Reklama

Sansara i wściekłe psy

Sansara i wściekłe psy

04.10.2021
Czyta się kilka minut
Birmańska armia po zamachu stanu legitymacji dla swej władzy szuka u radykalnych buddyjskich duchownych. Z aresztu wyszedł właśnie mnich, który nawołuje do mordowania muzułmanów.
Lider buddyjskich nacjonalistów Ashin Wirathu przed klasztorem Masoeyein, Mandalaj, Birma, czerwiec 2013 r. PAULA BRONSTEIN / GETTY IMAGES
C

Chętnie pozuje do zdjęć w okularach, ale dotąd nie dał się poznać jako znawca starożytnych buddyjskich traktatów. Przeciwnie, systematycznie zdarzają mu się gafy. Nie zasłynął też jako mówca, choć jego wystąpienia rzadko przechodzą bez echa, a na wiecach gromadzi wielotysięczne audytoria. Mimo że uważa się za pokojowego kaznodzieję, specjalnością Ashina Wirathu są ostre przemówienia, w których – jak mówią jego przeciwnicy – systematycznie przekracza granice gróźb karalnych lub – to już wersja zwolenników – wychodzi poza polityczną poprawność i po imieniu nazywa wrogów ojczyzny. Kiedy nazwał „zdzirą” wysłanniczkę ONZ krytykującą politykę Birmy wobec mniejszości etnicznych, oburzył zachodnią opinię publiczną. Ale w kraju zyskał w oczach tych, którzy uważają go za swojego trybuna.

Nie było to w końcu najostrzejsze z publicznych wystąpień 53-letniego mnicha, który wcześniej trafił...

14241

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, trzymiesięczny lub roczny.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

bazujący na danych statystycznych? Czy, że co? Jak fakty nie pasują do lansowanej koncepcji, lub tu do antykoncepcji, to tym gorzej dla faktów? A może dla równowagi spójrzmy jak buddyzm jest traktowany przez wyznawców islamu? a choćby i w sąsiednim Bangladeszu, bo np. w takim Pakistanie pomimo wielowiekowych tradycji buddyzm praktycznie nie istnieje. Tam gdzie islam staje się dominujący, tam pozostałe religie, a zwłaszcza te "spoza księgi" (a buddyzm nie jest tzw. "religią księgi") przestają stopniowo istnieć. To zatem oczywiste, że każda akcja rodzi reakcję, może tylko poza samobójczo islamofilną Europą. Według mnie najsensowniej z islamem postępują Chiny. Świetnie dogadują się z wieloma krajami islamskimi, ale islamskiej dywersji na własnym terytorium nie tolerują. Biorąc pod uwagę, że Birma to chińska strefa wpływów, nie wykluczone, że to właśnie Imperium Chin wyznacza czerwoną linię islamskim partnerom, za którą ich wpływy nie będą akceptowane.

Z danych wynika jedynie, to co wynika. Nonsensem bywają interpretacje, chociażby taka, która wiąże jakiś proces ze spiskiem lub wyłącznie czynnikami rasowymi. To, co indyjscy nacjonaliści z HJS nazywają "love jihad" można wyjaśnić prościej. W ubogich społeczeństwach reguły islamu, nakazujące troszczyć się o słabszych, często przyciągają wyznawców religii czy wierzeń niegłoszących takich postulatów - jak choćby hinduizm czy buddyzm therawady. Nie wiem jak wygląda skala tych konwersji w Birmie, ale w Indiach problem jest zauważalny, rodzi poczucie bezsilności u zwolenników hindutvy, stąd zapewne próby interpretowania rzeczywistości na skróty. Serdecznie Pana pozdrawiam, Marek Rabij

Teza, że buddyzm ignoruje ubogich a islam się troszczy się o nich wydaje się delikatnie mówiąc rasistowska i niespecjalnie zgodna z założeniami buddyjskimi, w których dawanie i pomaganie jest przedstawione jako cnota i dobro. My tu o Birmie i buddyzmie, a pan nagle za argument wrzuca nacjonalistów z Indii w dodatku hinduistów? W czym niby zapis o jałmużnie jest lepszy niż określenie dzielenia się i pomocy, dobrem i zasługą? Pytanie na które będzie trudno znaleźć odpowiedź to gdzie lżej być nędzarzem? W Pakistanie, Indiach, Bangladeszu czy Birmie? Według pana tezy w Bangladeszu i Pakistanie jest lżej. Hmmmm na jakiej podstawie wyciągnął pan taki wniosek? Jakiejś długotrwałej obserwacji? Nie wiem, nie byłem, ciekaw jestem. Jakoś nie obserwuje się dobrowolnej migracji z Indii do Bangladeszu. Zatem jak to jest, że tym ubogim muzułmanom jest "lżej" ale w Indiach i Birmie, ale już niekoniecznie w Pakistanie i Bangladeszu? Teraz przejdźmy do najprostszego wytłumaczenia tego fenomenu: mamy do czynienia właśnie z zorganizowaną ekspansją. Bogate kraje muzułmańskie wymyśliły sobie, że połączą obowiązek jałmużny z ekspansją religijną i polityczną, z tego powodu dużo chętniej "pomagają" muzułmanom w krajach spoza kręgu islamu. Biorąc pod uwagę, że pokojowość islamu jest rzeczą mocno dyskusyjną, to obawy dotkniętych tą działalnością uważam za uzasadnione. Zmiana koncepcji buddyjskich z naturalnie pokojowych na dalej "pokojowe" ale już w stylu religii z którymi się rywalizuje (hinduizm też aniołkiem nie jest) odbieram jako element uruchomienia instynktu samozachowawczego i nie mam zamiaru krytykować i bawić się w hipokrytę (tym bardziej, że żadna fundacja pro-islamska mi nie płaci, może jak zaczną zmienię zdanie?), ot akcja rodzi reakcję i tyle w temacie. Ps. Podejrzewam, że buddyzm birmański pójdzie drogą podobną do buddyzmu japońskiego z okresu Nara. Niezależnie od tego kto tam ostatecznie wygra. Być może to jedyna szansa na pokój i stabilizację w tym kraju? Islam tam pokoju na pewno nie zaprowadzi, nooooo... może kiedyś, tak jak w Pakistanie, nie ma buddystów, nie ma problemu z przemocą u buddystów.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]