Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

1914, czyli 2003

1914, czyli 2003

02.11.2003
Czyta się kilka minut
Polacy kojarzą wojnę z szansą zdobycia wolności. Dla Niemców wojny były ekspansjonistyczne, okrutne lub totalne.
E

Europa była na krawędzi wojny. Panowała histeria szpiegowska, wszędzie w Europie wzmocniono posterunki graniczne. Jaka jednak różnica w nastrojach! W Galicji, w zaborze austriackim, potajemnie ćwiczyli ochotnicy, zbierano datki na polski fundusz wojskowy, wręcz modlono się do Boga, jak pisał Mickiewicz, aby “wojnę powszechną" dał. Kiedy polscy socjaliści wiązali z wybuchem wojny w Europie nadzieję na niepodległość Polski, w Berlinie rozpadła się Międzynarodówka Socjalistyczna, znajdująca się między młotem patriotyzmu a kowadłem pacyfizmu. Wybór między wolnością i zniewoleniem wyglądał dla nich inaczej: w imię wojny ze nienawidzonym caratem mieli zginąć synowie robotników, przedłużając życie niemieckiej monarchii.

Na tle tych doświadczeń różnice w podejściu do wojny w Iraku, jakie ujawniły się między Polską i Niemcami, wyglądają jak lustrzane odbicie mapy nastrojów z 1914 r. Zachód martwił się o długofalowe skutki wojny, zanim jeszcze wojna wybuchła, Polacy widzieli w niej szansę na zniesienie ucisku i zwycięstwo wolności nad Zatoką.

Ani rewolucji, ani powstań nie było zbyt wiele w historii Niemiec, dlatego też wojny nie kojarzono z szansą zdobycia wolności. Wojny były ekspansjonistyczne, służyły powiększeniu terytorium, były okrutne, jak wojna trzydziestoletnia, bitwa pod Verdun lub “wojna totalna" Hitlera. Kiedy Niemcy wzięli rozbrat z imperializmem, słowo “wojna" straciło jakikolwiek pozytywny wydźwięk. Zawsze oznaczało klęskę: polityki, dyplomacji, pokojowych metod rozwiązania konfliktu.

Taki sposób myślenia wzmocnił się dzięki debatom z lat 80. o stacjonowaniu rakiet średniego zasięgu w Europie. Amerykanin - Jonathan Schell, autor książki “The End of the Earth", dowodził, że w przeciwieństwie do wszystkich poprzednich wojen w historii, wojna nuklearna mogłaby doprowadzić do zagłady całej ludzkości. O ile więc teoretycy “wojen sprawiedliwych" mogli uzasadnić słuszność wojny obroną określonych dóbr lub wartości, o tyle wojna w epoce nuklearnej byłaby pozbawiona sensu, ponieważ wraz z ludzkością zniszczyłaby wszelkie wartości, w imię których by ją wypowiedziano. Ta argumentacja oddzielała pacyfistę, odmawiającego stosowania przemocy z przyczyń etycznych (ryzykując posądzeniami o sprzyjanie złu) od “pacyfisty atomowego", który nie odrzuca przemocy jako środka ostatecznego, ale odmawia prawa do posiadania broni nuklearnej i posługiwania się nią.

Takiej dyskusji w Polsce nie było. Nie miałaby zresztą sensu, bo w czasie, kiedy toczyła się w Niemczech, Polska nie miała żadnego wpływu na stacjonowanie broni atomowej na swoim terytorium. To brak tej dyskusji powoduje, że niemiecki minister spraw zagranicznych Joschka Fischer bywa w Polsce określany mianem pacyfisty, który w 1999 r. zmienił poglądy, zgadzając się na interwencję NATO w Kosowie. Tymczasem Fischer nigdy nie był pacyfistą. Uciekał się do przemocy, choćby walcząc z policją w czasach bujnej lewicowej przeszłości. Był natomiast, jak wielu Niemców w latach 80., “pacyfistą atomowym". Dyskusje z tamtego czasu wszczepiły Niemcom przekonanie, że również po zażegnaniu “doktryny odstraszania" zawsze trzeba sprawdzić, czy skutki rozwiązania siłowego nie przekreślą celów, w imię których rozpoczyna się konflikt.

W przypadku wojny w Zatoce politycy i niemiecka opinia publiczna martwili się zagrożeniami płynącymi z destabilizacji Iraku. Inaczej w Polsce, gdzie z wojną wiązano tylko szanse: na zaprowadzenie wolności i obalenie krwawej dyktatury.

Również słowo “stabilizacja" jest określeniem, które, choć brzmi podobnie w obu językach, nie oznacza tego samego. Czy to nie rozszerzenie NATO i UE miało zapobiec destabilizacji Europy Środkowo-Wschodniej, “abyśmy eksportowali stabilność zamiast importować destabilizację"? W niemieckich uszach stabilizacja ma wartość samą w sobie. W opinii Polaków stabilizację warto czasami poświęcić dla zmiany nieznośnego status quo: jak w 1989 r. dla przeprowadzenia radykalnych, ale koniecznych reform albo dla obalenia krwawego dyktatora - jak nad Tygrysem i Eufratem w 2003 r.

Czy poparcie dla interwencji w Iraku było, jak twierdzili polscy komentatorzy i niektórzy intelektualiści (np. Adam Michnik i György Konrad), echem doświadczeń z komunistyczną dyktaturą? Być może w przypadku intelektualistów z antykomunistyczną przeszłością. Jednak decyzję o wsparciu amerykańskiej interwencji podjął w Polsce rząd o proweniencji postkomunistycznej. Gdyby miał ją podjąć jako konsekwencję doświadczeń swoich członków w komunizmie, musiałaby ona być dokładnie odwrotna. Więcej: jak w innych krajach Starego Kontynentu, także w Warszawie decyzję o wsparciu dla Amerykanów podjęto na przekór opinii publicznej.

W Niemczech “strategia usprawiedliwienia" przebiegała inaczej. Wystarczy popatrzeć na kilka okładek tygodnika “Der Spiegel", aby przekonać się, że amerykańska interwencja w Iraku dla części opinii publicznej była pretekstem do umocnienia obrazu Niemców jako ofiar drugiej wojny światowej. Tytuły “Spiegla" wyraźnie sugerowały związek między bombardowaniem Bagdadu przez Amerykanów i bombardowaniem niemieckich miast przez aliantów w ostatniej fazie drugiej wojny światowej. Posługiwano się nawet określeniami (Bombenhagel, Bombenterror etc.) zastrzeżonymi w dyskursie niemieckim dla opisów bombardowania Drezna.

To niemieckie dyskusje i pojednanie między pokoleniem ‘68 oraz generacją wojenną spowodowały, że zdjęciami bombardowanego Bagdadu można posługiwać się w taki sposób. Tym samym jednak przeszłość hitlerowska nie zawiera już żadnych jednoznacznych lekcji dla dzisiejszej polityki zagranicznej. Jej relatywizacja nie musi prowadzić ani do militaryzacji niemieckiej polityki (jak obawiano się na początku lat 90.), ani większej odpowiedzialności w ramach organizacji międzynarodowych (jak pokazuje odmowa kanclerza Gerharda Schrödera uczestniczenia w jakiejkolwiek interwencji w Iraku, nawet na podstawie mandatu ONZ).

Z hitlerowskiej przeszłości można wyciągać przeciwstawne wnioski. Na zasadzie “nigdy więcej Oświęcimia", 60 lat po okupacji Jugosławii przez armię Hitlera, można interweniować w Kosowie, a pod hasłem “nigdy więcej wojny" odmówić interwencji w Iraku, nawet gdyby okazała się ona zgodna z prawem międzynarodowym. Być może niemiecka polityka zagraniczna nie wyszła spod cienia Hitlera wraz ze zjednoczeniem Niemiec, przeniesieniem stolicy do Berlina, powstaniem zielono-czerwonej koalicji czy interwencją w Kosowie, ale dopiero teraz. Gdy Niemcy założyli “obóz pokoju" w proteście przeciwko największemu z aliantów drugiej wojny światowej.

KLAUS BACHMANN jest historykiem i politologiem. W latach 90. był korespondentem prasy niemieckiej w Polsce. Ostatnio wydał “Którędy do Europy?" (2001).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Profesor nauk społecznych na SWPS Uniwersytecie Humanistyczno–Społecznym w Warszawie. Bada, wykłada i pisze o demokratyzacji, najnowszej historii Europy, Międzynarodowym Prawie Karnym i...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]