Beczka z naftą

Ni z tego, ni z owego zaczęliśmy przy kolacji opowiadać o najbardziej niezwykłych zdarzeniach z naszego życia. W pewnym momencie gospodyni zgasiła światło i postawiła na stole lampę naftową. To ostatecznie rozwiązało mi język.

18.11.2019

Czyta się kilka minut

Jednak nie wiem, czy powinienem opowiadać o tym również Wam. Wiele lat temu poszedłem na imprezę do mieszkania, w którym nigdy wcześniej nie byłem. Impreza była tłumna i można było zupełnie spokojnie przetrwać wieczór, nie odzywając się do nikogo. Siedziało się na podłogach, parapetach i nielicznych meblach. Niektórzy tańczyli, inni udawali, że pomagają w kuchni, jeszcze inni okupowali toaletę. Nikt nic ode mnie nie chciał i było mi dobrze, dopóki nie wszedłem do jednego z pokoi, gdzie stała, o ile dobrze pamiętam, kanapa nakryta pomarańczową narzutą. Chociaż bardzo lubię pomarańczowy kolor, od razu poczułem się tam źle. Kiedy wychodziłem do przedpokoju, wszystko mijało, ale jak wracałem, zaczynałem znów czuć nieokreślony lęk, coś w rodzaju wewnętrznego mrowienia. Wyszedłem z tej imprezy po dwóch godzinach. Jakiś czas potem spotkałem kolegę i opowiedziałem mu o swoich wrażeniach z tego mieszkania. „A, to możliwe”, nie zdziwił się. „W tym pokoju kiedyś kogoś zamordowano. Dziewczynę. Jej ciało leżało tam potem przez jakiś czas”.

No dobrze, to nie było najbardziej niezwykłe zdarzenie z mojego życia – ale o innych na pewno nie opowiem. Wpatrywałem się w płomień lampy naftowej i myślałem o tym, że właściwie nigdy wcześniej nie siedziałem przy takiej lampie, a przecież moi rodzice i dziadkowie spędzali w jej świetle całe wieczory. Czytali przy niej książki, odrabiali lekcje, rozbierali się, myli i kładli do snu. Zresztą akurat podczas kolacji zadzwonił tata i kiedy mu powiedziałem, że na stole stoi lampa, natychmiast się ożywił. „Po naftę chodziło się do sklepu z własną butelką”, powiedział. „Stała tam duża beczka z pompą i sklepikarz pompował do butelki tyle, ile się należało. Jak nie mieliśmy pieniędzy, zanosiliśmy jajka, i on wtedy nalewał np. za trzy albo za pięć jajek. Tak się mówiło: »Proszę nafty za trzy jajka«. On później te jajka odsprzedawał Żydom i tak wychodził na swoje”.

Gospodyni podała jelenia z sosem i knedlikami, gospodarz otworzył czerwone wino, potem drugie i kolejne. Siedzieliśmy w ciepłej kuchni przy lampie i było tak, jak powinno być między trojgiem ludzi, którzy traktują przyjaźń jako coś oczywistego, co może się zdarzyć. A ja opowiadałem dalej o tym, czego Wam nie opowiem – bo w końcu muszę coś zostawić na kiedyś, kiedy oczekiwać będziecie ode mnie mocniejszych dreszczy. Lecz, owszem, dam Wam dreszcz również teraz, tyle że to nie będzie moja opowieść.

Gospodarz miał przyjaciela, który był wielkim fanem Jacka Kerouaca. Jeździł po całym świecie jego śladami, wożąc z sobą w dwóch walizkach wszystkie jego książki. No i pewnego razu mój gospodarz i jego przyjaciel wybrali się w podróż do Grecji, bo Kerouac, jak wiadomo, odwiedził Grecję razem z innymi beatnikami, o ile się nie mylę – chyba w drodze do Maroka. I w tej Grecji, wyobraźcie sobie, przyjacielowi mojego gospodarza udało się nawet odszukać kolesia, który wtedy, jako bardzo młody człowiek, spotkał się z Kerouakiem. To było naprawdę coś: znaleźć w Europie człowieka, który widział autora „W drodze” na własne oczy! I nawet z nim rozmawiał! Nic dziwnego, że przyjacielowi bardzo zależało, żeby pogadać z tym kolesiem. Tymczasem koleś niespodziewanie odmówił. Owszem, spotykali się codziennie w barze, ale tamten siadał zawsze daleko, odwracał wzrok i się nie odzywał. W końcu gospodarz postanowił pomóc przyjacielowi i któregoś dnia sam przysiadł się do kolesia. Okazało się, że tamten nie chce rozmawiać, bo właściwie niewiele ma do powiedzenia. „Wiesz, ja z nim gadałem nie dłużej niż trzy, cztery minuty. Pokazałem mu jeden ze swoich wierszy. I wiesz co mi powiedział? Że to jest gówno warte. Tyle było mojego spotkania z wielkim Kerouakiem”.

Tak to jest. Nie zawsze warto wywoływać duchy przeszłości. Nie wszystkie na to zasługują. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Poeta, publicysta, stały felietonista „Tygodnika Powszechnego”. Jako poeta debiutował w 1995 tomem „Wybór większości”. Laureat m.in. nagrody głównej w konkursach poetyckich „Nowego Nurtu” (1995) oraz im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego (1995), a także Nagrody… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 47/2019