Żenada na dopalaczach

Trudno właściwie powiedzieć, co bardziej przygnębia w filmiku "Stop dopalaczom" Głównego Inspektoratu Sanitarnego.
Czyta się kilka minut
Kadr z filmu "Stop dopalaczom". Fot: youtube.com /
Kadr z filmu "Stop dopalaczom". Fot: youtube.com /

Czy to, że na marne pójdzie czyjeś zaangażowanie, staranie i entuzjazm. Bo zakładam, że tak to się odbyło: ktoś na fali doniesień o zatruciach dopalaczami poczuł się odpowiedzialny, doszedł do wniosku, że do młodych trzeba mówić ich językiem, zmierzył siły na zamiary albo odwrotnie, zaangażował znajomych dziecka, którzy kręcą amatorskie filmiki w szkole (jak dowiedziało się radio Tok FM, film powstał w trzy godziny, "własnym sumptem" i za 3210 zł), było dużo zapału i frajdy. Teraz cały ten zapał utonie pod falą kpin. "Kabaret...do łez zażenowania! czuję się zażenowany kolejny raz / nieustannie / jako Tato najbardziej..." - to łagodniejszy z komentarzy na facebookowym profilu GIS. W co drugim powtarza się sugestia, że filmik powstał pod wpływem dopalaczy. Zamiast efektu jest szydera. Bardzo poważny temat zostaje skompromitowany, a co gorsza, w GIS ktoś teraz może dojść do wniosku, że nie ma sensu się angażować.

Czy to, że ktoś ten film obejrzał, zatwierdził i orzekł, że to w gruncie rzeczy dobra robota. Kuriozalny scenariusz, nieporadne próby wkomponowania weń politycznych tekściorów ("sorry, taki mamy klimat", czy mistrzowskie "oddalam to pytanie"), dramatycznie zły montaż o zerowej dynamice, widoczny mikrofon, efekt szkolnego teatrzyku. Kultura youtuberska, w której gadająca głowa z kamerki internetowej może zdobyć oglądalność; telewizje, w których prime time zajmują przynajmniej tak samo źle zrealizowane tasiemcowe seriale, a naród śledzi drewniano-plastikowe, sztuczne jak zupa z proszku paradokumenty; oferta kin pełna kiczowatych pseudokomediowych produkcji, wizualna prowizorka na ulicach miast - to wszystko stanowi kontekst feralnego filmiku. I decyzji, że nadaje się on na kampanię społeczną.

Czy też to, że w wyobrażeniach "dorosłych" tak właśnie należy mówić do "młodzieży". Banałami, stereotypami (diler w kapturze i ciemnych okularach), a co najgorsze - bez kontaktu z ich rzeczywistością (młodzi przesiadują pod trzepakiem? serio?). Ktoś chyba naprawdę sądził, że wystarczy opowiedzieć łopatologiczną historyjkę, żeby "młodzież oglądała ją w internecie".

Czy może to, że zwyciężyła mentalność taniego państwa: jak zrobimy kampanię społeczną za trzy tysiące, to ktoś nas pochwali za gospodarność. Skoro można tak budować drogi, to tym bardziej można tak robić filmy.

Ale chyba jednak najbardziej przygnębiające jest to, że antydopalaczowy filmik jest kolejnym mocnym przykładem groźnej choroby, na którą zapadają często profesorowie, duchowni, politycy, celebryci - i, jak się okazuje, również urzędnicy. Jej objawem jest przemożne przekonanie, że ich stanowisko, funkcja czy pozycja oznacza, iż najwidoczniej znają się na wszystkim. I do wszystkiego są zdolni.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”