Reklama

Z dopalaczami trzeba inaczej. List do Ministra Zdrowia

Z dopalaczami trzeba inaczej. List do Ministra Zdrowia

16.07.2015
Czyta się kilka minut
Panie Ministrze, najwyraźniej nie jest Pan na bieżąco. Harcerze tu nie pomogą, pomóc może tylko zmiana polityki narkotykowej - Kalina Błażejowska pisze list do Mariana Zembali.
Marian Zembala. Fot: Jan Bielecki/East News
S

Szanowny Panie Ministrze,

niedawno wystąpił Pan na konferencji prasowej w sosnowieckim Ośrodku Ostrych Zatruć. Sprawa „Mocarza” dopiero się zaczynała, w placówce przebywało kilkadziesiąt zatrutych pacjentów; dzisiaj wiemy, że na samym Śląsku między 3 a 15 lipca do szpitali trafiły 434 osoby, w większości nastolatki. Jedna z dziennikarek próbowała zadać Panu pytanie o możliwość zmian w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii. Piszę „próbowała”, bo wszedł jej Pan w słowo: „A jak pani sądzi? Proszę powiedzieć, co by pani zrobiła?”. Kiedy przytomnie zauważyła, że nie jest ministrem zdrowia, powiedział Pan: „Ale skończyła pani maturę, skończyła pani studia, jest pani osobą myślącą – co pani by zaproponowała?”. Dziennikarka nie skorzystała z tej możliwości, więc może ja skorzystam: mam przecież maturę, skończyłam studia i jestem osobą myślącą.

Co bym zrobiła, gdybym była ministrem zdrowia? Zaczęłabym od czytania. Sięgnęłabym do publikacji dostępnych na stronach organizacji zajmujących się polityką narkotykową. Np. do przygotowanej przez European Drug Policy Initiative analizy „The Not-So-Balanced Approach. Policy Responses to New Psychoactive Substances”, przedstawiającej próby kontroli rynku dopalaczy w Polsce, Portugalii, Rumunii, Serbii i na Węgrzech; do przygotowanej przez Polską Sieć Polityki Narkotykowej publikacji „Cicha rewolucja. Dekryminalizacja posiadania narkotyków na świecie”; do wydanej przez Krytykę Polityczną książki „Wojny narkotykowe. Doniesienia z pola walki”. Poprosiłabym też o statystyki, posłuchałabym ekspertów: od chemików badających skład dopalaczy, przez policjantów, po działaczy organizacji pozarządowych.

Z lektury i rozmów dowiedziałabym się, że państwowa walka z dopalaczami przypomina walkę z hydrą: sklepy stacjonarne przenoszą się do internetu, substancje zakazane zostają zastąpione nowymi. W efekcie dopalacze są coraz bardziej trujące i uzależniające, a ich ofiary coraz trudniejsze do odratowania – bo przecież na nową, niezbadaną substancję nie ma jeszcze remedium. Liczba zatruć, w tym śmiertelnych, rośnie lawinowo.

Uświadomiłabym sobie, że dopisywanie nowych substancji do listy substancji zakazanych jest przeciwskuteczne: obecna fala zatruć „Mocarzem” ma bezpośredni związek z niedawną aktualizacją listy. Dilerzy chcieli się pozbyć zdelegalizowanego „Mocarza” i zaczęli wyprzedaż: cenę obniżyli nawet o 80 procent. A młodzi, którzy właśnie zaczęli wakacje i mają więcej czasu na imprezowanie, z promocji chętnie skorzystali. I trafili na ostry dyżur.

Zastanowiłabym się, czy popularność dopalaczy nie ma związku z kryminalizacją posiadania narkotyków: czy nie chodzi o to, że bezpieczniej kupić łatwo dostępny, legalny dopalacz niż trudniej dostępny narkotyk, za którego posiadanie – nawet jeśli to minimalna ilość – grozi odpowiedzialność karna. Zauważyłabym, że syntetyczne kannabinoidy, jak te w „Mocarzu”, mogą być śmiertelne; a prawdziwa marihuana śmiertelna nie jest.

Dalej: dowiedziałabym się, że polska polityka narkotykowa należy do najbardziej restrykcyjnych w Europie. Gdy na Zachodzie przyjmuje się doktrynę „redukcji szkód”, a więc ograniczania niepomyślnych konsekwencji zażywania narkotyków, w Polsce wciąż stawia się na penalizację. Zatrzymywane są przede wszystkim osoby posiadające niewielkie ilości na własny użytek: najczęściej młodzi mężczyźni z marihuaną lub haszyszem (50 proc.).

Możliwe, że przypomniałabym sobie o artykule 62a z 2011 r., który pozwala na odstąpienie od karania w podobnych przypadkach, i pomyślałabym, że zdrowy rozsądek sędziów wystarczy. Wtedy zajrzałabym do raportu Piotra Kubaszewskiego z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (2014 r.), porównującego liczby osądzonych i liczby skazanych ze stanu sprzed nowelizacji i po jej wejściu w życie: po zmianie przepisów współczynnik nieskazanych wyniósł ok. 18 proc., podczas gdy w poprzednich latach było to ok. 9-11 proc. Zdziwiłaby mnie różnica w liczbach umorzeń między Polską wschodnią a zachodnią (w 2012 r. w Rzeszowie umorzeń było 11, a w Poznaniu – 496). Czy tak wygląda równość wobec prawa?

Jeśli zastanawiałabym się, czy dekryminalizacja posiadania narkotyków na własny użytek nie zwiększy ich konsumpcji, prześledziłabym przykłady 25 państw, które zdecydowały się na takie rozwiązanie. I dowiedziałabym się, że kryminalizacja i restrykcyjne prawo mają niewielki wpływ na poziom spożycia narkotyków w danym kraju.

A potem, uzbrojona w wiedzę, wyciągnęłabym wnioski.
Niestety Pan, Panie Ministrze, najwyraźniej nie jest na bieżąco z tymi kwestiami. W Sosnowcu powiedział Pan dziennikarzom: „Patrzmy, co się dzieje na dyskotekach, patrzmy, że drink, i trendy, i moda na bycie singlem – to jest wszystko trendy. I nagle człowiek młody widzi: mama fruwa, tata fruwa, on jest sam. On jest zagubiony. Może czas powrócić do korzeni. Kulturowo, obyczajowo. Przepraszam za ten komentarz pozalekarski, ale on jest pozornie pozalekarski. Czas na państwa komentarz”. Mój komentarz jest krótki: stracił Pan kontakt ze współczesnością. Nie wiem, o jakich korzeniach Pan mówi; wiem tylko, że ludzie zawsze się odurzali i będą odurzać. Pozostaje kwestia, czy będą robić to pod kontrolą, i kto będzie na tym zarabiał – mafia czy państwo. Skończmy z hipokryzją: narkotyków nie biorą wyłącznie zagubione nastolatki na dyskotekach. Narkotyki biorą politycy, dziennikarze, nauczyciele, prezesi i robotnicy. Lekarze, prawnicy i policjanci – również. Od grama marihuany Polaka dzielą zazwyczaj jeden-dwa telefony.

Wskazał Pan na wagę profilaktyki: przypomniał o propozycji resortów zdrowia i edukacji, aby na godzinach wychowawczych w szkołach prowadzić naukę o zdrowiu. Docenia Pan zaangażowanie środowisk harcerskich, prowadzących akcję „Stop uzależnieniom”, która ma objąć wszystkie obozy w kraju. Chciałabym spytać: czy naprawdę myśli Pan, że osoby zażywające „Mocarza” należą do harcerstwa?

Wreszcie, odwołał się Pan do figury „narkomana leżącego na ulicy”, do którego „trzeba wyciągnąć rękę”. Na tej figurze często opiera się szkolna profilaktyka. To figura strachu, przykład ekstremalny. I nieskuteczny. Pamiętam, jak do mojej szkoły, w ramach profilaktyki, na lekcję przyszedł były narkoman. Długo opowiadał wstrząsającą historię uzależnienia: zaczynał w technikum chemicznym, przyrządzając własne psychodeliki, skończył rzeczywiście na ulicy. Kiedy nadszedł czas na pytania z sali, pierwsze brzmiało: „Czy może pan podać przepis na te narkotyki, które pan robił?”. Wielu uczniów miało już za sobą pierwsze doświadczenia z psychodelikami. Wcale się nie stoczyli, przeciwnie: ci, którzy palili regularnie, są teraz wojskowymi i policjantami. Tylko że wtedy nie było jeszcze dopalaczy.

Wiem, że argumenty moje i innych publicystów na niewiele się zdadzą. W końcu jest Pan ministrem w rządzie, którego premier - była minister zdrowia! - w kontekście ostatnich wypadków wypowiedziała zdanie absurdalne: „Nie można mieszać zdrowia i życia ludzkiego z polityką, to się zwykle źle kończy”. Ta sama premier pięć lat temu mówiła, że „nasza ustawa o dopalaczach jest wzorem dla Europy”. Rzeczywiście, jest wzorem: pokazuje, jak nie należy pisać ustaw. Po kolejnych bitwach wypowiedzianej przez Donalda Tuska „wojny z dopalaczami” mamy kolejnych rannych i zabitych.

Wracając do Pańskiej konferencji: powiedział Pan na niej jeszcze, że „my jako Polacy mamy za dużo pychy, za mało pokory, za mało pragmatyzmu”. Nie wiem jak z pychą i pokorą, ale pragmatyzmu Panu rzeczywiście brakuje.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kalina Błażejowska
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa, autorka nominowanej do Nagrody Literackiej Gryfia biografii Haliny Poświatowskiej „Uparte serce” (Znak 2014). Laureatka Grand Prix Nagrody...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Kiedy kilka dni temu oglądałem konferencję prasową Pana Ministra w sosnowieckim Ośrodku Ostrych Zatruć, byłem zbudowany Jego wypowiedziami jak pewnie większość telewidzów, posiadających znikomą wiedzę na temat dopalaczy. Kiedy przeczytałem powyższy artykuł, zbudowanie legło w gruzach. Pozostała tylko nadzieja, że Pan Minister też to przeczyta. Autorce bardzo dziękuję i pozdrawiam.

Analiza postawy pana ministra trzeźwa i, niestety, w 100% słuszna. Za jego ministrowania nie możemy chyba liczyć na poważniejsze zmiany. Do wymienionych na początku tekstu materiałów dodałbym nieskromnie moją książkę "Odkłamywanie marihuany" (http://marihuanaleczy.pl/ksiazki/) - można w niej znaleźć sporo bardzo ciekawych danych statystycznych.

To, że ktoś trafił (bo tam mierzył) do pożytecznych czy wojska, to nie jest najlepszy przykład na samodzielność, orientację w rzeczywistości, umiejętność spożytkowania swoich talentów ani ich posiadanie w ogóle. ale na szczęście sam znam (okazjonalnych) palaczy którzy sięgają perspektywą poza jakieś koszary czy system statystyk wykrywalności przestępstw. za to - ciekawe - ci znajomi którzy się "zmenelili" preferowali alkohol i tytoń.

Brawa dla pani Kaliny za dobry tekst. Niestety, minister Zembala i jego polityczne zaplecze, a de facto zdecydowana większość polskiego parlamentu i politykierów, wychowana w tradycji alkoholowego rozpasania, z mózgami zwyczajnie porażonymi skonsumowaną wódką, najwyraźniej nie jest wstanie ogarnąć tak oczywistych jak przytaczane w artykule argumentów. Cenę za to pijackie delirium rządu i parlamentu płacimy my wszyscy.

Pani Kalina Błażejowska pisze, że skorzysta możliwości odpowiedzi na pytanie "co by pani zaproponowała". Artykuł zawiera wiele trafnych spostrzeżeń. np. "dopisywanie nowych substancji zakazanych jest przeciwskuteczne" i kilka innych, na ogół znanych. Pomijam fakt, że tekst jest w sporej części po prostu złośliwy (w oparciu o wybrane fragmenty wypowiedzi ministra), to nie zawiera zapowiedzianych przez Autorkę propozycji. A tego się spodziewałem, i niestety nic (poza słuszną radą zapoznania się z opracowaniami, raportami z innych krajów). Nie jest to nb. dziwne, bo z narkotykami i dopalaczami walczy dosyć bezskutecznie cały świat. Pani Redaktor: proszę mniej złośliwości, więcej merytorycznego podejścia. Może wtedy będzie więcej pożytku. Wojciech Kapturkiewicz Kraków

Pani Kalino brawo! Z pasją, wiedzą i na ważny temat. Więcej takich artykułów poproszę :) Trzeba budować świadomość, ale zmiana nie będzie szybko. Następny minister raczej nie będzie lepszy i jeszcze długo pozostaniemy skansenem mentalnym. Pragmatyzm to nie jest cecha, która jest u nas w cenie. I dotyczy to w zasadzie wszystkich problemów społecznych.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]