferze walki o uwolnienie się Cejlonu spod brytyjskiego panowania, ale czy trafiając na coś tak sprzecznego z potoczną wiedzą o buddyzmie nie należałoby sprawdzić dwa razy? Nawet jeśli "cytat z klasyka" pochodzi z pracy uczonego birmanisty Michała Lubiny, który jednakże sam cytuje za internetowym blogiem na jakimś "Portalu opniii Tok FM"? Otóż Rahula w rzeczonej książce, w rozdziale "Religio-nacjonalizm i kultura narodowa", komentując tekst starej kroniki, w którym zdanie gloryfikujące wyrzynanie niewiernych przypisano "ośmiu arahantom" (oświeconym), pisze: "Niemniej jednak jest to diametralnie przeciwne nauczaniu Buddy". I dalej: "Walka o wolność i wywyższenie religii i kraju była uznawana za tak ważną i wzniosłą, iż Syngalezi w V w., zarówno świeccy, jak i Sangha, zdawali się wierzyć, jakoby sami arahanci wyznawali ideę, że nawet niszczenie życia ludzkiego dla tego celu nie stanowi wielkiej przewiny” (The Heritage of the Bhikkhu: The Buddhist Tradition of Service", str. 22). Odwaliłem robotę, którą powinien był wykonać autor, nie? Moralnie należne mi honorarium proszę przekazać jakiejś wiarygodnej organizacji pomagającej uciekinierom z Birmy.

Nie ma takiego ruchu 696. Jest za to 969 :) https://en.m.wikipedia.org/wiki/969_Movement?wprov=sfla1 Na tle także uwag z komentarza powyżej wygląda to naprawdę słabo. Proponowałbym przyłożyć się bardziej do swojej pracy.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]