Trzy epoki i śmierć internetu [Jeszcze inna przyszłość odc. 16]

Zwykle mówi się o dwóch głównych epokach w dziejach internetu: Web 1.0 i Web 2.0. W pierwszej treść tworzyli właściciele stron, a w tej drugiej – która trwa rzekomo do dziś – użytkownicy.
Łukasz Lamża – „Jeszcze inna przyszłość”
Łukasz Lamża // Fot. Grażyna Makara

Pełna transkrypcja rozmowy

Poniższy tekst powstał w oparciu o transkrypcję maszynową, może zawierać usterki językowe.

Szacuje się, że za około 50% całego ruchu w internecie odpowiadają boty, a w ostatnich kilku miesiącach usłyszeliśmy od kilku poważnych osób, że media społecznościowe mogą zostać w najbliższym czasie zalane przez nowe pokolenie użytkowników AI. Czyżby czekał nas koniec internetu, jaki znamy? 

Cześć i czołem, szanowni państwo. Tu Łukasz Lamża i „Jeszcze inna przyszłość”. Dzisiaj pomówimy o przyszłości internetu. A właściwie, żeby lepiej zrozumieć, na czym polega tocząca się właśnie na naszych oczach zmiana, pomówimy troszeczkę o dziejach internetu, i od tego tak naprawdę zaczniemy. Tradycyjnie mówi się o dwóch głównych epokach internetu: Web 1 i Web 2, natomiast myślę, że wypadałoby sięgnąć jeszcze troszeczkę głębiej, bo lepszej okazji po prostu nie będzie.

Pomówmy o fazie pierwszej, kiedy to internet w zasadzie nie miał jeszcze nazwy „internet”, tylko był siecią akademicką o nazwie ARPANET. Ta taka pierwsza faza, można by powiedzieć przedfaza, zaczęła się w 1969 roku. W 1970 zaczęły się te komputery łączyć ze sobą. W 1971 już było 15 węzłów. Czym była początkowo ta sieć? Tak naprawdę była sposobem na wymianę danych pomiędzy instytucjami akademickimi, początkowo na Zachodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, później już na całym tym kontynencie. Inna ważna data: 1973, podłączyła się pod tę sieć również Europa. Mieliśmy sieć norweską, później sieć brytyjską. Niedługo włączyła się w to także sieć akademicka, francuska i szwajcarska. Krótko mówiąc, tak zupełnie na oko faza pierwsza 1970 do 1990 – internet jako sieć akademicka wymiany danych.

Pierwsza ciekawa rzecz tak naprawdę nastąpiła w 1990 roku i rzadko mamy jednego głównego bohatera aż tak dużych opowieści, ale w tym przypadku jest właśnie taka wyjątkowa sytuacja. Tim Berners-Lee, brytyjski programista, w 1990 roku opracował szereg narzędzi, które odpowiadają za internet, który właściwie istnieje do dzisiaj. Mówimy tu o samym WWW, samej tej sieci, powiedzmy sobie, w nowym wydanie, ale przede wszystkim o języku, języku HTTP, służącym do tworzenia tego, co dzisiaj nazywamy stronami internetowymi; protokoły, wymiany sygnałów pomiędzy serwerami, to, w jaki sposób tak zwane TCPIP, czyli to jak komunikują się ze sobą komputery połączone tą siecią, jakim językiem do siebie mówią, w końcu coś takiego jak przeglądarka internetowa, czyli coś, co sprawiło, że ta sieć akademicka wymiany danych zmieniła się tak naprawdę z komputerów, których dyski są ze sobą połączone i mogą sobie użytkownicy tych instytucji współdzielić przestrzeń dyskową, bo tak na to by trzeba spojrzeć, to się przemieniło dzięki temu w treści specjalnie tworzone dla internetu, czyli strony internetowe. I to jest tak zwana Web 1.0.

Za chwileczkę powiem, czym się Web 2.0 różni od 1.0, ale przeżyjmy to jeszcze raz, czyli 1990 do 2004. Zwykle się orientacyjnie mówi, że to jest epoka web 1.0. To jest coś, co ja mniej więcej pamiętam, dlatego że jako nastolatek po raz pierwszy usłyszałem o czymś takim jak internet i pamiętam jeszcze, jak to mniej więcej wyglądało. Charakterystyczna cecha, powiedziałbym, tej epoki – też z punktu widzenia użytkownika – to jest przede wszystkim epoka treści tworzonych przez gospodarzy stron. Tym się to będzie różniło od sieci 2.0, gdzie treści w coraz większym stopniu tworzone są przez gości strony, czyli user-generated content, content tworzony przez użytkownika.

Tymczasem w tej pierwszej fazie Web 1.0 głównie odpowiadali za treść twórcy strony. Te strony były przede wszystkim pasywne, czyli taki podstawowy model idealny strony internetowej z tej epoki Web 1.0 to jest człowiek, który postanawia dzielić się ze światem pewną treścią. Może być to też instytucja, która postanawia dzielić się ze światem swoją treścią. Tworzona jest strona internetowa przedstawiająca jakieś zagadnienie, jakiś temat, jakąś instytucję, jakiegoś człowieka i każdy, kto zna adres tej strony, może ją czytać. I w zasadzie na tym się kończy interakcja użytkownika z tego typu treścią.

Te epoki płynnie przechodzą jedna w drugą. Zwykle mówi się, że w 2004 roku rozpoczął się Web 2.0, wtedy też to pojęcie, ta sieć drugiej generacji, pojawiło się, natomiast dużo ciekawsze będą same dwie daty, które wam chciałem przypomnieć. Wierzcie lub nie, ale Facebook powstał w 2004 roku, w 2006 roku stał się platformą publiczną, czyli każda osoba powyżej 13. roku życia, każda osoba mogła stworzyć sobie konto na Facebooku.  W 2006 roku można by powiedzieć, że narodził się Facebook taki, jakim go dzisiaj znamy, czyli sieć społecznościowa.

2005 – YouTube. YouTube miał dwie bardzo ważne cechy, które definiują niejako Web 2.0, czyli sieć. Dzisiaj się mówi zwykle, że wciąż trwa epoka sieci 2.0, więc dzisiejszą fazę rozwoju internetu. YouTube miał dwie bardzo ważne cechy pod tym względem. Po pierwsze jest to platforma, która początkowo była pusta zupełnie, czyli to jest antystrona internetowa, można by powiedzieć, to jest po prostu miejsce, w które ktoś, kto chce, może przysłać swoją treść. I to jest pierwsza zasadnicza cecha sieci 2.0, czyli mamy pustą stronę, później mamy system dodawania do niej treści, no w tym wypadku są to treści filmowe. Kto chce, może sobie poszukać: lista pierwszych filmów na YouTubie, które zostały w ogóle tam umieszczone. No, to też długo by opowiadać z więcej czy mniej uzasadnionym sentymentem, jak kiedyś wyglądał YouTube. Tak czy inaczej, to jest ta pierwsza fundamentalna cecha.

Natomiast druga to jest system komentarzy. To też powolutku się rozwijało i powolutku nabierało na znaczeniu, ale jest to zdecydowanie druga bardzo ważna cecha Web 2.0, czyli nie tylko same treści, które się znajdują na jakiejś platformie, są tym, po co ludzie przychodzą, również i komentarze, czyli ludzie mogą sobie na ten temat rozmawiać.

Takim kolejnym wzorcem idealnym tej epoki internetu i tego, jak ona wygląda, myślę, że można powiedzieć, że jest Reddit. Reddit wciąż jest jedną z najpopularniejszych stron w internecie. No, rzecz całkowicie tworzona przez użytkowników, przynajmniej teoretycznie, dlatego że dochodzimy w tym momencie powolutku do czegoś, co ja się nad tym zastanawiam, czy nie zasługuje już na to, żeby zacząć mówić troszeczkę o Web 3.0. Są oczywiście ludzie, którzy również podobnie uważają, to nie jest absolutnie mój oryginalny pomysł, natomiast czy można to już nazwać nową epoką internetu? Wydaje mi się, że kiedy sobie podsumowywałem, to, co się aktualnie dzieje, w zasadzie jest dosyć istotną zmianą. A czym jest to coś? Kolejne źródło treści w internecie.

Pierwszy etap to była epoka treści instytucjonalnej i akademickiej, właściwie epoka wymiany danych. Później mamy Web 1.0, czyli epoka tworzenia treści przez twórców strony. Później mamy Web 2.0, epoka tworzenia treści przez gości na stronie. I teraz mamy, no cóż, coraz większą dominację treści tworzonych automatycznie, czyli przez żadnego człowieka, co jest dosyć interesujące, dlatego że – może później sobie o tym pomówimy – może mieć rozmaite konsekwencje dla przyszłości internetu. Natomiast, czy tak jest przede wszystkim?

Kiedy się szuka informacji na ten temat, to prędzej czy później trafi się na hasło „Dead Internet Theory”, czyli „teoria martwego internetu”. Co ciekawe, zaskakuje mnie to na Wikipedii angielskiej, i chyba na polskiej też przedstawiane jest to, teoria martwego internetu, jako teoria spiskowa, conspiracy theory. Natomiast powiem wam szczerze, że już po latach bycia dziennikarzem naukowym, a także poniekąd specjalistą w dziedzinie teorii spiskowych – jestem wciąż na ten temat wiecznie pytany przy rozmaitych okazjach o teorie spiskowe – nauczyłem się już dawno temu, że to pojęcie nic tak naprawdę nie znaczy. Są teorie spiskowe prawdziwe i fałszywe. To, że coś jest teorią spiskową, tak naprawdę nic nie znaczy.

Co więcej, większość tak zwanych teorii spiskowych nie jest spiskowa, dlatego że teoria martwego internetu nie zakłada żadnego spisku. To jest pewna obserwacja. Czy prawdziwa, czy nie, to jest zupełnie inne pytanie. A jaka jest ta obserwacja? No, to jest hipoteza, że internet jest martwy. Co to oznacza? Internet martwy to byłby taki, w którym za większość aktywności odpowiada nie żywy człowiek, tylko martwy bot. Czy dane to potwierdzają? No i tak, i nie. Na pewno znaczący udział botów w ruchu w internecie. Wspomniałem we wstępie, że szacuje się, to jest szacunek firmy Imperva, która analizuje internet, analizuje ruch w internecie, bezpieczeństwo w sieci. W 2023 roku ta firma oszacowała, że około 50%, tam było tuż poniżej progu 50%, całkowitego ruchu w internecie to boty.

Można by się przerazić tą statystyką, natomiast warto chwilkę porozmawiać o tym, co ona tak naprawdę oznacza. To nie oznacza, że większość treści tworzonej w internecie pochodzi od botów. To jest wyłącznie kwestia ruchu w internecie, czyli za jaką część danych, które są przesyłane siecią internet, odpowiadają wezwania. Jaka część tego ruchu w internecie jest inicjowana przez boty, można by tak powiedzieć. I to jest coś zupełnie innego. Pomyślmy choćby o czymś takim jak boty, które nam katalogują sieć i tworzą jej kopie. Te same boty, tak zwane crawlery, czyli szperacze, które odpowiadają za przeglądarki internetowe, za katalogowanie stron, po to, żeby później nam te strony pokazywać. Więc mamy całą masę botów, które szperają po internecie, wywołują różne strony, uruchamiają pewne skrypty, działają w internecie, powiedzmy sobie, natomiast nie tworzą treści. I ta statystyka, 50% ruchu w internecie to boty, dotyczy wszystkich botów.

Dużo bardziej interesujące są analizy, w których próbuje się oszacować, jaka część treści tworzonej na portalach społecznościowych jest generowana przez boty. To już jest konkretniejsza rzecz. Kilka przykładowych statystyk. Zebrała je w jednym miejscu taka instytucja, która nazywa się California Learning Resource Network, CLRN. Przykładowa statystyka: 22% komentarzy na YouTubie to boty. Inna statystyka: 10% bieżącej aktywności na YouTubie to jest aktywność automatyczna wykonywana przez boty, czyli komentarze, lajki, odpalenia, uruchomienia itd., wszystkie rzeczy, które dzieją się na YouTubie. No więc rozrzut pewien jest, tak?

Szukałem, jakie są statystyki szacowane na Twitterze, zwanym dzisiaj X. Mamy normalnie badania naukowe, autor główny Onur Varol, „Online Human–Bot Interactions: Detection, Estimation and Characterization” – tam mamy oszacowanie sprzed bodajże dwóch lat, że między 9 i 15% aktywnych kont na Twitterze to boty, czyli tu już mamy nie tyle liczone treściami, tylko procentem aktywnych kont, 9 do 15.

Podobne są oszacowania dla Reddita, chociaż pojawiły się też takie oszacowania, że na Reddicie w okresie przedwyborczym nawet 70-80% aktywności na pewnych subredditach, czyli pewnych forach tematycznych, które się znajdują na Reddicie, można by tak powiedzieć, nawet 80% to może być aktywność botów. Co mnie osobiście, jako człowieka, który od czasu do czasu z tego miejsca korzysta i czyta, zupełnie mnie to nie dziwi. To znaczy są takie miejsca na Reddicie, które faktycznie są bardzo, bardzo, bardzo silnie sterowane, zwłaszcza politycznie. W praktyce chodzi tam przede wszystkim o propagandę demokratyczną, czyli przed wyborami ta aktywność botów prodemokratycznych była ewidentna i jakby niezaprzeczalna. Dominowała niektóre fora całkowicie.

No więc wiemy, że ten poziom jest, jaki on do końca jest, nie wiadomo. Teoria martwego internetu. Najczęściej się mówi, że ten taki punkt przełomowy to było 2016-2017. To jest najczęściej podawana data w tych takich wersjach faktycznie konspiracyjnych, czyli takich, że został stworzony przez kogoś, przez jakąś instytucję, przez nie wiadomo oczywiście kogo, martwy internet, w którym ludzie stanowią mniejszość. Dużo bardziej prawdopodobna jest historia taka, że po prostu stopniowo rośnie odsetek aktywności botów, odsetek treści robionych przez boty. I teraz dochodzimy jakby do tego, co dzieje się obecnie, bo tak jak i z poprzednimi epokami internetu, ja pozwolę sobie już myśleć tymi kategoriami, że na naszych oczach właśnie rozpoczyna się nowa epoka internetu, epoka treści tworzonych przez boty. No mamy i pierwsze jaskółki tego, i to powolutku, powolutku, powolutku rośnie.

Teraz to, co się dzieje obecnie. Dzisiaj myślę, że zdążę tylko streścić takie jakby tło tego, co się dzieje, natomiast konsekwencje tego i możliwe scenariusze na przyszłość omówimy sobie chyba następnym razem, bo to jest po prostu dosyć duży temat, a szkoda by było z tym się pospieszać. A tym, co się dzieje obecnie, to są przede wszystkim coraz bardziej odważne wypowiedzi dosyć ważnych osób w głównych graczach, jeżeli chodzi o świat mediów społecznościowych, że agenci AI, czy też agenty AI, może bez takiego uosobienia, są, będą i są pożądane na mediach społecznościowych.

Dwie przykładowe wypowiedzi, z jesieni 2024 roku, Zuckerberg, czyli CEO Facebooka, Meta, powiedział rzecz następującą: „Myślę, że w najbliższym czasie będziemy dodawać całą nową kategorię treści, czyli treści generowane przez AI lub treści, które są streszczeniem lub przeróbką istniejących treści przez jakiegoś agenta AI. Myślę, że to będzie bardzo ekscytujące dla Facebooka, Instagrama, może Threads i będzie dostarczało nam zupełnie nowego typu doświadczenia”.

Czyli to jest wypowiedź, w której nie dystansuje się, delikatnie mówiąc, od tej wizji, w której na mediach typu Facebook, Instagram są już użytkownicy, trzeba by tak chyba powiedzieć, którzy nie są ludźmi, tylko są agentami AI.

Druga taka wypowiedź to jest to świeżutka bardzo rzecz, to jest z przełomu poprzedniego i bieżącego roku, doniosły o tej wypowiedzi media w pierwszych dniach 2025 roku. Tu mamy vice-president Meta do spraw AI generatywnej, czyli sztucznej inteligencji generatywnej, Connor Hayes, powiedział „Financial Times” rzecz następującą: „Przewidujemy, że tego typu AI [to jest mowa o agentach AI generatywnych, czyli sztucznych użytkownikach – ŁL], z czasem będą istnieć na naszej platformie mniej więcej w taki sam sposób, w jaki istnieją normalne konta, będą miały swoje biografie, zdjęcia profilowe, będą w stanie generować i dzielić się treści generowaną przez AI na platformie. Wydaje nam się, że w tę stronę to wszystko idzie. Celem jest sprawienie, żeby apki Meta były bardziej zajmujące i angażujące”.

I zupełnie chyba nieprzypadkowo świat obiegła pod samo koniec 2024 roku seria kont, które znajdują się, teraz już zostały usunięte, znajdowały się na Instagramie. Kont, które wyglądały jak konta rzeczywiste, natomiast tak naprawdę były to boty stworzone przez Meta. Jednym z nich była Liv. No takie konto, powiedzmy sobie, matki, grupki, dzieci. Cóż my tu mieliśmy? Becca, dog lover Becca, czyli miłośniczka psów. Potem był Brian, grandpa, dziadek Brian. Krótko mówiąc, no kilka tego typu kont, które rzeczywiście były oficjalnie opisywane przez Meta jako ich własne konta AI.

Natomiast jak to jest zwykle w tego typu sytuacjach, oni oczywiście testowali grunt. Nie było to bardzo wyraźnie napisane, czyli na przykład na zdjęciach, wszystkie zdjęcia na tych kontach były generowane przez AI. Na tych zdjęciach trzeba się było przyjrzeć, że tam jest taka pieczątka, która jest logiem Meta AI. Natomiast dla nieuważnego użytkownika, a większość użytkowników tych serwisów nie do końca bawi się w detektywa przy każdym zdjęciu i przy każdej treści, trzeba było się troszeczkę powpatrywać. Na przykład można było to bardzo wyraźnie zaznaczyć w tekstach. Na przykład każdy mógłby się zaczynać od jakiejś wystandaryzowanej frazy „ta treść została stworzona przez AI”, tymczasem było to ukryte w hashtagach.

Krótko mówiąc, była to ewidentnie próba, sądząc po reakcji mediów i reakcji samego Meta, reakcja nieudana, zostały te konta usunięte. Natomiast bez, mówiąc kolokwialnie, odszczekania, czyli nie z założeniem, że ten eksperyment się nie udał, tylko raczej, że musi to być po prostu troszeczkę lepsze. No i można się domyślać, że troszeczkę jeszcze lepiej ukryte. Jeżeli by nie było wiadomo, to to po prostu zamienia się w tym momencie w zwyczajnego bota. A boty są, tak? Boty wiemy, że są.

Krótko mówiąc, jest cała taka nowa strefa aktywności na mediach społecznościowych, coś, co jest czymś pomiędzy botem i użytkownikiem. Nowa generatywna sztuczna inteligencja po prostu daje takie możliwości tworzenia coraz bardziej umiejętnej podróbki rzeczywistości, podróbki prawdziwego człowieka. I teraz, no i dłuższy jest temat, co z tego wszystkiego wyniknie, bo jest kilka scenariuszy, nie będę teraz ich rozkładał na czynniki pierwsze, dlatego że nadaje się to po prostu na zupełnie osobną, dużo już bardziej spekulatywną analizę.

Myślę, że następnym razem przyjrzymy się temu dokładniej, dlatego że będzie się to działo, wygląda na to, że rozsądniej zakładać, że rzeczywiście udział botów i agentów AI w internecie będzie rósł. Natomiast co się z tym wydarzy, jak na to zareagują prawdziwi ludzie i czy to się po prostu będzie wszystkim zainteresowanym opłacało, to jest zupełnie, ale to zupełnie inne pytanie, do którego wrócimy w następnym podkaście z tego cyklu.

Dzięki wam za obecność dzisiaj. Dziękujemy patronom Tygodnika Powszechnego. Zachęcamy do dzielenia się linkami do tego i innych Podkastów Tygodnika Powszechnego.

Kłaniam się nisko, Łukasz Lamża, i do usłyszenia. 

Słuchaj naszych podcastów:

Jeśli lubisz nasze podcasty, wspieraj nas na Patronite »

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”