Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Awangardy mariaż z tradycją

Awangardy mariaż z tradycją

03.09.2013
Czyta się kilka minut
Włoska awangarda od powojennych początków była przesiąknięta tradycją. Dla mniej wnikliwego słuchacza związki te rzadko jednak bywały oczywiste.
N

Nowa muzyka włoska po II wojnie podążała drogą nieco odmienną od tej, jaką młoda awangarda obrała choćby w Niemczech lub we Francji. Najważniejsza różnica dotyczy stosunku do tradycji: Bruno Maderna, Luigi Nono i Luciano Berio nie odczuwali potrzeby „oczyszczenia pola” w sposób, w jaki uczynił to Pierre Boulez w „Strukturach IA” (1950). Utwór Bou­leza był próbą uwolnienia wyobraźni od wszelkich bezwiednych skojarzeń sugerowanych przez wyuczone konwencje i zastąpienia ich abstrakcyjnymi regułami gry. Dopiero po owej kuracji muzyka miała być stopniowo odbudowana na nowych podstawach, przez poddawanie coraz większej liczby elementów świadomej kontroli słuchowej.
Dodekafonia i Mussolini
W tym samym czasie Luigi Nono (1924– –1990), stawiający pierwsze kroki w dziedzinie kompozycji, miesiącami przesiadywał ze starszym o cztery lata i bieglejszym już w sztuce składania dźwięków Bruno Maderną w weneckiej Biblioteca Marciana, ślęcząc nad dawnymi nutami i traktatami. Obydwaj studiowali nie tylko partytury, lecz także pisma teoretyczne autorów z XV, XVI i XVII w. – m.in. Franchina Gaffuria, Nicoli Vicentino, Gioseffa Zarlino i Giovanniego Battisty Doniego – po czym dyskutowali o nich nie mniej żywo niż o patronujących ówczesnej awangardzie Schönbergu i Webernie.
Nono i Maderna poznali się w roku 1946, z inicjatywy Giana Francesca Malipiero (1882–1973), w owym czasie jednego z najwybitniejszych kompozytorów włoskich. Nie tylko rodzima kultura muzyczna zawdzięcza mu ogromny wkład, jaki włożył w udostępnienie i popularyzację twórczości mistrzów weneckiego renesansu i wczesnego baroku, m.in. dzięki wydaniu dzieł zebranych Monteverdiego. Obok Luigiego Dallapiccoli (1904–1975), który sięgnął po dodekafonię jeszcze za czasów Mussoliniego, nie naruszając przy tym ciągłości włoskiej tradycji muzycznej, Malipiero był jednym z najważniejszych autorytetów dla podróżujących do Darmstadtu Włochów. Choć włoski faszyzm wyrządził w kulturze wiele szkód, były one jednak nieporównanie mniejsze od spustoszenia dokonanego przez nazizm, co w dużym stopniu tłumaczy ową symbiozę przeszłości i nowoczesności.
Można więc śmiało stwierdzić, że włoska awangarda od powojennych początków była przesiąknięta tradycją, w znacznej mierze rodzimą. Dla mniej wnikliwego słuchacza związki te rzadko jednak bywały oczywiste, jako że w latach 50. naśladowanie stylów historycznych (choćby w postaci przelotnej aluzji) raczej nie interesowało muzycznych spadkobierców Antona Weberna.
Webern i Monteverdi
Znawcy twórczości Luigiego Nono (1924– –1990) – poza kilkoma wczesnymi kompozycjami konsekwentnie unikającego odniesień stylistycznych – znajdą w niej jednak mnóstwo śladów historii: wenecki twórca, podobnie jak większość kompozytorów nurtu postwebernowskiego, zdradzał fascynację złożonością polifonii renesansowej, co przekładało się u niego raczej na pewne zasady konstrukcyjne niż na podobieństwo w brzmieniu. Teoretycy dostrzegli również, że u Nona („Cori di Didone” na chór i perkusję z roku 1958) – tak samo jak w madrygałach Monteverdiego – pewne słowa (na przykład „fuoco” – „ogień”, lub „infinito” – „nieskończony”) wiążą się z oprawą muzyczną odpowiadającą ich treści emocjonalnej; że osobliwa, wymyślona przez Giuseppe Verdiego skala („scala enigmatica”) posłużyła jako podstawa materiałowa do kwartetu smyczkowego „Fragmente-Stille, An Diotima”, nie wspominając już o nawiązaniach do polichóralności utworów Giovanniego i Andrei Gabrielich – wszak młody Nono z muzyką na żywo stykał się m.in. w weneckich kościołach.
Luciano Berio (1925–2003) przykładał znacznie mniejszą wagę do czystości stylistycznej. Nie dla zarobku, lecz dla czystej przyjemności opracowywał po swojemu utwory m.in. Monteverdiego lub ­Brahmsa, a także... piosenki Beatlesów. Również w swych „zaawansowanych” kompozycjach przetwarzał najrozmaitsze materiały: najczęściej folklor obszaru Morza Śródziemnego i muzykę dawną. Jego „Sinfonia” (1968) zyskała sławę i niemałą popularność przede wszystkim za sprawą trzeciej, środkowej części – Berio po raz pierwszy w historii stworzył utwór prawie wyłącznie z fragmentów muzyki innych kompozytorów: od Monteverdiego po Stockhausena. Muzyczne kolaże powstawały wprawdzie już wcześniej, nowatorstwo metody Beria polegało jednak na tym, że kompozytor z cytatów ułożył spójną całość o płynnym przebiegu.
Książę Venosy
Obecność tradycji w nowej muzyce włoskiej to temat rzeka; nie sposób przytoczyć tu wszystkich ważniejszych nazwisk i utworów. Warto jednak wspomnieć przynajmniej o Salvatorem Sciarrino (ur. 1947), który z dźwięków przypominających nieraz bardziej odgłosy natury niż brzmienia użytych do ich wydobycia instrumentów tworzy muzykę radykalnie nową i zarazem pełną aluzji do przeszłości. Za pomocą tak nietypowych środków dokonał transkrypcji utworów m.in. Guillaume’a de Machaut, Alessandra Scarlattiego, Rossiniego i – last but not least – Gesualda.
Książę Venosy jest nie tylko bohaterem wielu oper współczesnych („Luci mie traditrici”, najczęściej wykonywana opera Sciarrina, to tylko jedno z muzycznych ujęć zbrodniczego postępku kompozytora-arystokraty), lecz także twórcą, do którego dorobku – z racji zaskakujących pomysłów harmonicznych i nowatorskich metod prowadzenia głosów – powojenna awangarda nawiązywała wyjątkowo chętnie. Nic dziwnego, że Igor Strawiński swoje „Monumentum pro Gesualdo” – opracowanie trzech madrygałów Księcia – stworzył w roku 1960, kiedy porzucił neoklasycyzm i zbliżył się do postwebernowskiej awangardy, w muzyce sakralnej sięgając coraz głębiej do spuścizny renesansu. h

KRZYSZTOF KWIATKOWSKI jest redaktorem „Ruchu Muzycznego”, organizuje koncerty nowej muzyki (m.in. cykl „Pomosty” w Krakowie) oraz muzyczne warsztaty edukacyjne dla młodzieży „Harmonie i hałasy”.

Koncert z utworami Gesualda da Venosy oraz Domenica Scarlattiego w wykonaniu zespołu Vox Luminis odbędzie się 14 września o godz. 20.00 kościele św. Stanisława, Doroty i Wacława. Koncert „Korzenie” z muzyką Luciana Berio oraz Giovanniego Sollimy w wykonaniu Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Wrocławskiej oraz zespołu The Swingle Singers – 15 września o godz. 19.00 we wrocławskiej Filharmonii.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]