Reklama

Zwyczajny cud

Zwyczajny cud

30.06.2009
Czyta się kilka minut
Pastwiska to niewielka wieś na drodze w kierunku Puław, położona 5 km przed Rudawką Rymanowską. Kiedyś - folwark należący do Odrzechowej z dworem Russockich. Dzisiaj po dworskich zabudowaniach pozostał park. Niewielką kaplicę trudno dostrzec z szosy - schowana wśród zabudowań, najwyraźniej postawiona została na czyjejś działce.
N

Niepewnie wchodzimy między gospodarstwa. Okazuje się, że mieszkańcy to ludzie bardzo przyjaźni - od razu podchodzi gospodarz jednego z mijanych domów i, gdy się orientuje, czego szukamy, prowadzi nas do państwa Bernadety i Marka Kozłowskich - opiekunów kaplicy.

Przez długi czas na niedzielną Mszę trzeba było stąd wędrować kilka kilometrów do Głębokiego po drugiej stronie Zalewu Sieniawskiego. W 1981 r.

ojciec pani Bernadety, Bolesław Drybała, wydzielił ze swojej działki

10 arów i przekazał ks. Janowi Szyndlerowi - ówczesnemu proboszczowi parafii w Głębokim. W zatwierdzonych przez urząd budowlany planach miała w tym miejscu stanąć owczarnia. Stanęła poświęcona 30 listopada kaplica pw. św. Józefa Robotnika. Choć zatwierdzający plany inżynier straszył pana Bolesława konsekwencjami, ostatecznie na pogróżkach się skończyło.

Mieszkańcy nie spodziewali się, że otrzymają niezwykły dar - w tym samym roku Jan Paweł II przekazał Pastwiskom kopię figury Matki Bożej Fatimskiej wraz z różańcem i tabernakulum, a także poświęcony przez siebie ornat. Oprowadzając po kaplicy, pan Marek z przejęciem o tym opowiada. Udekorowana kwiatami figura stoi po prawej stronie ołtarza w rogu kaplicy, obok na ścianie wisi słynne zdjęcie z pochylającym się nad Maryją Papieżem. Pierwotnie mieszkańcy postawili figurę na środku - nad tabernakulum. Wanda Półtawska pisze w "Beskidzkich rekolekcjach", że przekonała ich, iż skoro kaplica jest pod wezwaniem św. Józefa, to jego figura jest ważniejsza - "Matka Boża na pewno się nie obrazi".

Wracamy na werandę domu. Towarzyszą nam dwie córeczki z pięciorga dzieci państwa Kozłowskich - trzyletnia Amelka i pięcioletnia Sara. Pani Bernadeta pokazuje gazetkę ścienną z poświęcenia kaplicy. Słuchamy także najbardziej zaskakującej opowieści: rok temu kaplica omalże nie spłonęła.

Po liturgii wielkanocnej ministranci zapomnieli zagasić paschał. Dopiero po pięciu dniach, w piątek, pan Marek otworzył kaplicę. Paschał cały się stopił, płonący wosk spłynął na drewniany lichtarz i na dywan. W kaplicy, prócz nadpalonego lichtarza, metrowej dziury w dywanie i spalonych desek podłogi, nic nie ucierpiało. Dokonujący oględzin strażacy nie chcieli się wypowiadać, dlaczego ogień sam się ugasił. "Czy to cud?" - zastanawiają się Kozłowscy.

Mieszkańcy nie robią z tego wydarzenia sensacji - przy figurze Matki Boskiej czują się po prostu bezpiecznie. Gdy odjeżdżamy, tuż przy drodze siada bocian. Wygląda na to, że on również niczego się nie boi.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]