Argentyna skręca w prawo

Po 12 latach rządów dynastii Kirchnerów władzę w Buenos Aires przejmuje centroprawicowy prezydent Mauricio Macri. W spadku po lewicy dostaje szalejącą inflację i rozbuchane programy socjalne.

26.12.2015

Czyta się kilka minut

Nowy prezydent Argentyny Mauricio Macri, grudzień 2015 r. / Fot. Juan Marcelo Baiardi / AFP / EAST NEWS
Nowy prezydent Argentyny Mauricio Macri, grudzień 2015 r. / Fot. Juan Marcelo Baiardi / AFP / EAST NEWS

Sobota, 12 grudnia, Rosario – milionowe miasto we wschodniej części kraju, tradycyjny matecznik lewicy.

Dzień po zaprzysiężeniu nowego prezydenta na deski tutejszego, ponadstuletniego teatru El Círculo wychodzi Fito Páez, popularny piosenkarz. Na widowni wybucha owacja. Krzyczą młodzi i starsi miłośnicy rocka. Ubrany w garnitur w prążki i glany, 52-letni gwiazdor odpowiada uśmiechem.

W 1985 r., dwa lata po powrocie demokracji do Argentyny, płyta Páeza pt. „Giros”, czyli „Zakręty”, zrobiła furorę. Kompozytor stał się żywą legendą, głosem kilku pokoleń, a przede wszystkim – głosem lewicy.
Teraz kipiący energią muzyk chrypi do mikrofonu, a młodziutka dziewczyna stoi pod sceną i trzyma transparent z napisem: „Twoja muzyka nas otula, dopóki nie wróci Cristina, i później też”. Páez kilka razy rzuca kąśliwe komentarze przeciw nowej władzy.

W listopadzie wybory prezydenckie wygrał tu bowiem 56-letni Mauricio Macri. Typ introwertyka z bogatej rodziny, przez oponentów zwany „synkiem tatusia”. To pierwszy prezydent Argentyny od 1983 r., który nie jest radykałem ani peronistą.
 

„Szefowa” z dynastii
Całego zamieszania z wyborami prezydenckimi nie byłoby, gdyby poprzednia prezydent, Cristina Fernández de Kirchner, mogła sprawować trzecią kadencję z rzędu. Casa Rosada – Różowy Dom, siedziba prezydentów – pozostawał w rękach obozu kirchnerystów od 2003 r. Wtedy to Nestor Kirchner – prywatnie mąż Cristiny – przejął władzę po tym, jak w gospodarce nastąpił krach. A potem przez osiem lat ona kontynuowała dzieło. W Argentynie nazywano ją „Szefową”, „Staruszką”, „Barbie” (to ze względu na zamiłowanie do operacji plastycznych) lub po prostu Cristiną.

Podzieliła kraj – jedni ją kochają, inni nienawidzą. Ale mimo to nawet jej oponenci i niezależni krytycy nie mieli wątpliwości, że gdyby mogła startować po raz trzeci, w wyborczym starciu Mauricio Macri nie miałby z nią żadnych szans. Po dwóch kadencjach połowa obywateli ocenia ją pozytywnie. Kobiety władzy z sąsiednich krajów mogą jej tylko pozazdrościć: Michelle Bachelet (Chile) ma 24 proc. poparcia, Dilma Rousseff (Brazylia) zaledwie 10 proc.

62-letnia Cristina Kirchner to polityczne zwierzę. Córka kierowcy autobusu z La Platy stała się najpotężniejszą kobietą kraju. Przetrwała na stanowisku nawet tajemniczą śmierć prokuratora federalnego Alberta Nismana w styczniu 2015 r. Nisman oskarżył ją o próbę „wygaszania” śledztwa na temat udziału Irańczyków w zamachu bombowym na żydowski ośrodek kulturalny AMIA w Buenos Aires w 1994 r.; zginęło wtedy 85 osób.

Krytycy Kirchner podejrzewali, że chciała ukręcić łeb temu śledztwu, bo Teheran miał obiecać za to korzystne dostawy ropy w zamian na argentyńskie zboże – w sytuacji kryzysu byłaby to rzekomo spora pokusa. Ale w dniu, w którym miał wystąpić przeciw Kirchner w parlamencie, Nismana znaleziono w jego apartamencie – zginął od kuli.
 

2000 procent
Cristina Kirchner bez szwanku wychodziła też z innych skandali, zazwyczaj dotyczących korupcji. Stał za nią murem tłum sympatyków, złożony z trzech grup społecznych: biednych, młodych i osobistości świata kultury.

„Biedni ludzie z przedmieść Buenos Aires i z prowincji postrzegają ją jako dobrą wróżkę, reinkarnację Evity Perón [żona prezydenta Juana Peróna, aktorka i popularna działaczka społeczna, zmarła w 1952 r., w wieku 33 lat; pozostawiła po sobie żywą do dziś legendę – red.]. Ale klasa średnia, biznesmeni widzą w Cristinie despotyczną czarownicę” – mówiła Olga Wornat, biografka Kirchner, na antenie BBC.

W ciągu 12 lat rządów pani prezydent przeprowadzono szereg liberalnych reform (m.in. legalizacja małżeństw osób tej samej płci, prawo do określania własnej płci), wprowadzono ustawę wspomaganego zapłodnienia, uregulowano rynek pomocy domowej, zakazano pracy dzieci. Kirchner chwali się, że w czasie jej i męża kadencji pensja minimalna wzrosła z 300 do 5,5 tys. pesos. Ale nie mówi o tym, że w tym samym czasie ceny popularnego naparu yerba mate i pieczywa wzrosły dwudziestokrotnie.

Drożyzna zaczęła doskwierać najbiedniejszym, a niestabilność gospodarcza klasie średniej. To stało się zalążkiem sukcesu Macriego. W związku z tym, że Kirchner nie mogła kandydować, na swego następcę z ramienia swej partii Front na rzecz Zwycięstwa wskazała Daniela Sciolego. Ten, mimo 10-procentowego prowadzenia w sondażach, w drugiej turze uległ Macriemu. Mało kto w Argentynie spodziewał się takiego wyniku.
 

Konserwatysta umiarkowany
„To wygląda jak zamach stanu” – stwierdziła Kirchner po ogłoszeniu wyniku wyborów. W swoim stylu. Tymczasem obok fatalnego stanu gospodarki to także bezkompromisowość i jej ostra retoryka sprawiły, że zmęczeni emocjami na scenie politycznej Argentyńczycy zagłosowali na Macriego.
Kirchner nie umiała się pożegnać z Różowym Domem jak dama. 30 listopada, dziewięć dni przed ustąpieniem z urzędu, podpisała dekret o wzroście wydatków na cele publiczne do poziomu 133 mld pesos i mianowała kilku ambasadorów. Wcześniej zaproponowała dwóch nowych sędziów Sądu Najwyższego. Gdy przyszło do zaprzysiężenia Macriego, odmówiła udziału w tradycyjnej uroczystości.
Jej następca to polityk mało charyzmatyczny. Najlepiej świadczy o tym hasło w kampanii: „Si se peude”, slogan żywcem wzięty z transparentów Baracka Obamy „Yes, we can”. „Tak, możemy – powtarza Macri. – Możemy żyć w dialogu. Zaczyna się nowa epoka, bez rewanżyzmu, bez wyrównywania rachunków”.

Macri rósł w siłę powoli, ale konsekwentnie. Po latach sukcesów najpierw w roli biznesmena, a potem prezesa utytułowanego klubu piłkarskiego Boca Juniors, został szefem lokalnego rządu Buenos Aires – stolicy kraju i potężnej, 16-milionowej aglomeracji. Zajął się transportem, za jego rządów poradzono sobie z problemem ogromnych korków, dzięki m.in. rozbudowie sieci metra i dróg rowerowych. Wyborcy z Buenos Aires, którzy stanowią niemal jedną trzecią mieszkańców kraju, nie zapomnieli mu tego.

Nowy prezydent Argentyny uchodzi za umiarkowanego konserwatystę, choć w latynoskim wydaniu: miał trzy żony, nie uczęszcza do kościoła. Występuje też przeciw adopcji dzieci przez pary homoseksualne i legalizacji marihuany (zresztą podobnie jak jego lewicowa poprzedniczka) oraz aborcji. Satyrycy często naśmiewają się, że na imprezach odgrywa rolę Freddiego Mercury’ego. Na własnym weselu wykonywał jeden z numerów lidera Queen i zakrztusił się sztucznymi wąsami, przez długi czas nie mógł złapać oddechu, aż uratował go... minister zdrowia. Po zwycięstwie w wyborach Macri też poszedł na tańce, które uwielbia, choć nie są jego mocną stroną.

Mimo że wygrał dzięki głosom klas średniej i bogatej, to na początek będzie musiał rozwiązać problem biedy. Wprawdzie zdaniem ekspertów ze związanego z kirchnerystami INDEC (Narodowego Instytutu Statystyki) pani prezydent zostawiła kraj w dobrym stanie, tyle że od lat praca państwowych statystyków służyła propagandzie (dlatego Międzynarodowy Fundusz Walutowy wydał wotum nieufności wobec tego organu). Natomiast niezależni eksperci obliczyli, że inflacja wzrosła w 2014 r. do aż 40 proc., co z kolei doprowadziło do ubóstwa aż 29 proc. społeczeństwa (to dane Katolickiego Uniwersytetu Argentyny).

Argentyńczycy wiedzą, że Kirchner nigdy przesadnie nie interesowała się gospodarką.
 

Co dziesiąty w budżetówce
Na Macriego czeka też wiele innych pułapek pozastawianych przez byłą prezydent. Największą może okazać się rozdmuchany ponad możliwości sektor publiczny. W trakcie rządów Kirchner wydatki publiczne wzrosły o 39 proc., a w krajowych instytucjach zatrudniano średnio 300 pracowników dziennie. Miał to być element walki z 18-procentowym bezrobociem po krachu finansowym w 2001 r.
I rzeczywiście, stopa bezrobocia spadła do 6 proc., ale za to liczba pracowników sektora publicznego wzrosła z 2 do niemal 4 mln osób. To znaczy, że co dziesiąty obywatel (a w takiej Patagonii co szósty) zatrudniony jest przez państwo – i to licząc wszystkich obywateli, wraz z dziećmi i emerytami!

Dlatego w wielu prowincjach często nawet ponad połowa wydatków idzie na wypłatę wynagrodzeń w budżetówce. To zresztą doprowadziło do protestów prywatnych pracodawców, którzy stali się mniej atrakcyjni: u nich zarabia się średnio 10 proc. gorzej, a pracuje dłużej.

Ale Kirchner i jej poplecznicy wiedzieli, jak za sprawą reform socjalnych zadowolić przeciętnego obywatela. W ciągu ostatniej dekady 2,5 mln emerytów zaczęło pobierać emerytury, choć wielu nie płaciło wcześniej składek. Kraj wydał też miliony pesos na dotacje m.in. narodowych linii lotniczych czy elektrowni. Wydano też ok. 50 mln dolarów na transmisję piłkarskiego mundialu przez krajową TV. Równocześnie rosła inflacja i ceny żywności. Dlatego rząd wprowadził kontrolę cen podstawowych produktów, by zadowolić najbiedniejszych. A równocześnie... podwyższano pensje.
 

Kolejkowe poniedziałki
Pętla się zaciskała, lecz Kirchner nie widziała problemu, a winę zrzucała na Bank Światowy, USA i fundusze, zwane w Argentynie „sępami”. Po kryzysie z przełomu 2001-02 r., gdy kraj ogłosił niewypłacalność, Nestor, a potem Cristina, dogadywali się z kolejnymi wierzycielami. Zostało 7 proc. długów, zaciągniętych przez państwo u funduszy. Mimo nakazów sądu z USA, Argentyna nie spłaciła długu i zbankrutowała trzeci raz w ciągu 30 lat.

Aby dostrzec największy problem Argentyńczyków, wystarczyło przejść się w poniedziałek rano jakąkolwiek ulicą w centrum Buenos Aires, Rosario czy Santa Fe. Tłumy ustawiały się w kolejkach do bankomatów, a po weekendzie pesos wyraźnie brakowało.

Z kolei wypłacenie dolarów było prawie niemożliwe. Wszystko dlatego, że rząd wprowadził w 2011 r. kontrolę walutową, co niekorzystnie wpływało na eksport. Obywatele mogli kupić tylko niewielkie ilości dolarów. 17 grudnia Macri zniósł te ograniczenia walutowe i uwolnił kurs dolara, oraz wprowadził jednolity kurs wymiany, co ma przyciągnąć do kraju zagraniczny kapitał.

Ratunkiem dla gospodarki mogłyby być jeszcze rezerwy Banku Centralnego, ale ich stan to zagadka. „Jest dużo dokumentów, mało pieniędzy” – mówił Macri. Kirchner wykorzystywała rezerwy do spłaty długów zagranicznych i realizacji programów społecznych. To teraz spadek dla Macriego i jego ekipy.
Tymczasem większość w parlamencie wciąż należy do Frontu na rzecz Zwycięstwa, partii kirchnerystów. Poza tym w trakcie kampanii nowy prezydent zapowiedział, że nie będzie cięć w programach socjalnych, które były wizytówką poprzedniczki. Macri ma więc podwójnie trudne zadanie.
A Kirchner? Większości Argentyńczyków raczej nie będzie jej brakować, bo scenę – obok prezydenta Macriego – zajęły dwie przebojowe kobiety: wiceprezydent Gabriela Michetti (porusza się na wózku inwalidzkim) i María Eugenia Vidal w roli gubernatora prowincji Buenos Aires.
 

„Dopóki nie wróci Cristina”
Sobota, 12 grudnia. W Rosario – rodzinnym mieście nie tylko Ernesta Che Guevary, ale także piłkarza Lionela Messiego – w teatrze El Círculo dobiega końca koncert Fita Páeza. Fanka od transparentu składa szary papier w taki sposób, że widać już tylko słowa: „Dopóki nie wróci Cristina”.

Tytuł płyty „Giros” ma po 30 latach nowe znaczenie. Argentyna znów stoi nad finansową przepaścią, a ratunku nie widać. Nawet mimo zmiany kursu. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 01-02/2016