Anglicy w półfinale mistrzostw znaleźli się dopiero trzeci raz w historii, a przez ostatnie lata ich reprezentacja służyła raczej – także we własnym kraju – za obiekt łatwych kpin. 47-letni Gareth Southgate obejmował drużynę po dymisji uwikłanego w skandal wizerunkowy poprzednika, wcześniej jako szkoleniowiec nie odnosił sukcesów, a jako piłkarz jest pamiętany głównie z niestrzelenia karnego podczas Euro 1996. Nikt na niego nie stawiał i może dlatego zaszedł tak daleko – z odmłodzoną drużyną, którą przekonał do własnych metod, m.in. do kultury otwartości, z jaką mówią o trudnych sprawach. Jeszcze kilka lat temu w tym maczystowskim i kryjącym emocje świecie wyznanie przez obrońcę Danny’ego Rose’a, że zmaga się z depresją, przyjęto by z niezrozumieniem, dziś jego postawa służy za przykład i jedyne pytanie, nad którym głowią się publicyści, brzmi: jak ta pełna energii, zróżnicowana kulturowo i etnicznie drużyna mogła powstać w ponurym świecie Theresy May i brexitu. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















