Zdarzyło się wczoraj

Mały rodzinny domek na obrzeżu Częstochowy. Jestem tu gościem. Gospodarze wraz z dorosłym synem prowadzą małą pracownię techniczną, reszta dzieci albo już na swoim, albo na szkolnych wakacjach. Poobiednia sjesta, pogawędka. Raptem w drzwiach staje obdartus, od którego zionie ostatecznym zaniedbaniem. Ale jest pełen przyjaźni, zaczyna witać się z nami po kolei, potrząsając ujmowanymi dłońmi, mówi coś, co gospodarze rozumieją, ale ja nie bardzo, sposobi się, by z nami usiąść. Gospodarz domu wyprowadza go ostrożnie na ganek, usadza w ogrodowym fotelu. Pani domu idzie przygrzać mu jedzenie. Zszokowana pytam tymczasem, kto to jest. Okazuje się, że nie mają pojęcia, że widzą go pierwszy raz. Furtka ogrodu zawsze otwarta ze względu na klientów; nie było mu trudno wejść. Kiedy wychodzimy do ogrodu, nieznajomy w najlepsze śpi. Jest mowa o tym, że może trzeba go odtransportować przez stróżów porządku do izby wytrzeźwień albo schroniska dla bezdomnych, ale gospodarze nie kwapią się na razie do żadnych działań. "Zobaczy się". Kiedy po paru godzinach odjeżdżam, nic się nie zmienia. Wieczorem dzwonię, by zapytać, jak to się skończyło. "Wiesz, niedługo potem on się zbudził i sobie poszedł". Zwyczajnie.
Czyta się kilka minut

Zostaje mi w pamięci ten człowiek, tak zupełnie i ostatecznie niczyj, tak zupełnie i ostatecznie zdany na innych, którzy jak ja mogą reagować nieprzezwyciężalnym odruchem protestu i chęci ucieczki jak najdalej, albo szukaniem instancji, która uwolni mnie od obecności w żaden sposób nieakceptowalnej.

Zostaje mi także w pamięci wcześniejsza nasza rozmowa z gospodarzami o Medjugorje, w którym byli już nie raz i które ich bardzo porusza. "Bo świat bardzo potrzebuje nawrócenia" - powtarzała pani domu z przekonaniem.

I w pewnej chwili przyszło mi na myśl pytanie: kto to tak naprawdę mógłby być?

Ja tego nie wymyśliłam.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2009