Przez cały ubiegły tydzień wraz z bohaterami Ewangelii św. Jana zmagaliśmy się z pytaniami o Jezusa. Kim On jest? Co oznaczają Jego czyny (uzdrowienie paralityka przy sadzawce Bethesda)? I słowa („Ojciec mój działa aż do tej pory, i Ja działam”)? Czy to oznacza, że jest równy Ojcu? Jest Bogiem? I ostatnie: Czy On jest Chrystusem/Mesjaszem? (zob. J 7, 25-30).
Ale przecież...
Przecież wiemy, skąd On jest: z Galilei. Brrrr. Jak można w ogóle wychować się w Nazarecie? I dalej: Czy On się w ogóle gdziekolwiek uczył? Kto wie, jaką szkołę kończył? Kto zna Jego mistrzów? Jezus nie udaje, że nie słyszy pytań, które narastają wokół Niego; nie udaje też, że nie widzi – i nie czuje – zagęszczającej się wokół Niego atmosfery nienawiści („usiłujecie Mnie zabić...”).
W odpowiedzi wskazuje dwa źródła swojego autorytetu. Pierwszym jest Jego relacja z Ojcem: „Nie przyszedłem sam od siebie; prawdomówny jest Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał”.
Jezus jest w stałej, życiodajnej, a nieprzenikliwej dla zewnętrznych obserwatorów relacji z Ojcem. To pośrodku niej rodzi się Jego posłanie. Jako wydarzenie. I jako treść. Nie, Jego autorytet nie bierze się z miejsca urodzenia. Ani ze sławy szkoły, którą ukończył. Bierze się z intensywności relacji z Ojcem. To dzięki niej zna i rozumie działanie Boga, i może się w nie włączyć. I dzięki niej Jego słowo o Bogu nie jest wyuczoną „formułką” – ma w sobie siłę rzeczywistego i aktualnego świadectwa.
Drugie źródło autorytetu kryje się w zakończeniu sygnalizowanej wyżej perykopy: „Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła” (w. 30). To rodzaj Janowego refrenu, który będzie się teraz coraz częściej powtarzał w Ewangelii – zdanie podkreślające wolność Jezusowej decyzji w odniesieniu do Krzyża. Zostanie „pojmany”, uwięziony i ukrzyżowany, wtedy i tylko wtedy, gdy nadejdzie Jego Godzina. Tej zaś nikt nie jest w stanie przyspieszyć. I nie wydarzy się ona bez Jego zgody. Raz po raz przekonują się o tym Jego przeciwnicy – przekonani, że już Go dopadli, i że już teraz nie wypuszczą Go z rąk. Że przyszedł Jego koniec. A On wymyka się z ich rąk, znika, oddala się itd. Po prostu nie mają nad Nim władzy. On odda życie wolnym aktem woli, nie zostanie Mu ono zabrane decyzją Jego wrogów.
A więc: intymna relacja z Ojcem; i chęć – zdolność – oddania życia za tych, do których został posłany. To są dwa źródła autorytetu Jezusa. To także wielkie skrutynium (sprawdzenie) dla tych, którzy się na Jego autorytet mają odwagę powoływać... ©
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















