Bielsko-Biała. Teatr na pograniczu kultur i języków

Teatr w Bielsku wyrósł z napięć językowych i podziałów społecznych. Dziś łączy historię z nową dramaturgią, pozostając miejscem, w którym wciąż rozgrywa się opowieść o sporze i tożsamości.
Czyta się kilka minut
Budynek Teatru Polskiego i poczty głównej w Bielsku-Białej // Fot. Miłosz Maślanka / Shutterstock
Budynek Teatru Polskiego i poczty głównej w Bielsku-Białej // Fot. Miłosz Maślanka / Shutterstock

Najdawniejsze ślady życia teatralnego w Bielsku są niemieckie. W 1792 r. przez sześć miesięcy występowała tu trupa Daniela Eisenberga (z nieznanym repertuarem). W pierwszej połowie XIX wieku wystawiano nie tylko popularne wówczas dzieła Ifflanda, Kotzebuego czy Grillparzera, ale też o wiele ambitniejsze sztuki Lessinga, Schillera czy Kleista. 7 sierpnia 1813 r. amatorzy wystawili sztukę Kotzebuego „Graf Benjowsky oder die Verschwörung auf Kamtschatka”, przeznaczając dochód na rzecz budowy sali teatralnej w Domu Cechowym, która otwarta zostanie dopiero w połowie stulecia, stając się na trzy dekady najważniejszym miejscem teatralnym Dwumiasta.

W tej sali wystąpią po raz pierwszy polscy aktorzy. W 1863 r. występował zespół z Krakowa pod kierunkiem Adolfa Delchaua. Dano jednoaktówki po polsku („Trafiła kosa na kamień” Aleksandra Ładnowskiego i „Janek spod Ojcowa”, obrazek wiejski ze śpiewkami Jana Kantego Gregorowicza) oraz żartobliwą sztuczkę po niemiecku (Leopolda Feldmanna „Ursprung des Korbgebens”, o „dawaniu kosza”). Jak notował Stalmach w „Gwiazdce...”: „Pierwsze to przedstawienie polskie w Bielsku, przeważnie niemieckim mieście, udało się najpomyślniej, i huczne oklaski ze strony publiczności towarzyszyły grze aktorów”. Z Bielska aktorzy pojechali na występy do Cieszyna.

Pięć lat później próbował wystąpić w Cieszynie i Bielsku Miłosz Stengel ze swoim zespołem. Aktywność polska w Cieszynie spowodowała, że władze krajowe w Opawie nie wyraziły zgody na występ nad Olzą, pozwolono jednak grać w niemieckim Bielsku. Artyści zagrali m.in. „Zabobon, czyli Krakowiaków i Górali” Jana Nepomucena Kamińskiego oraz „Żydów” Józefa Korzeniowskiego – komedię wymierzoną przeciwko polskiej arystokracji i stereotypowi Żyda lichwiarza. Specjalnego sukcesu nie odnieśli, czego przyczyną miały być: „szczupła liczba Polaków” i „mały stosunkowo współudział ze strony Szlązaków i Niemców”. 

Karierę teatralną Domu Cechowego zakończył pożar – w Wiedniu. 8 grudnia 1881 r. spłonął tam olbrzymi (widownia na 1700 miejsc) i kilka lat wcześniej zbudowany Ringtheater. W płomieniach zginęło blisko 400 osób. Ta katastrofa spowodowała zaostrzenie przepisów przeciwpożarowych w monarchii, zamykanie starych sal i... koniunkturę na budowę nowych teatrów. W Bielsku ta historia ma ironiczny wymiar. Otóż architektem fatalnego gmachu w Wiedniu był Emil von Förster – projektant nowego teatru w Bielsku (startował też w konkursie na Teatr Miejski w Krakowie).

Teatralny post: początki sceny i pierwsze przerwy w działalności

Zamożne i ambitne miasto, jakim było ówczesne Bielsko, w tamtych czasach nie mogło pozostawać zbyt długo w stanie „teatralnego postu”. Komitet budowy zbierał fundusze w drodze zbiórek publicznych w Dwumieście i okolicy, teatr miał być bowiem „ozdobą i dumą naszych miast”. Hojnością wykazali się fabrykanci, a książę Sułkowski ofiarował grunt pod teatr na terenie swoich ogrodów.

Widok gmachu teatru bielskiego w czasie ostatnich tygodni jego budowy latem 1890 r. // Fot. Archiwum Teatru Polskiego w Bielsku-Białej

Budynek w stylu historyzmu (w odmianie palladiańsko-klasycyzującej) otwarto 30 września 1890 r., dając okolicznościowy prolog pt. „Das neue Musenheim” (Nowy dom muz) i „Sen nocy letniej” Shakespeare’a. Znakiem nowoczesności było wyposażenie teatru w oświetlenie elektryczne, które wówczas dopiero wchodziło do użytku. Dla porównania – otwarty trzy lata później Teatr Miejski w Krakowie miał początkowo oświetlenie starego typu, gazowe. Zakupiono używany komplet dekoracji ze Burgtheatru, a ozdobą sceny była malowana kurtyna, której program ikonograficzny korespondował zarówno z funkcją, jak i zdobieniami budynku.

Stadttheater (Teatr Miejski) ze stałym niemieckim zespołem działał w tej formule również w czasach II Rzeczypospolitej, choć struktura narodowościowa Dwumiasta stopniowo się zmieniała na korzyść strony polskiej.

Kurtyna: rozwój sceny i repertuaru

Malowidło projektu Francesca Angela Rottonary zostało wykonane w wiedeńskim atelier Johanna Kautsky’ego wytwarzającym dekoracje teatralne. Przedstawia bukoliczną scenę z półnagimi nimfami. Na uboczu leżą wywrócone amfory, zapewne po winie, co pląsom niewiast nadaje ton dionizyjski. Obraz klimatem przypomina malarstwo Antoine’a Watteau, nie licząc prostokątnej dekoracyjnej bordiury z ornamentyką groteskową i maskami teatralnymi. Datowanie kurtyny jest niepewne. Nie wiadomo, czy powstała na bielskie zamówienie, czy może była częścią owego kompletu z Burgtheatru.

Zachowała się do dzisiaj dzięki samowolnej decyzji brygadiera sceny Karola Sołtysika, który – prawdopodobnie w latach 50. lub 60. – otrzymał polecenie zutylizowania poniemieckich dekoracji. Kurtyny było mu żal i ukrył ją wśród sztankietów.

Bielska kurtyna „wystąpiła” w scenach teatralnych „Ziemi obiecanej” Andrzeja Wajdy, choć kręcone były w teatrze w Cieszynie. Została tam przewieziona z inicjatywy scenografki Barbary Ptak, a wróciła do Bielska-Białej dopiero kilka lat później i poddano ją gruntownej renowacji. Obok krakowskiej kurtyny Siemiradzkiego jest najcenniejszym tego rodzaju zabytkiem techniki teatralnej w Polsce.

Towarzystwo i goście: środowisko i życie teatralne

W dwudziestoleciu scena bielskiego teatru stała się areną kulturowej rywalizacji polsko-niemieckiej, a to za sprawą Towarzystwa Teatru Polskiego powołanego do życia 15 grudnia 1921 r. Początkowo miało ono dostęp do sceny raz w tygodniu, później wynegocjowano dwa, a wreszcie trzy dni w tygodniu dla polskich przedstawień. Systematycznie występował tu Teatr Polski z Katowic, ale TTP zapraszało również spektakle i gwiazdy z innych ośrodków teatralnych.

Czterokrotnie odwiedzała Bielsko w ramach swych objazdów Reduta Juliusza Osterwy. W 1927 r. pokazano „Śluby panieńskie” i „Uciekła mi przepióreczka” – wtedy Bielszczanie po raz pierwszy zobaczyli przedstawienie bez budki suflera. W 1938 r. znowu była grana „Przepióreczka”, a 2 czerwca 1939 r. – „Powrót Przełęckiego”. Podczas tego ostatniego pobytu Osterwa zanotował w dzienniku własny projekt kulturalny dla Bielska. Nazwał go „Tygodniem Organizacji Kulturalnego Wypoczynku”, w skrócie: „Oktawy”. Rozpisał dzień po dniu cały program – wystawy, odczyty, spektakl i... „pokaz kalilogiczny [w przybliżeniu: recytacja czy czytanie performatywne, przyp. aut.] fragmentów utworów drobnych (Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, Norwid, Wyspiański)”, zaplanował nawet ceny biletów. Może to jeszcze nie była Polska Stolica Kultury, ale już blisko.

Niemcy na polskie gwiazdy próbowali odpowiedzieć swoimi. Między innymi w latach 20. występował gościnnie w Bielsku Alexander Moissi w „Upiorach” Ibsena. Bielsko znalazło się również na trasie występów w Polsce legendarnego hebrajskojęzycznego teatru Habima z Moskwy. W latach 1930 i 1938 pokazano tu „Dybuka” w reżyserii Jewgienija Wachtangowa.

TTP nie tylko prowadziło impresariat. Zorganizowało też Sekcję Dramatyczną, by tworzyć własne przedstawienia. Było to przedsięwzięcie na wysokim, niemal profesjonalnym poziomie – współtworzyły je bowiem takie osobowości artystyczne jak kompozytor Władysław Koterbski (ojciec piosenkarki) czy choreografka Elwira Czech-Kamińska (później współtwórczyni zespołu Śląsk).

Polski za niemiecki: zmiany języka i tożsamości sceny

W czasie okupacji Bielsko (do którego Niemcy włączyli administracyjnie Białą) było włączone do III Rzeszy. Upaństwowiony teatr działał do jesieni 1944 r. Esesmani z niedalekiego Auschwitz, przyjeżdżający do Bielska na przepustkę, mogli kupić bilet do teatru z 50-procentową zniżką. W tym czasie działacze TTP ukrywali się przed prześladowaniami. Bielski ślad znajdziemy też w dziejach polskich teatrów wojskowych. 

Otóż bielski Żyd, Karl Guttmann, który po studiach aktorskich u Maksa Reinhardta w Wiedniu i pracy w teatrze Josefstadt wrócił w 1936 r. do rodzinnego miasta i wstąpił do zespołu niemieckiego, a po wybuchu wojny znalazł się na terenie ZSRR, po układzie Sikorski-Majski wstąpił do Armii Polskiej na Wschodzie, a po ewakuacji wojska do Iraku znalazł się w zespole słynnego Teatru 2. Korpusu. Zagrał w inauguracyjnej premierze – sztuce Herminii Naglerówej „Tu jest Polska”. Dostał w niej rolę... esesmana.

Po wojnie pierwsi w bielskim gmachu byli działacze TTP. 16 czerwca 1945 r. zaprezentowali „Krakowiaków i Górali”, w spektaklu grała nastoletnia wówczas Maria Koterbska. W tym i kolejnych przedstawieniach używali nazwy Teatr Polski.

Równocześnie Stanisław Kwaskowski czynił starania o powołanie stałego zawodowego Teatru Polskiego w Cieszynie. Ale ciągle nie było pewności, którędy ma przebiegać granica polsko-czechosłowacka. Kwaskowski liczył na to, że terenem działania teatru będzie cały Śląsk Cieszyński, w granicach sprzed 1 września 1939 r., ale ostatecznie przywrócono granicę sprzed października 1938 r. – z podzielonym między dwa państwa Cieszynem. 

W efekcie dyrektor zwrócił uwagę na bielski teatr, który początkowo miał być dodatkową sceną nowej placówki, a ostatecznie stało się odwrotnie – Bielsko stało się siedzibą główną. Widać to w błyskawicznych zmianach nazwy. Inauguracyjna premiera – „Pan Jowialski” Fredry – odbyła się pod szyldem Teatr Polski w Cieszynie 18 października 1945 r., tydzień później została powtórzona w Bielsku. Pierwszy stały zawodowy teatr polski na Śląsku Cieszyńskim obchodzi w bieżącym sezonie swoje 80-lecie. Już na początku 1946 r. teatr nosił nazwę Bielsko-Cieszyn i korzystał z obu scen. Ten stan trwał do 1960 r., w latach 60. i 70. i od 1993 r. Cieszyn działał jako scena impresaryjna. Dla TTP nie było miejsca w nowej rzeczywistości.

Przez większość okresu PRL-u bielsko-bialski teatr był odbierany jako rzetelna na ogół, ale drugorzędna scena. Na tym tle wyróżniła się dyrekcja Józefa Pary (1967-1973) za sprawą „Kartoteki” (ciekawej również dlatego, że Para był Bohaterem w warszawskiej prapremierze, a w Bielsku-Białej wrócił do tej roli, a i wyreżyserował spektakl) i monumentalnych „Persów” Ajschylosa. Jednak w kolejnych latach teatr coraz lepiej czuł się w roli tzw. teatru terenowego, popadł w stagnację, a później kryzys.

Dzisiaj: współczesny repertuar i nowe kierunki

Okres po 1989 r. to dla Teatru Polskiego, po pokonaniu trudności związanych z przystosowaniem do rynku w kulturze, mozolne pięcie się w górę. Na tej drodze szczególnie ważne są dwie ostatnie dyrekcje.

Kadencja Roberta Talarczyka (2005-2013) znaczona była odkryciem talentu dramatopisarskiego Artura Pałygi (debiut „Testamentem Teodora Sixta”, eksplorującym historię miasta, „Żyd”, interwencyjna „Bitwa o Nangar-Khel”, pierwszymi spektaklami Eweliny Marciniak („Nowe Wyzwolenie” i „Zbrodnia”) czy dyskutowaną inscenizacją „Miłość Königshütte” Villqista, poświęconą „tragedii górnośląskiej”. 

Kierujący teatrem od trzynastu lat Witold Mazurkiewicz ma może mniejszą niż poprzednik skłonność do eksperymentu, ale kontynuuje poszukiwania w zakresie nowej dramaturgii (bielski teatr stał się w tej kadencji „domem” Zuzanny Bojdy), współpracuje z wybitnymi reżyserami różnych pokoleń (wymieńmy tylko Mikołaja Grabowskiego, Wojciecha Kościelniaka czy Maję Kleczewską). Atrakcją repertuarową jest różewiczowskie „Do piachu”, remake głośnego przedstawienia, które przed laty Mazurkiewicz zrealizował z Januszem Opryńskim. Główną specjalnością teatru coraz silniej stają się widowiska muzyczne, w tym regularne musicale (z najciekawszych: „Obywatel Piszczyk”, „Zorba”, „Człowiek z La Manczy”, ostatnio „Viva Maria!” o Marii Koterbskiej), ale najsilniejsze wrażenie robią premiery ostatnich lat, które musicalami nie są („Diabły” Kleczewskiej wg „Matki Joanny od Aniołów”, „Iwona, księżniczka Burgunda” w reż. Leny Frankiewicz z Anitą Jańcią w roli tytułowej). A to wszystko przy rekordowej frekwencji, którą buduje ciekawie realizowany repertuar rozrywkowy.

***

Opowiedzieć o bielskich teatrach tylko z perspektywy instytucjonalnego teatru dramatycznego to uproszczenie, usprawiedliwione tylko brakiem miejsca. Pamiętajcie o lalkowej Banialuce i jej festiwalu, nie zapomnijcie o grupach amatorskich!

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Teatr na granicy