Pełna transkrypcja rozmowy
Poniższy tekst powstał w oparciu o transkrypcję maszynową, może zawierać usterki językowe.
Szacuje się, że mniej więcej jedna trzecia wszystkiego, co dziś publikuje się w mediach społecznościowych, została wygenerowana przez sztuczną inteligencję. Przypuśćmy, że trend ten się utrzyma, aż ostatecznie treści tworzone przez ludzi staną się mniejszością. Co wtedy?
Cześć i czołem, szanowni państwo, tu Łukasz Lamża i „Jeszcze inna przyszłość” dla Podkastu Tygodnika Powszechnego. Dzisiaj kontynuacja czegoś, co zacząłem w poprzednim odcinku, czyli zastanawiania się nad przyszłością internetu. Jeżeli jesteście zainteresowani, to zajrzyjcie do poprzedniego podkastu. Tam opowiedziałem pokrótce główne epoki rozwoju internetu: od czysto akademickiej sieci wymiany danych przez internet tworzony przez twórców, później internet 2.0, tworzony przez gości, tworzony przez każdego, i powolutku coś, co zaczyna chyba zasługiwać na miano kolejnej epoki w rozwoju internetu, czyli to, co się dzieje obecnie. Internet tworzony głównie przez boty/agenty/sztuczną inteligencję.
Podałem nieco statystyk w poprzednim odcinku, w międzyczasie dotarłem do takich chyba najlepszych z dotychczas przeze mnie znalezionych podsumowań ilościowych. Więc jeżeli ktoś jest zainteresowany, może zajrzeć do poprzedniego odcinka, a teraz błyskawiczne podsumowanie, z jakiego typu skalą mamy do czynienia.
Korzystam z takich bardzo fajnych raporcików opublikowanych przez portal Originality AI. No więc cóż my tu mamy? Jeżeli chodzi o LinkedIn, to odsetek długich treści, bo tu są analizowane tylko długie posty na platformie LinkedIn, tu mamy 8800 postów z okresu kończącego się w październiku 2024 roku i później tam ostrożnie aż do 2025. Odsetek długich postów tworzonych przez AI, od 2018 roku trzymał się gdzieś na poziomie 2, 5 do 7 procent. Później wraz z wypuszczeniem ChatGPT-4 mieliśmy taki skok do obecnego poziomu 40-45 proc., w pewnych przypadkach nawet 60 proc.
Około połowa, szacuje się, długich postów na LinkedInie powstała z użyciem algorytmów generatywnych. Dalej, jeżeli chodzi o treści, na które się natrafia, kiedy się wyszukuje różne popularne frazy poprzez Google, to ten współczynnik w podobnym okresie, w 2023 roku, na przełomie roku 22 i 23 od takiego poziomu 4-5 proc. zaczął wzrastać. Mieliśmy taki wielki pik. Aktualnie oni oszacowują, że na początku 2025 roku około 20 proc. wszystkich stron, na które odsyła nas Google po jakimś wyszukiwaniu, mniej więcej 20 proc. ma treści wygenerowane przez AI.
Jeżeli chodzi o Facebook, to mamy bardzo podobną skalę czasową, czyli na samym początku 2023 roku wielki wzrost. Znowu, jaki procent treści? To są długie posty na Facebooku, 8 855 sztuk zbadano w podobnym okresie. No i tu mamy znowu taki poziom między 5 i 10 proc. to sobie tam oscylowało. Później mamy początek roku 2023. Zaczyna to powolutku rosnąć. 10, 15, 20, 25 proc. Aktualne oszacowanie to jest 40 proc.
Cóż my tu jeszcze mamy? No Reddit. Tutaj jest dosyć duży szumek tych danych. Natomiast wygląda na to, że to mniej więcej w 2024 roku osiągnęło poziom 20-25 proc. Tak to mniej więcej wygląda w takich głównych miejscach, gdzie teoretycznie powinni tworzyć to użytkownicy. Wspomniałem w poprzednim odcinku o czymś takim jak teoria martwego internetu – dead internet theory. I to się czasami określa jako teorię spiskową, że internet to tak naprawdę nie są już ludzie, tylko boty. Jak to tak przedstawić, to to brzmi trochę jak teoria spiskowa, natomiast kiedy to skonfrontować z danymi, no to może nie większość, natomiast duża, znaczna część.
Żeby była też jasność terminologicznie, ja będę używał tych słów wymiennie, bo w praktyce chodzi o to samo. Klasycznie mówimy „boty”, dlatego że zjawisko generowania treści przez jakiś program komputerowy, nazywany botem, to jest bardzo stare zjawisko. Od kiedy właściwie tylko istnieją w ogóle sieci społecznościowe, to mamy takie zjawisko, mamy z nim do czynienia, więc nie jest to nowe. I takie tradycyjne słowo na program komputerowy tworzący treści lub wręcz je publikujący w internecie, brzmi „bot”. Jakoś tak się przyjęło, że gdzieś od dwóch, trzech lat zaczynamy szczególnie intensywnie używać określenia „sztuczna inteligencja” – z przyczyn i z uzasadnieniami, na omówienie których nie mamy teraz czasu i przestrzeni. Tak czy inaczej, sztuczna inteligencja, kiedy mówimy w tym kontekście, to chodzi o algorytmy generatywne oparte na dużych modelach językowych, takie jak ChatGPT, tworzące treści, można by powiedzieć, dla botów, które będą te treści publikować w internecie.
Słowo „agent” ostatnio robi wielką karierę, stało się jednym z haseł marketingowych wielkich producentów modeli językowych, więc hasło „agent” ostatnio staje się coraz popularniejsze w praktyce. Chodzi o – jak by to najprecyzyjniej powiedzieć się zastanawiam – znowu chodzi o program komputerowy, chodzi o jakąś aplikację, która będzie mogła działać – wrócę do tego tematu pod koniec dzisiejszego odcinka – a więc również potencjalnie działać w moim imieniu.
Mówimy o czymś takim jak agenci, czy też agenty AI, które są w stanie zabukować hotel w moim imieniu, dokonać pewnej płatności, z którymi ja mogę rozmawiać, poprosić je o wykonanie jakiegoś zadania, one są w stanie stworzyć plik, wysłać go, mają dostęp do mojej skrzynki mailowej. O tego typu rzeczach mówi się dzisiaj jako o agentach AI i w najbliższym czasie rzekomo będziemy mieli wysyp tego typu agentów. Natomiast w tym konkretnym kontekście, o którym mówimy dzisiaj, tego typu agentem AI-owym byłby model językowy, generatywny, realizujący pewne działanie, komentujący, lajkujący, czyli działający w internecie.
OK, przypuśćmy, że już wiemy mniej więcej, o czym mówimy, i jakie jest zjawisko. Ja bym zaczął od takiego wyjaśnienia, że mamy tak naprawdę do czynienia z czterema różnymi zjawiskami, zależnie od tego, kto publikuje i z jaką intencją, i z jak dobrym oznaczeniem, co tak naprawdę następuje.
A więc pierwsze zjawisko to jest rzecz następująca. Człowiek, prawdziwy człowiek, żywy człowiek, publikujący coś w mediach społecznościowych, wygenerowanego przez AI, natomiast opisanego jako AI. Czyli prosty przykład. Ja w tym momencie postanowiłem coś sobie wygenerować przez ChatGPT, jakiś obraz na Meet Journey i publikuję to, wrzucam na swojego Facebooka i mówię: patrzcie, zobaczcie jaką ciekawą rzecz mi wygenerował ten algorytm, co wy na to?
Czyli jawne wyprodukowanie czegoś, opisanie tego wyraźnie, że zostało wygenerowane przez AI. Zjawisko, o którym można sądzić różne rzeczy, natomiast nie jest ono zdecydowanie niejawnym zatruwaniem internetu przez sztuczną inteligencję. Można powiedzieć, że jest naganne z punktu widzenia artystycznego, z punktu widzenia estetycznego czy jakiegokolwiek innego, ale jest to zjawisko zupełnie inne niż to, o czym będziemy za chwilę mówić. Wspominam o tym, dlatego że to też nam zanieczyszcza statystyki. Czyli jeśli przyglądamy się wszystkim postom publikowanym na mediach społecznościowych dzisiaj w styczniu, lutym właściwie 2025 roku, to natrafimy tam też na rzeczy, które ktoś po prostu wrzucił: „patrzcie, co mi AI wygenerowało”, i te statystyki to częściowo również podnosi.
To jest zjawisko jedno, zupełnie inne niż to, które jest clou dzisiejszego podkastu.
Drugie zjawisko, ludzie wrzucają AI, wiedząc, że zostało to wygenerowane przez AI, ale nie informują, że zostało to wygenerowane przez AI, czyli oszustwo. I to dzieje się w wielu dziedzinach życia. To są przypadki takie jak ludzie sobie na LinkedIn wrzucają jakiś tekst. Na przykład firma ich prosi, żeby publikowali regularnie, dlatego że to dobrze działa na wizerunek firmy. Nie chce im się tego robić, więc im to generuje ChatGPT pod ich własnym nazwiskiem. Ludzie tworzący treści filmowe, ludzie tworzący treści tekstowe, obrazy, żeby dostać dużo lajków, żeby budować sobie markę, żeby sobie budować społeczność.
To poważniejsze zjawisko, dlatego że jest bardziej istotne i ilościowo, i jakościowo. To znaczy to jest de facto zatruwanie internetu treściami generowanymi przez AI. W dodatku potajemnie, czyli nie wiadomo tak naprawdę, chyba że ktoś się domyśli, że to zostało wygenerowane.
Trzecie zjawisko to treści nie wrzucane już przez ludzi, tylko przez, no ja będę używał słowa „boty”, wygenerowane rzeczy przez AI, natomiast opisane również jako AI. I ja o tym troszeczkę mówiłem w poprzednim odcinku, że media społecznościowe dzisiaj eksperymentują z tego typu botami. Facebook wprowadził takie, no nie wiadomo tak naprawdę pierwsze kiedy, ale kilka miesięcy temu zrobiły dużą furorę, zostały wycofane. W praktyce chodzi o coś, o czym oni mówią nawet jawnie. Jesienią 2024 roku Zuckerberg powiedział wprost, że zamierzamy dodawać, teraz cytuję, „zamierzamy w najbliższym czasie dodać całą nową kategorię treści, które są wygenerowane przez AI. Uważamy, że jest to bardzo ekscytująca perspektywa rozwoju Facebooka, Instagrama i może Threadsów”.
W praktyce chodzi o to, że te sieci społecznościowe tworzą takie boty, ale opisane, że to jest Tania, nasz nowy bot AI-owy, może chcesz sobie z nim pogadać. One czasami udają ludzi, na przykład została tam, kilka takich botów zostało umieszczonych, tak, bot udający kobietę, mniej więcej 30-letnią z dziećmi. No więc to jest wszystko taka szara strefa, powiedzmy. Natomiast to też czysto teoretycznie jest wszędzie opisywane, czyli że to zostało wygenerowane przez AI, to jest AI-owe konto, to jest AI-owy bot.
Czwarte zjawisko, boty generujące treści algorytmami generatywnymi, ale nie opisujące ich jako algorytmy generatywne. I tu mamy całe wielkie uniwersum botów, spam botów ideologicznych, farmy wirtualnych trolli, masowe wpływanie na opinię publiczną, wszelkiego rodzaju boty wyborcze, wszelkiego rodzaju akcje zorganizowane, związane choćby z obecną wojną na Ukrainie, czyli boty prorosyjskie i antyrosyjskie, no cała wojna ideologiczna, tego typu rzeczy wszystkie.
Czyli to są boty, które podszywają się pod rzeczywistego człowieka, wymyślona jest jakaś persona i nie jest to wyraźnie opisane w jakikolwiek sposób. I to jest, powiedziałbym, z tych wszystkich zjawisk, to jest zdecydowanie zjawisko najbardziej niebezpieczne. Dlaczego? Przede wszystkim ze względów ilościowych. Trzeba wziąć pod uwagę, że człowiek, który coś sobie wygeneruje i to wrzuci, jest w stanie zrobić jedną, dwie, trzy może takie rzeczy dziennie. Jeżeli jest bardzo zdyscyplinowany i zdesperowany, to więcej. Natomiast nie zrobi tego, powiedzmy sobie, dziesięciu tysięcy w ciągu minuty. Tymczasem bot jest w stanie dziesięć tysięcy takich treści w ciągu minuty wrzucić, albo i więcej. A więc jeżeli mówimy o rzeczywiście zdominowaniu internetu przez tego typu treści, to zdecydowanie najbardziej niebezpieczne jest to zjawisko ostatnie.
Co się może wydarzyć? Przyznam się, że postanowiłem najpierw, że sam spróbuję wymyślić, jakie są możliwe scenariusze przyszłości w tego typu świecie. Później poczytałem troszeczkę, co piszą na ten temat inni, czyli zrobiłem takie przeszukiwanie po dziennikarzach, którzy na te tematy piszą, ale muszę powiedzieć, że nie znalazłem nic szczególnie interesującego. Jestem, przyznam się, zaskoczony, jak mało się na ten temat pisze. Myślałem, że znajdę całe morze tego typu dyskusji, ale nie wiem, wszyscy zachowują się, jakby to się jeszcze chyba nie wydarzało, a to się po prostu wydarza.
Więc to, co ja w tym momencie opowiem, to są cztery scenariusze tego, co może się wydarzyć, jeśli ten trend się utrzyma.
Uwaga, scenariusz numer jeden. Nie zorientujemy się. Czyli to jest taki scenariusz, w którym twórcy tych treści, czy też te wielkie portale, wielkie media społecznościowe/ludzie, którzy im płacą, robią to. Robią to coraz intensywniej, ale robią to umiejętnie. Umiejętnie podsycają nasze zainteresowanie, umiejętnie maskują się jako prawdziwi ludzie i, że tak powiem, udaje im się. Czyli media społecznościowe zostają w coraz większym i większym stopniu zaludnione przez istoty, które nie są prawdziwymi ludźmi, tylko są botami, które przekonują nas do swoich decyzji konsumenckich, życiowych, politycznych i jakichkolwiek innych.
Docelowo można sobie wyobrazić taką sytuację, że gdzieś tam sobie wchodzę, że rzeczywiście to jest martwy internet, na jakimś Reddicie, Facebooku, Instagramie, na TikToku. To, co widzę, jest – powiedzmy sobie – w 95 proc. wygenerowane. Komentujące osoby nie są tak naprawdę osobami, tylko znowu gdzieś tam, powiedzmy, w 95 proc. to są boty.
Jakie są negatywne konsekwencje tego scenariusza? To bardzo łatwo sobie wyobrazić i to mamy w miarę dobrze przegadane. Czyli masowa dezinformacja, istotne wpływanie na decyzje życiowe, konsumenckie, polityczne, wpływ na wybory. Właściwie wpływ na wszystko, na to, w jaki sposób myślimy, o czym myślimy.
Z takich mniej oczywistych rzeczy myślę, że jednym ze skutków ubocznych takiego scenariusza mogłoby być długofalowe zaburzenie tego, w jaki sposób ludzie nawiązują relacje międzyludzkie, dlatego że mimo wszystko rozmowy z żywymi osobami, ja tak uważam, są jednak czymś innym niż rozmowa z nawet bardzo dobrą iluzją człowieka. W związku z czym myślę, że osoba przyzwyczajona w skali 5-10 lat, powiedzmy sobie od 10. roku życia, do rozmów z tego typu czatbotami, myślę, że nie wykształciłaby sobie prawidłowo umiejętności komunikacyjnych, być może empatii.
Więc gdyby tego typu sytuacja utrzymała się przez dłuższy czas, myślę, że skutkiem tego mogłoby być dosyć dużo negatywnych zjawisk społecznych i psychologicznych.
Ale ten scenariusz jest w miarę, z tych wszystkich, o których będę mówił, ten jest najlepiej opisany i zbadany. O tym jakby wszyscy wiemy i o tym się dosyć dużo mówi, o tej rosnącej dezinformacji.
Myślę, że ciekawszy jest scenariusz drugi, mianowicie – zorientujemy się. Czyli mogłoby na przykład dojść do tego scenariusza wtedy, gdyby jakość tego nie była wystarczająco dobra. Mamy powody, żeby przypuszczać, że oni nie są wcale tacy genialni. Bardzo lubimy sobie wyobrażać, że są tak zwani inni potężni i że ci inni potężni są jednocześnie genialnie makiaweliczni, ale oni też popełniają błędy i Facebook wycofał się z kilku swoich kont, dlatego że to po prostu się ludziom nie podobało. To było dla ludzi męczące, irytujące, było zbyt bliskie tzw. Doliny niesamowitości. To trochę przypominało ludzi, ale niewystarczająco dobrze, żeby ludzi zaangażować.
Krótko mówiąc, jest taki scenariusz, w którym jest to powolutku, powolutku wprowadzane, są różne próby, ale one są nieudane. Jest tego za dużo, jest to zbyt niskiej jakości, jest to nieprzyjemne, jest to plastikowe, jest to irytujące, zainteresowanie tym spada. I co się może z tym wydarzyć?
Jeżeli się wycofają oczywiście z tworzenia tego typu treści, to tak to sobie będzie działało, ale dużo ciekawszy jest scenariusz, w którym będzie im to przynosiło wciąż korzyści finansowe. Czyli będą mieli motywację finansową, żeby tego typu treści publikować, będzie to zwiększało liczbę wyświetleń, reklam itd.
Więc jedna z rzeczy, które mogą się wydarzyć, to jest stopniowa niechęć do publicznego internetu, czyli stopniowo rosnąca popularność platform, nazwijmy to, lokalnych. Myślę w tym momencie o takich rzeczach jak grupy na WhatsAppie, na Messengerze, grupy na Discordzie, inne tego typu zamknięte grupy, których użytkownicy znają każdą osobę.
Spotkałem się z takim określeniem, że to jest dark social web w odniesieniu do dark webu, czyli części internetu, która nie jest tak bezpośrednio dostępna. Tak samo się czasami mówi o dark social web, czyli o sieciach społecznościowych, natomiast nie są one publicznie dostępne. To są zamknięte grupy i na tych zamkniętych grupach, im są mniejsze, tym jest częstsza sytuacja, że ludzie się po prostu indywidualnie znają. To są po prostu grupy znajomych.
I to jest dosyć interesujący scenariusz, dlatego że statystyki też pokazują, że ludzie spędzają dużo czasu na tego typu grupach prywatnych, powiedzmy sobie, prywatnych czy tam lokalnych. Ludzie czerpią dosyć dużo informacji z rzeczy, o których usłyszeli od swoich bezpośrednio bliskich, znajomych, od rodziny. Więc jest pewien potencjał w tym, żeby siła tego typu grup rosła, czyli żeby z czasem internet zamienił się tak naprawdę głównie w taką, ponownie, w sieć teleinformatyczną łączącą ze sobą ludzi, głównie w zamkniętych grupach.
Tymczasem ten internet publicznie dostępny, globalny, cieszyłby się coraz mniejszym powodzeniem, coraz mniejszym zainteresowaniem. Jest to, myślę, pewien interesujący scenariusz. Nie wydaje mi się, że jest on niemożliwy. Jakie są problemy z tym scenariuszem? No po pierwsze te pierwotne treści, którymi my się dzielimy ze sobą na WhatsAppie, na Messengerze, na Discordzie, wciąż mogą być wygenerowane przez AI, mogą być fake newsami, mogą być bzdurami generatywnymi, więc to jakby nie do końca musi ten problem rozwiązywać.
Po drugie no nie o to chodziło w internecie. Początkowo w internecie chodziło o to, żeby powstała globalna wioska, czyli ja miałem wejść do internetu, żeby poznać wszystkich ludzi z całego świata, którzy się interesują modelarstwem albo wykonywaniem kolorowych diagramów. Tymczasem w tym scenariuszu wszystkie tego typu publiczne miejsca byłyby potencjalnie podejrzane i nie cieszyłyby się powodzeniem, dlatego że byłoby założenie, że nie trafię tam na prawdziwego człowieka, że będzie plastikowo i niefajnie.
Gdyby doszło do takiej sytuacji, że ludzie powoli przyzwyczajają się, zwłaszcza nowe pokolenia użytkowników internetu, że internet jest taką plastikową, AI-ową bzdurką, a wszystkie fajne rzeczy dzieją się po prostu w małych grupach, no to jest to w pewnym sensie wypaczenie idei internetu.
Scenariusz trzeci nazwałem „kolaps”. Nie mam tak naprawdę dobrego pomysłu, jak poważny mógłby być kolaps. Natomiast chciałem wyróżnić pewien taki scenariusz, w którym wyraźnie ten eksperyment się jeszcze bardziej nie udał. Myślę o sytuacji takiej, w której ilość tych treści generatywnych początkowo rośnie i rośnie za szybko. Następuje inflacja. Myślę, że mogłoby do tego dojść, mogłoby to nastąpić, gdyby stało się to procesem głównie motywowanym czynnikami finansowymi.
Myślmy cały czas o tym, kto tak naprawdę może zyskać na tego typu botach. Mamy oczywiście boty motywowane ideologicznie, czyli powiedzmy sobie: jest kwestia polityczna, wybory na przykład są, mamy jednego, drugiego kandydata, obydwaj czy obydwoje mają interes w tym, żeby przy pomocy botów wpływać masowo na opinię publiczną. Mamy wojnę na Ukrainie i Rosjanie i Ukraińcy oczywiście mają silną motywację, żeby tworzyć kolejne konta, trolli, które promują swoją wybraną wizję świata, wizję rzeczywistości, kto jest dobry, kto jest zły itd. Czyli jakby wojna ideologiczna dziejąca się w internecie.
Natomiast jest też cała ta kwestia czysto finansowa, czysto handlowa. Boty mogą być też tworzone po to, żeby ludzi wciągać na pewne strony, gdzie reklamodawcy będą z tego czerpać, czyli celem takiego bota byłoby sprawienie, żeby człowiek kliknął i żeby ktoś na tym zarobił. Celem takiego bota wreszcie może być sprzedanie pewnego typu produktu, czyli powstaje fejkowe konto na TikToku, całkowicie generatywne, które promuje, sprzedaje pewien rzeczywisty, realny produkt. Więc dopóki ten proces będzie przynosił coraz większe korzyści sprzedawcom, tym ludziom, którzy na tym zarabiają, będzie motywacja, żeby produkować ich coraz więcej i więcej i więcej. I można wyobrazić sobie sytuację, w której to z jakiegoś powodu przekracza wartość krytyczną.
Nie do końca wiem, co dokładnie by to miało oznaczać, natomiast wiem, że zjawiska w internecie potrafią rosnąć w tempie eksplozyjnym. To może dojść do rzeczywiście jakiejś wykładniczej inflacji, dlatego że tak po prostu działają komputery i cyferki. Mogłoby dojść do takiej sytuacji, że nie wiem, ruszmy wyobraźnią, że nie wiem, czy pewnego dnia, ale że w pewnym tygodniu, nie wiem w jakiej skali czasowej, nagle te wszystkie algorytmy, które o tym decydują, ile tych botów wypuścić, jakie treści wygenerować i ile ich wrzucić do internetu, myślę, że mogłoby dojść do takiej ciekawej sytuacji, w której na przykład jakieś 20 proc. zasobów obliczeniowych dostępnych tym dużym graczom nagle zostaje poświęconych na generowanie tego typu treści. Na każdym feedzie każdego użytkownika każdej sieci społecznościowej internetu nagle w ciągu godziny się pojawia tysiąc tego typu treści.
W łagodniejszej postaci to może być taki łagodny kolaps, taki, że to po prostu rośnie i rośnie, na przykład w skali miesiąca, dwóch, dopiero ludzie się zaczną orientować, że coś jest bardzo nie tak. Więc tak naprawdę to łączy się ze scenariuszem drugim. Ludzie się orientują. Natomiast bawi mnie taka myśl, że dopóki to się dzieje pomiędzy botami, dopóki decyzje o tym są podejmowane algorytmicznie, to może dojść do różnego rodzaju bardzo dziwnych zjawisk, do których by w przeciwnym razie nie doszło.
Pamiętajmy cały czas, że to mamy boty generujące treści i później boty lajkujące te treści. Czyli oba człony tej relacji są zresztą już dzisiaj generatywne, co w praktyce oznacza, że może dojść do takiej sytuacji, że powstanie jakiś film, ten film jest wygenerowany, rzekomo obejrzy go milion osób, ale to będzie milion wyświetleń z kont botów, pojawi się dwadzieścia tysięcy komentarzy, te komentarze wszystkie będą generatywne, później one zostaną zalajkowane i będą odpowiedzi i powstanie taka całkowita, pełna wioska, w której nie będzie ani jednego żywego człowieka. Dopóki to będzie w jakiś sposób generowało pieniądze, takie coś może po prostu istnieć. Natomiast myślę, że dopóki nie nastąpiłaby jakaś istotna innowacja technologiczna, to to nie dałoby rady się na dłuższą metę utrzymać.
A scenariusz czwarty to jest właśnie przypadek, w którym doszło do tego typu rewolucji technologicznej, a mam na myśli boty z dostępem do portfela. I to jest dla mnie taki prawdziwy dead internet. To jest dead internet w silnej wersji. To jest taka hipoteza prawdziwego martwego internetu. Mianowicie to jest dokładnie to samo, co powiedziałem wcześniej, ale te boty mają też zdolność wydawania najzupełniej prawdziwych pieniędzy. Jest to wbrew pozorom nie aż tak absurdalne, jak można by na początek pomyśleć, dlatego że dokładnie o tym w tym momencie się mówi.
Wspomniałem na początku, że istnieje teraz taka nadzieja/moda na agenty AI i wizja z grubsza jest taka, że agent AI staje się moim asystentem, moim współpracownikiem, pracownikiem, moim pomocnikiem. Jeżeli chcecie, możecie nawet powiedzieć: niewolnikiem. Nie mam z tym żadnego problemu. W każdym razie idea cała polega na tym, że ten agent rzeczywiście jest w stanie działać w moim imieniu. Na przykład, jeśli początkowo wyobrażam sobie coś takiego, co dokonuje dla mnie prostych zakupów, czyli zamiast ja zalogować się w jakimś sklepie i przeklikać to wszystko, upoważnię mojego agenta do dokonywania pewnych płatności i ja tylko mówię: słuchaj agencie, kup mi teraz najnowsze wydanie jakiejś tam książki na Amazonie, i on mi tylko tam na szybciutko zamelduje: no już kupiłem, ona tam za dwa tygodnie będzie u nas w skrzynce pocztowej. Ma już autoryzację do tego, żeby tam przeprowadzać transakcje, więc ma również dostęp do portfela.
Brzmi to oczywiście niepokojąco i absurdalnie i ludzie na tyle ostrożni i na tyle starzy, tacy jak ja, prawdopodobnie nigdy w życiu nie zgodziliby się na coś takiego, natomiast świat nie składa się wyłącznie z ludzi starych i ostrożnych, więc absolutnie wyobrażam sobie, że może dojść do czegoś takiego, jeśli zostanie to odpowiednio zareklamowane, będzie to odpowiednio atrakcyjnie wyglądało, że ludzie – nie zdziwiłbym się, moi drodzy, jakby to za rok, nie wiem, czy to technologicznie będzie możliwe i na tyle atrakcyjne – ale ludzie za rok mający swoich takich agentów, którzy mają dostęp do ich portfela.
Już dzisiaj ludzie nie tak do końca kontrolują to, co się dzieje z ich kartami kredytowymi. Zachęcam wszystkie osoby, które mnie w tym momencie słuchają, żeby się zastanowiły, czy wiedzą tak naprawdę o każdej transakcji, która jest zarejestrowana na ich karcie kredytowej, może macie jakieś subskrypcje. Ja sobie przypomniałem na przykład dwa tygodnie temu, że właściwie to wyszło przypadkiem, że płacę za subskrypcję pewnej usługi e-bookowej, którą kiedyś sobie wykupiłem, zapomniałem o tym, ściągało mi to jakieś tam 19,90 z konta co miesiąc i zapomniałem zupełnie o tym. Więc to nie jest wcale aż tak absurdalne, że mogłoby dojść do sytuacji, w której tego typu agent AI, mający dostęp do portfela, bez mojej wiedzy skutecznie wydaje również częściowo moje pieniądze.
W tej sytuacji doszłoby do bardzo interesującego scenariusza, w którym to całe morze treści jest podtrzymywane nie tylko poprzez kolejne treści, ale również poprzez hard cold cash, po prostu poprzez pieniądze. Więc to jest scenariusz, który zupełnie nie jest przetrawiony. Gdzieś tam w science fiction on się pojawia, natomiast w takim wydaniu przyznam się, że nie widziałem go jeszcze nigdzie przetrawionego, jak wyglądałby skutek tego typu ekonomii, jak musiałoby to działać, żeby to nie pękło, żeby to nie strzeliło, natomiast absolutnie myślę, że wszystkie składniki, i od strony technologicznej, i od strony społecznej, są tu już na miejscu, żeby coś takiego się wydarzyło.
Dodam tylko, że z punkt widzenia instytucji organizujących tego typu agenta, tworzących tę możliwość podpinania go pod portfel, tworzących te treści, czyli mówię o firmach typu OpenAI, Microsoft, Google, XAI razem z X, no i te wszystkie inne instytucje – w ich żywym interesie jest oczywiście to, żebyśmy się nie zorientowali, czyli stworzenie tego typu systemu, który dawałby tego typu możliwości, byłby możliwy wyciek, powiedzmy sobie 0,5 proc. mojego budżetu miesięcznego, w taki sposób, żebym się nie zorientował, a jednocześnie, żeby to mogło karmić najzupełniej prawdziwą ekonomię.
A więc jeżeli tam rzeczywiście jest ktoś inteligentny, albo coś inteligentnego, to w tego typu świecie być może dosyć długo nie zorientowalibyśmy się, że tak rzeczywiście jest. Spokojnie wyobrażam sobie sytuację, w której powstaje faktyczny martwy internet, albo całe wielkie segmenty martwego internetu, w których są tworzone treści. Właściwie później by już tak naprawdę nie musiały nawet powstawać. Wystarczyłby jakiś nadpis w bazie danych, który by sprawiał, że inny algorytm wydaje złotówkę z mojego konta. No i powstaje tego typu taka bardzo interesująca ekonomia.
Szczegółów tego typu scenariusza przyznam się, że jeszcze sobie nie wymyśliłem. Pewnie wam po głowie jakieś chodzą. A o to w tym wszystkim chodzi, żeby się wymieniać ciekawymi pomysłami.
Tyle z mojej strony na dzisiaj. Wielce wam dziękuję, że byliście ze mną i że słuchacie Podkastu Tygodnika Powszechnego. Dziękuję wszystkim, którzy nas wspierają przez Patronite, którzy nasze treści polecają innym. Zachęcam, żebyście i wy, jeśli tego jeszcze nie robicie, siali dalej na temat Podkastu Tygodnika Powszechnego, choćby takiego, jak „Jeszcze inna przyszłość”.
A to byłem ja, Jarząbek, Łukasz Lamża. Kłaniam się nisko i do usłyszenia.
Podałem nieco statystyk w poprzednim odcinku, w międzyczasie dotarłem do takich chyba najlepszych z dotychczas przeze mnie znalezionych podsumowań ilościowych. Więc jeżeli ktoś jest zainteresowany, może zajrzeć do poprzedniego odcinka, a teraz błyskawiczne podsumowanie, z jakiego typu skalą mamy do czynienia.
Słuchaj naszych podcastów:
- Podkast Tygodnika Powszechnego — YouTube | Spotify | Apple Podcasts
- Strona świata — Jagielski Story — Spotify | Apple Podcasts
- Szkoła uczuć — Spotify | Apple Podcasts | RSS
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















