Była to dla nich dekada szczególna. Do łask wracały tradycyjne dyscypliny, jak malarstwo czy rzeźba. Sztuka coraz wyraźniej zaczęła odwoływać się do przeszłości. Bywało, że owe reemisje przybierały zaskakujące formy. Był to czas ekspresyjnego malarstwa w wydaniu niemieckich czy włoskich "nowych dzikich", ale też wysmakowanych, a jednocześnie drażliwych fotografii Roberta Mapplethorpe’a. W Polsce był okres wyjątkowy także z innych powodów. Po 13 grudnia powstał wielki ruchu artystycznej odmowy, rozpoczął się bojkot oficjalnych instytucji. Wystawy organizowano przy kościołach oraz w prywatnych mieszkaniach. To, co było wówczas istotne, działo się poza państwem. Chętnie wówczas mówiono, że artyści zdobyli wolność, działali poza systemem władzy, ale też - w odróżnieniu od kolegów z Zachodu - nie podlegali reżimowi rynku i idącej za tym komercjalizacji.
Idą młodzi
Rok 1989 zdawał się potwierdzać słuszność dokonywanych w tej dekadzie wyborów. Tymczasem nowa Polska jakby odwróciła się plecami od tego czasu. Zaczęto podważać przekonanie o swobodzie twórczej ruchu niezależnego lat 80., pokazując inne, mniej lub bardziej ukryte metody władzy i ograniczenia, jakim podlegała wówczas tzw. kultura niezależna. Oczywiście, w sztuce ostatniego dwudziestolecia niezwykle ważną rolę odegrali debiutanci z ostatniej dekady PRL-u: Mirosław Bałka, Grzegorz Klaman, Zbigniew Libera, Leon Tarasewicz i inni. Jednak towarzyszyła temu znacząca wymiana pokoleniowa, zarówno wśród artystów, jak i krytyków. Przyszli młodsi, dorastający często w późnym PRL-u i inaczej definiujący hierarchię tego, co ważne w sztuce.
Lata 80. zostały zepchnięte na margines. Dla młodych istotniejsze okazywały się doświadczenia wcześniejszych dekad. Dziś zaczyna się to zmieniać. Ostatnia dekada Polski Ludowej staje się interesująca jako rezerwuar wyobrażeń, mitów, czasami zaczerpniętych z dziecinnych wspomnień (chociażby poznańska grupa Penerstwo), ale też intrygująca bywa praktyka działania i pewne formy rozwiązań instytucjonalnych stosowanych w latach 80. (jak łączenie się w grupy artystyczne). Wreszcie zaczyna być przypominana twórczość tego czasu. W ubiegłym roku miała miejsce ważna wystawa "Republika bananowa" przygotowana przez Jolantę Ciesielską. Teraz w Muzeum Sztuki Nowoczesnej można oglądać pokaz "Mógłbym żyć w Afryce".
Teledyski i ziny
Nie jest to wystawa pretendująca do pełnego obrazu lat 80. Nie nazwałbym jej także próbą rewizji tego czasu, chociaż przez niektórych w ten sposób została odebrana. Ryszard Woźniak, jeden z członków Gruppy zażądał nawet usunięcia swojej pracy z ekspozycji, protestując w ten sposób przeciwko fragmentaryczności ekspozycji. Istotnie, "Mógłbym żyć…" pokazuje tylko wybrane aspekty tego okresu, przede wszystkim związki sztuki z kulturą młodzieżową, z funkcjonującymi wówczas subkulturami, ale też bliskość działań plastycznych i muzycznych. Sam tytuł wystawy zaczerpnięto z filmu o legendarnej grupie Izrael, nakręconego przez Holendra Jacques’a de Koninga. Wypowiedzi jej członków swą swoistym wprowadzeniem w epokę. Sami artyści zakładali wówczas zespoły, jak NAO Sternenhoch Zbigniewa Libery i Jerzego Truszkowskiego (reaktywowany na czas wernisażu wystawy). Muzyka - słuchana na kasetach i przegrywana z radia - była zapewne naturalnym doświadczeniem każdego dorastającego nastolatka (na wystawie znalazły się kasety ze zbiorów Mirosława Bałki z własnoręcznie przez niego wykonanymi okładami).
"Mógłbym żyć w Afryce" stara się uchwycić sposób, w jaki definiowano przestrzeń wolności. Szuka tego, co można by nazwać szczelinami pomiędzy życiem oficjalnym a nurtem opozycyjnym. To zresztą przestrzenie trudne do zdefiniowania i stale podlegające zmianom oraz przekształceniom (przecież władza także próbowała przejąć nowe zjawiska w kulturze młodzieżowej dla kanalizacji niezadowolenia i buntu młodych). Miejsc wolności było zresztą więcej, niż pokazuje to wystawa w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Sztandarowym już przykładem jest Łódź Kaliska i cały ruch "Kultury zrzuty". Jednak te poszukiwania koncentrowały się przede wszystkim w przestrzeni samej sztuki. Wystawa pokazuje to, co działo się poza jej terenem.
Bunt młodego pokolenia, punkowe kapele, fascynowały w tym czasie wielu, także artystów o znacznym już dorobku, czego przykładem jest Józef Robakowski kręcący - świetny - teledysk dla zespołu Moskwa. Z drugiej strony, sami artyści nie działali w separacji od ówczesnej opozycji, chociażby Zbigniew Libera, który został skazany na więzienie właśnie za antysystemową działalność .
Afryka czy utopia
Na wystawie udało się uchwycić także wspólne fascynacje debiutujących w tej dekadzie. Wielu próbowało kreować światy, w których można byłoby się skryć, by zachować niezależność od oficjalnego życia, ale też zamanifestować odrębność od ruchu opozycyjnego. Wśród tych mitycznych, utopijnych światów wolności szczególne miejsce zajmuje Afryka. Pojawia się w obrazach Gruppy. "Mógłbym żyć…" pokazało też wielką figurę Jeana Bedela Bokassy, autorstwa grupy Neue Bieriemiennost’ (Bałka, Mirosław Filonik, Marek Kijewski). To obrazoburczy portret satrapy siedzącego w rozkroku z gigantycznym penisem wijącym się niczym wąż. To Afryka fantasmagoryczna, zaludniona przedziwnymi stworami. Jednak bywała bardzo realna. To przecież tam wybrał się Zbigniew Libera, chcąc uwolnić się od rzeczywistości w kraju.
Lata 80. były również czasem negacji dotychczasowego sposobu funkcjonowania artystów, wyobrażeń o ich powinnościach, a także podważenia oczekiwań wobec samych dzieł. Artyści chętnie sięgali wtedy po narzędzia bliskie subkulturze, poszerzając tym po raz kolejny obszar samej sztuki: ziny czy graffiti, o czym przypominają wydania wrocławskiego "Luxusu". Jednak oglądając wystawę w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, można odnieść wrażenie, że dla wystawionych na niej artystów był to przede wszystkim czas zbierania doświadczeń. Mityczne wyprawy z lat 80. zaprowadziły ich w dość zaskakuje rejony. W następnej dekadzie - by pozostać tylko przy kilku przykładach - Mirosław Bałka zaczął sięgać do ukrytych pokładów pamięci indywidualnej i zbiorowej. Nieobecny na wystawie Grzegorz Klaman śledził relacje ciała i władzy, a Marek Kijewski swoimi zaskakującymi rzeźbami intrygująco zajął się relacjami między sztuką a kulturą masową.
Doświadczenia lat 80. wymagają ponownego przemyślenia. Spojrzenia bez sentymentów, wychodzącego poza wspomnienia i wyliczanie zawiedzionych nadziei. Może po 20 latach nowej Polski nadchodzi na to czas.
"Mógłbym żyć w Afryce", Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Warszawa, wystawa czynna do 19 września, kurator: Michał Woliński
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















