Zimbabwe: jak ukraść partię polityczną? Poradnik antydemokratyczny

Wielebnego Nelsona Chamisę od lat nazywa się wielką nadzieją demokracji w Zimbabwe. Jak doszło do tego, że pod koniec stycznia musiał wystąpić z własnej partii i powiedzieć: „Nie będę pływał w rzece pełnej wygłodniałych krokodyli”?
z Harare
Czyta się kilka minut
Zwolennik Obywatelskiej Koalicji na rzecz Zmian z portretem Nelsona Chamisy, Harare, Zimbabwe, luty 2020 r. // Fot. Jekesai Njikizana / AFP / East News
Zwolennik Obywatelskiej Koalicji na rzecz Zmian z portretem Nelsona Chamisy, Harare, Zimbabwe, luty 2020 r. // Fot. Jekesai Njikizana / AFP / East News

Za wielką, a nawet jedyną nadzieję demokracji pastor Chamisa uchodził właściwie od zawsze, odkąd jako 20-latek dał się uwieść polityce. Chamisa, rocznik 1978, studiował wtedy na politechnice w Harare. Pod koniec lat 90. Zimbabwe, była Rodezja, rządzone od pierwszego dnia niepodległości (1980 r.) przez Roberta Mugabego i jego partię ZANU-PF, zaczęło pogrążać się w kryzysie. Kraj, jeszcze niedawno jeden z najbogatszych w Afryce, stawał się bankrutem, a niezagrożony zdawałoby się tron Mugabego zaczął się chwiać. Pojawiły się pierwsze, poważne opozycyjne siły – weterani partyzanckiej wojny z lat 70. i związkowcy. Ci drudzy, wspierani przez stołecznych intelektualistów i działaczy praw człowieka, założyli pierwszą z prawdziwego zdarzenia partię opozycyjną, Ruch na rzecz Demokratycznej Zmiany, który rzucił wyzwanie Mugabemu.

Chamisa dał się porwać politycznej odwilży, wstąpił do opozycyjnego ruchu intelektualistów Narodowego Zgromadzenia Konstytucyjnego, przewodniczył studenckiemu samorządowi na politechnice. Za opozycyjną działalność został wyrzucony ze studiów. Nie został inżynierem, za to na dobre związał się z polityką. Przystał do rosnącego w siłę Ruchu na rzecz Demokratycznej Zmiany i został szefem jego „młodzieżówki”.

Szybko stał się ulubieńcem i najbliższym współpracownikiem przywódcy Ruchu, związkowca Morgana Tsvangiraia, który okrzyknięty zimbabweńskim Wałęsą, w 2002 r. omal nie pokonał Mugabego w wyborach prezydenckich. Mugabe ostatecznie zwyciężył w nich 56-42, ale w Zimbabwe nikt nie miał wątpliwości, że nie wygrał uczciwie. W kolejnej elekcji, w 2008 r., w pierwszej rundzie wygrał już Tsvangirai, ale wyznaczona przez Mugabego komisja wyborcza orzekła, że nie zdobył większości ponad połowy głosów (działacze Ruchu przysięgają, że zdobył 50,3 proc. głosów), wymaganej do zwycięstwa bez dogrywki. Zanim do niej doszło, bojówki Mugabego urządziły opozycji pogromy, polała się krew, a Tsvangirai, w geście protestu, wycofał się z wyborczej walki. Skala oszustw i przemocy Mugabego sprawiła, że afrykańscy sąsiedzi wymusili na nim, by podzielił się z Tsvangirai władzą i wyznaczył go na premiera.

Po wyborach z 2002 r. 25-letni Chamisa był najmłodszym w dziejach Zimbabwe posłem, a po elekcji z 2008 r., gdy Tsvangirai wziął go do swojego rządu, został też najmłodszym, ledwie 31-letnim, w dziejach Zimbabwe ministrem. Awansował również w partii – został jej rzecznikiem, sekretarzem odpowiedzialnym za sprawy organizacyjne, a w końcu jednym z trzech zastępców Tsvangiraia.

Pierwsze podejście

Władza bardzo zaszkodziła Tsvangiraiowi. Z nieustraszonego buntownika i bohatera ludowego przeistoczył się w pospolitego dygnitarza, ceniącego przywileje i luksusy. Zimbabweńska tajna policja zadbała, by popsuć wizerunek dawnego związkowca. Rozpuszczała plotki o jego rzekomych romansach, podsuwała co rusz przynęty, by zwieść związkowca na pokuszenie. Trzeci wyborczy pojedynek z Mugabem w 2013 roku przegrał z kretesem 34:62.

Pięć lat później umarł po ciężkiej chorobie, a w partii rozgorzała walka o sukcesję. Zwycięsko wyszedł z niej Chamisa choć partyjni towarzysze i rywale obwiniali go o porażkę w wyborach i upodobanie do pałacowych intryg. Starszych oburzyło, że na pogrzebie Tsvangiraia Chamisa ogłosił, iż to jego zmarły przywódca namaścił na swojego następcę i kandydata Ruchu w kolejnej prezydenckiej elekcji.

Doszło do niej w lipcu 2018 r., pół roku po śmierci Tsvangiraia Mugabe już w niej nie wystartował. Rok wcześniej wojsko dokonało bezkrwawego przewrotu i zastąpiło 94-letniego dinozaura jego młodszym o 20 lat towarzyszem z partyzantki, zausznikiem i „prawą ręką” Emmersonem Mnangagwą.

Chamisa stawał do wyborów z nadzieją. Mnangagwa wydawał się słabszym przeciwnikiem niż Mugabe. Chamisa zaś miał być udoskonaloną wersją Tsvangiraia. Dorównywał mu charyzmą, za to górował młodością, wykształceniem (wyrzucony z politechniki, skończył prawo i nauki polityczne, a dodatkowo zdobył też dyplom teologa i pełnił posługę pastora) i obyciem. Wierzył, że wygra wybory i zostanie prezydentem, najmłodszym w dziejach kraju, tak jak wcześniej został najmłodszym posłem i ministrem.

Pierwsza kradzież

Przegrał jednak, choć minimalnie, ledwie 6 punktami, a wkrótce potem po raz pierwszy skradziono mu partię, która miała go wynieść do władzy.

Jeszcze przed wyborami w Ruchu doszło do rozłamów, a dwoje pozostałych zastępców Tsvangiraia nie uznało pierwszeństwa Chamisy i oskarżyło go o pałacowy przewrót. Frakcyjne wojny odebrały mu sporo głosów w wyborach, a niedługo po nich posłuszny władzom Sąd Najwyższy orzekł, że Chamisa przejął władzę w partii bezprawnie i że przywództwo należy się jego rywalce Thokozani Khuphe. Sąd zakazał też Chamisie wstępu do partyjnych biur i korzystania z partyjnych kont bankowych.

Zdarzyło się to wszystko w marcu 2020 r., a dwa lata później Chamisa założył nową partię, którą nazwał Obywatelską Koalicją na rzecz Zmiany. Opowiadała się za tym samym, co dawny Ruch, a angielski skrót jej od jej nazwy (mowa byłych kolonizatorów jest w Zimbabwe językiem oficjalnym), CCC i krzykliwe, żółte barwy miały zapewnić, że wyborcy nie pomylą jej z żadną inną partią.

Rzeczywiście, pod sztandarami CCC zebrała się większość dawnych zwolenników Ruchu i nowa partia Chamisy natychmiast stała się najpoważniejszą siłą opozycyjną w Zimbabwe. I jako taka stanęła do wyborów w sierpniu 2023 r., podczas drugiej elekcji, w której Chamisa chciał odegrać się na Mnangagwie, odebrać mu władzę i jeszcze raz spróbować zostać najmłodszym, choć już 45-letnim, w dziejach Zimbabwe prezydentem.

Znów jednak przegrał, znów niewielką różnicą głosów, niespełna 9 punktami. Ponownie narzekał, że rządzący sfałszowali wybory, okradli go z wygranej i prezydentury. Nie został szefem państwa, ale jego towarzysze partyjni wygrali wybory na burmistrzów we wszystkich większych miastach, a w nowym parlamencie zasiadło ponad stu posłów od Chamisy, wystarczająco wielu, by pozbawić rządzących większości dwóch trzecich głosów, koniecznych do zmiany konstytucji, przyjętej w 2013 roku, gdy Mugabe dzielił się władzą z Tsvangiraiem. A konstytucję trzeba będzie zmienić, jeśli za cztery lata 86-letni wówczas Mnangagwa postanowi stanąć do wyborów po raz trzeci. Dziś nie pozwala mu na to prawo.

I wtedy Chamisie znowu ukradziono partię.

Druga kradzież

Wybory odbyły się w sierpniu, a na początku października do kancelarii przewodniczącego parlamentu Jacoba Mudendy z rządzącej partii ZANU-PF wpłynął oficjalny list, którego nadawca, Sengezo Tshabangu, tytułował się sekretarzem generalnym w partii Chamisy. „Uprzejmie donoszę – pisał w liście – że niektórzy posłowie, senatorowie i radni, wybrani z list Obywatelskiej Koalicji nie są już jej członkami”.  Tshabangu wymienił nazwiska 15 posłów i 17 radnych.

Zimbabweńskie prawo stanowi, że jeśli podczas kadencji parlamentu posłanka lub poseł, wybrany z listy którejś partii występuje z niej i przechodzi do innej, traci swój mandat i należy w takim wypadku jak najszybciej przeprowadzić wybory uzupełniające.

Na wieść o liście Tshabangu Chamisa i jego współpracownicy pospieszyli do przewodniczącego parlamentu Mudendy z wyjaśnieniami, że Tshabangu do ich partii nie należy i że w ogóle nie utworzono w niej stanowiska sekretarza generalnego. „Tshabangu jest przebierańcem i nie ma prawa odwoływać posłów” – napisał Chamisa, a działacze CCC rozpowiadali, że jest on szpiclem tajnej policji.

Ale przewodniczący parlamentu i sądy dały wiarę temu, co mówił Tshabangu, a prezydent Mnangagwa kazał przeprowadzić wybory uzupełniające. Odbyły się jeszcze przed końcem zeszłego roku, ale choć wszystkie wygrała rządząca partia ZANU-PF, wciąż brakowało jej kilku mandatów do większości dwóch trzecich głosów. Tshabangu napisał więc do przewodniczącego Mudendy kolejny list, zarządzono kolejne wybory uzupełniające, ZANU-PF znów wygrało i na początku lutego zdobyło w parlamencie większość, pozwalającą poprawiać do woli konstytucję.

Chamisy już wtedy w jego partii nie było. Pod koniec stycznia ogłosił, że występuje z niej, bo ukradli mu ją Mnangagwa z przebierańcem Tshabangu i towarzyszami. „Mogą sobie zabrać partię, jej nazwę, pieniądze i wszystko, co z takim trudem stworzyliśmy. To jedno wielkie złodziejstwo” – powiedział. „Nie będę pływał w rzece pełnej wygłodniałych krokodyli”.

W Zimbabwe od lat „Krokodylem” przezywają Mnangagwę.

Wciąż nadzieja

Odchodząc z partii, wezwał towarzyszy, by unieśli się, jak on, honorem i złożyli mandaty poselskie, senatorskie, radnych. Posłuchali nieliczni. Pozostali tłumaczyli odmowę tym, że nie mogą zawieść wyborców, którzy na nich głosowali, a także bliskich, których pieniądze zainwestowali w kampanię wyborczą, wierząc, że jako posłowie czy senatorowie odrobią wydatek z nawiązką. Partia Chamisy rozpadła się na frakcje  i koterie, a opozycja, która jeszcze jesienią krępowała samowolę rządzących, straciła wszelkie znaczenie.

W lutym Zimbabweńska Rada Kościołów, przewodniczka i pocieszycielka w chwilach najgorszego kryzysu i tyranii, ostrzegła, że rodzima demokracja, i tak chorowita i wątła, umiera, obywatele tracą wiarę w sens wyborów i parlament, a kraj przemienia się w jednopartyjną dyktaturę.

W kwietniu, w 44. rocznicę niepodległości, wielebny Chamisa postawił wróżbę jeszcze mroczniejszą. „Stajemy się nie tylko jednopartyjną dyktaturą, ale tyranią rodzinną, dynastią, własnością jednego człowieka, Emmersona Mnangagwy” – powiedział.

Pogłoski, że Chamisa założy nową, trzecią już partię pojawiły się jeszcze zimą. Nikt w Zimbabwe nie wierzy, by pastor, którego dorosłe życie bez reszty wypełniła polityka, zadowoli się odprawianiem nabożeństw i wygłaszaniem kazań. Ale nawet jego zwolennicy zaczęli się zastanawiać, czy nie brakuje mu daru przywództwa, czy nadaje się do polityki? Nie sposób odmówić mu charyzmy, pracowitości, błyskotliwego intelektu i oratorskiego talentu. Wciąż jest młody – 45 lat to dla polityka, zwłaszcza w Afryce, wiek przedszkolny.

Ale dlaczego tak łatwo porzuca wszystko, co stworzył, dlaczego obraża się jak primadonna i wycofuje, zamiast obstawać przy swoim, walczyć? Swoim partiom przewodził, jakby były jego własnością, dworem. Sam o wszystkim decydował, nie dbał o organizację ani reguły. Nie przyszło mu nawet do głowy, by powołać sekretarza generalnego i dzielić się z nim władzą. Gdyby to zrobił, Sengezo Tshabangu nie mógłby dziś się pod niego podszywać, nie ukradłby pastorowi partii.

Pojawiły się nawet głosy, że choć wielebny Chamisa wciąż pozostaje jedyną nadzieją na odsunięcie od władzy Mnangagwy i jego weteranów, to demokracja w Zimbabwe pod jego przywództwem niekoniecznie miałaby się dużo lepiej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”