Bonowicz: Z dziejów honoru w Polsce

W życiu ważne jest, żeby być wdzięcznym. Nauczyć się z wdzięcznością przyjmować wszystko – i dobre, i złe.
Czyta się kilka minut
Wojciech Bonowicz / fot. Grażyna Makara /
Wojciech Bonowicz / fot. Grażyna Makara /

Machiavelli powiada, że ludzi trzeba zdobywać pieszczotami albo niszczyć. To nie to samo, ale akurat mi się przypomniało.

Zaczęło się od tego, że Z. napluł mi na buty. Ponieważ jestem jego przełożonym, podziękowałem mu, bo buty rzeczywiście były zakurzone. Poza tym mógł przecież napluć mi na spodnie. A tak schyliłem się tylko i szybko starłem, co tam było. Owszem, powinienem był zażądać, żeby to on starł. Ale nie mógł się przecież schylić, bo by mu pistolet wypadł.

Ponieważ nie wyrzuciłem Z. z pracy, podobne zaczepki zaczęły regularnie się powtarzać. Zgodnie z moim wewnętrznym przekonaniem, które otrzymałem z góry, nie reagowałem inaczej, jak tylko dziękując mu publicznie i podkreślając, że konstruktywna krytyka jest fundamentem naszej jedności. Przy okazji omal nie udławiłem się własnym językiem, ale na szczęście ktoś z mego otoczenia klepnął mnie w plecy. Prokuratura wszczęła nawet śledztwo mające ustalić, kto to był.

Jakiś czas temu Z. przed kamerami nazwał mnie „miękiszonem”. Słowo jak słowo, nie bardzo było o co się obrażać, chociaż szlag mnie trafiał. Nie podziękowałem mu jednak publicznie, bo dostałem inne instrukcje. Najwyższy Przełożony pouczył mnie, że nie muszę dziękować za każdym razem, kiedy jestem poniżany, bo to się robi nudne. Powinienem dziękować tylko wtedy, kiedy zostanę naprawdę solidnie upokorzony. Oczywiście podziękowałem mu za tę uwagę, a on chyba nawet uprzejmie się uśmiechnął, czy może skrzywił, bo nie widziałem. Jak już wstałem z kolan, w pokoju nie było nikogo.

A potem zjawił się jeszcze A., żeby mi powiedzieć, że jego partyjny kolega nas okrada. Nas, to znaczy nie mnie i jego konkretnie, ale nas w ogólności, suwerena, jak to się kiedyś mówiło. Natychmiast podziękowałem mu publicznie, że mi powiedział to, o czym już od jakiegoś czasu trąbiły media, bo bez niego byłbym jak dziecko we mgle. I że złożył zawiadomienie do prokuratury, bo nie wiadomo, czy bez zawiadomienia w ogóle by się tą sprawą zajęła. Przełożony był chyba ze mnie zadowolony, bo tym razem się nie odezwał.

Wieczorami podczytuję sobie przed snem tego Machiavellego i to mi przywraca spokój ducha. Ostatnio zakreśliłem fluorescencyjnym flamastrem przestrogę: „ten, kto zrywa z tym, co jest robione, na rzecz tego, co powinno być, prędzej upadnie, niż przetrwa”. Chyba wiem, o co w niej chodzi i o kim mowa.

A jakby tego było mało, kiedy już zasnę, to śni mi się, że dziennikarze znów przyłapali mnie na jakimś kłamstwie. I co? I nic. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2023