Zmiana idzie w stronę złagodzenia wymogów co do zawartości surowych owoców oraz warzyw w zestawach – np. ziemniak zostanie potraktowany właśnie jako warzywo. Urzędnicy chcą też dać uczniom możliwość zamawiania za opłatą dań takich jak frytki czy pizza. Rygor dietetyczny to dziedzictwo czasów Michelle Obamy, która przez dwie kadencje swego męża prowadziła kampanie na rzecz zdrowego odżywiania, co ma o tyle znaczenie społeczne, że jedna trzecia amerykańskich dzieci cierpi na nadwagę w stopniu, który wróży znaczne problemy zdrowotne w dorosłości. Dlatego obecną zmianę natychmiast zinterpretowano jako akt politycznego rewanżu. Urzędnicy tłumaczą się, że działali pod wpływem dyrektorów stołówek, którzy twierdzili, że młodzież wyrzuca zdrowszą część posiłków i per saldo chodzi głodna. Tłumaczenie to nosi znamiona zdroworozsądkowej prawdy: dzieci nie jest łatwo przestawić na jedzenie rzeczy mniej działających na ośrodki nagrody w mózgu. Obama grzeszyła naiwnym optymizmem typowym dla inżynierii społecznej, za to ludzie Trumpa dla szybkiego poklasku okazują dziś brak cierpliwości, zgubny dla dobra publicznego jak masowa otyłość i cukrzyca. ©℗
Czytaj także: Są darmowe obiady - felieton Pawła Bravo
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















