Reklama

Ładowanie...

Znalazłem życzliwość

Znalazłem życzliwość

15.08.2004
Czyta się kilka minut
Było kilka okazji, aby włączyć się do dyskusji o byłych księżach, ale dopiero po przeczytaniu tekstu ks. Józefa Augustyna SJ “Warcaby czy szachy" (“TP" nr 27/04) zdecydowałem się zabrać głos. Muszę to zrobić, aby uzupełnić nieco obraz życia eks-księży, zwłaszcza o rodzaj relacji z otoczeniem. Odszedłem z kapłaństwa, czyli zdezerterowałem (nie razi mnie to określenie), ponieważ uważałem, że jestem zbyt słaby, aby być dobrym księdzem i za słaby, aby wieść podwójne życie. Nie miałem i nie mam do nikogo żalu ani pretensji o to, że tak się stało. Otrzymałem dyspensę i jestem szczęśliwym człowiekiem: ojcem, mężem, pracownikiem. Czy dobrze postąpiłem? Wydaje mi się, że tak. Ale ostateczna ocena należy do Boga.
N

Na przekór utrzymującej się opinii, że eks-ksiądz spotyka się powszechnie z potępieniem i odtrąceniem, że zrywa się z nim więzy rodzinne, koleżeńskie i towarzyskie, muszę wyraźnie powiedzieć, że niczego takiego nie doświadczyłem, podobnie jak moja żona czy dzieci. Rodzice i rodzeństwo, którym sprawiłem zawód i ból, wkrótce pogodzili się z moją decyzją, zaakceptowali moją rodzinę, polubili żonę. W rodzinnej miejscowości nie spotkały mnie ani mojej rodziny żadne nieprzyjemności. W parafii mojego odejścia chyba nie zauważono - ot, zwykła wymiana księży. Mimo upływu lat przyjaźnię się z dwoma małżeństwami, które poznałem jeszcze na pierwszej placówce wikariackiej. Jakież było moje zdziwienie, kiedy moi przyjaciele (inne małżeństwo), gdy odważyłem się im po 30 latach znajomości powiedzieć, że byłem księdzem, odpowiedzieli: “Wiedzieliśmy o tym od początku". Ich zachowanie wobec mnie, żony i dzieci było zawsze niezwykle serdeczne. Utrzymuję bliskie kontakty ze wszystkimi najbliższymi mi w latach kapłańskich kolegami-księżmi: odwiedzają mnie, piszemy listy, zapraszałem ich na chrzty i błogosławieństwa moich dzieci. Z innymi, z powodu odległości i upływu czasu, kontakty osłabły. Zapewne nie akceptują tego, co zrobiłem, ale nie zaznałem od nich przykrości i nie obawiam się spotkań z nimi. Ze zrozumieniem, serdecznością i troską spotykałem się także podczas rzadkich i przypadkowych spotkań z biskupami, których wcześniej, choćby podczas studiów, poznałem.

Wszystkim - tak świeckim, jak duchownym - jestem ogromnie wdzięczny za takie właśnie potraktowanie mnie i mojej rodziny.

(Dane osobowe do wiadomości redakcji)

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]