„Zodiak"

Czyta się kilka minut

Najnowszy film Davida Finchera "Zodiak" trwa dwie i pół godziny. Akcja rozciąga się na ponad dwadzieścia lat. W pierwszej scenie (rok 1969) jesteśmy świadkami brutalnego zabójstwa, w ostatniej (rok 1991) uczestnik wydarzeń patrzy na zdjęcie podejrzanego i mówi: "To on". Wszystko, co pomiędzy, stanowi żmudny raport z powolnego dochodzenia do prawdy w sprawie zagmatwanej jak mało która. Prywatne dylematy trzech protagonistów - reportera śledczego (Robert Downey Jr.), policjanta (Mark Ruffalo) i amatora zagadek (Jake Gyllenhaal) - zostają ledwie zarysowane. Tym, co fascynuje reżysera najbardziej, jest swoista dynamika śledztwa: najpierw majaczy nowy trop, potem trzeba wykonać dziesiątki telefonów, pojechać w mnóstwo miejsc, by w końcu okazało się... No właśnie: co? Najczęściej, że jesteśmy w ślepej uliczce i potrzebny nam nowy azymut. Tematem "Zodiaka" jest ludzka determinacja w ponawianiu wysiłku; zaczynanie od zera.

Jaskrawo koliduje to ze wszystkim, czym stoi klasyczny hollywoodzki kryminał. Jesteśmy przyzwyczajeni, że jeśli trop - to znaczący; jeśli telefon - to kluczowy. Fincher nakręcił niezwykły spektakl, którego jądrem jest metodyczne rozkręcanie na części naszych gatunkowych oczekiwań. W połowie drogi, kiedy ostatnie morderstwo zdążyło zblaknąć w pamięci i świadkujemy tylko kolejnym rozmowom telefonicznym, staje się jasne, że jest "Zodiak" (między innymi) filmem o komunikacji sprzed rewolucji internetowej. Napisy u dołu ekranu informują raz po raz: "dwa tygodnie później", "trzy miesiące potem"... Dzisiaj sekwencja wydarzeń zajęłaby jedną czwartą tego czasu, a morderca taki jak Zodiak - dodajmy, postać prawdziwa i obrosła legendą - nie miałby tak łatwo. W 1969 r. mógł układać swoje szyfry, słać listy i mylić tropy, bo po drugiej stronie stali tylko ludzie tacy jak on, a nie komputery złączone w światową sieć, wyszukujące pożądane dane w ułamku sekundy. Sam fakt, że redaktorzy własnymi palcami rozrywają nadesłaną przez mordercę kopertę, nadaje ich dziwnej z nim relacji szczególnego charakteru - nie dzieli ich bufor w postaci migoczącego ekranu.

Finchera od zawsze fascynował fenomen tożsamości; kłopotom z jej definicją poświęcił "Podziemny krąg". Najnowszy film stanowi kulminację tego tematu: trójka bohaterów poświęca pół życia na ustalenie, kim jest Zodiak. Kiedy w drugiej godzinie opowieści morderca listownie grozi dziennikarzowi Avery'emu, wszyscy przypinają do koszul plakietki z napisem "Nie jestem Averym". I to właśnie one są kluczem do całego filmu. Bardzo łatwo stwierdzić, kim nie jesteśmy; kto nie jest Averym i kto nie jest Zodiakiem. O wiele trudniej przychodzi wypowiedzieć afirmujące "tak". I choć jest ono ostatnim słowem padającym z ekranu, w naszej pamięci pozostaje przede wszystkim trud i znój, jakie doń doprowadziły.

"ZODIAK" ("ZODIAC") - reż.: DAVID FINCHER; scen.: James Vanderbilt (na podst. książki Roberta Graysmitha); zdj.: Harris Savides; wyst.: Jake Gyllenhaal, Robert Downey Jr., Mark Ruffalo i inni; USA 2007, dystrybucja w Polsce: Warner, premiera: 15 czerwca 2007.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 26/2007