Główny bohater tej opowieści milczy. W chwili, gdy zsyłamy ten materiał do druku, mija 15 dni od przesłania Wodom Polskim naszych pytań o prace na suchym zbiorniku retencyjnym w Stroniu Śląskim oraz na zamykającej go zaporze.
Obniżenie wymagań dla tamy w Stronu Śląskim
Zapytaliśmy o przyczynę obniżenia klasy tej instalacji z drugiej do trzeciej, co wedle naszych informacji nastąpiło między 2016 a 2024 rokiem i mogło być próbą ukrycia jej pogarszającego się stanu technicznego lub niedostosowania do nowych, niebezpiecznych okoliczności – ze zwiększonym zagrożeniem powodziowym na czele.
Polskie przepisy – przypomnijmy – dzielą budowle piętrzące na cztery klasy, w zależności od ich wielkości, znaczenia dla gospodarki wodnej oraz konsekwencji potencjalnej awarii dla ludności. Zaporom i zbiornikom klasy pierwszej i drugiej przepisy stawiają najwyższe wymagania, w tym obowiązek stworzenia planu ewakuacji na wypadek pęknięcia, a także zdublowania systemów łączności, które pozwoliłyby skutecznie zawiadomić o katastrofie inne służby.
Wyższe w porównaniu do obiektów klasy trzeciej i czwartej są również wymagania dotyczące wytrzymałości samych konstrukcji. Zbiornik i tama w Stroniu nie zmieniły wielkości i objętości. Czym zatem podyktowana była zmiana klasy zaszeregowania obiektu, obniżająca wymogi formalne, które musiał spełniać, by jego stan techniczny można było nazwać „dobrym” i „niezagrażającym bezpieczeństwu”? Właśnie takie wyniki, jak podały w komunikacie Wody Polskie, przyniosła ostatnia kontrola stanu zapory i zbiornika, przeprowadzona w roku 2023.
W przesłanym do redakcji mailu biuro prasowe Wód Polskich poprosiło o czas na przygotowanie odpowiedzi na tak szczegółowe pytania. Nadal mamy nadzieję, że je otrzymamy.

Inżynier przybył na miejsce katastrofy. To było tsunami
W międzyczasie z podobnymi pytaniami zwróciliśmy się do jednego z czołowych polskich ekspertów od inżynierii środowiska, specjalizującego się w bezpieczeństwie zapór i zbiorników retencyjnych.
Nasz rozmówca poprosił o nieujawnianie nazwiska oraz nazwy instytucji, w której pracuje, ponieważ będzie ona uczestniczyć w badaniu przyczyn katastrofy zbiornika w Stroniu. Inżynier był już na miejscu, przeprowadził też rozmowy z obsadą zapory, która w ostatnich godzinach jej działania była na zmianie. Zebrane informacje są na razie, jak podkreśla, zbyt skąpe, by tylko na ich podstawie wskazywać przyczyny katastrofy.
– W weekend między 13 a 15 września z pewnością mieliśmy w Kłodzkiem do czynienia z opadami o intensywności dotąd w Polsce nienotowanej – opowiada. – Pracownicy zapory mówili, że w ostatnich minutach, zanim siadły urządzenia pomiarowe, na odczytach przepływu wody zobaczyli wartości, które skojarzyły im się z tsunami.
Eksperta zastanawia jednak coś innego. Dlaczego Wody Polskie w komunikacie o katastrofie przywołują akurat dane o maksymalnym przepływie wody? Zapora w Stroniu była – jak podają Wody – zaprojektowana na 70-80 metrów sześciennych na sekundę. W feralny weekend w zbiorniku zanotowano jednak przepływ na poziomie 320 metrów sześciennych na sekundę.
– Ale to oznacza jedynie, że urządzenia przelewowe w zaporze miały przepustowość czterokrotnie mniejszą od obciążenia, z jakim przyszło im się mierzyć podczas ostatniej powodzi – wyjaśnia inżynier. – Zapora, mówiąc kolokwialnie, zadławiła się wodą, która w pewnym momencie przelała się przez wał okalający zbiornik i go rozniosła. To bardzo niebezpieczna sytuacja, potencjalnie mogąca prowadzić do scenariusza, która faktycznie ziścił się w Stroniu. Ale tłumaczenie przerwania wału samą wielkością przepływów, zwłaszcza przed przeprowadzeniem innych badań, uważam za co najmniej przedwczesne.
Ekspert ze zdziwieniem przyjął też informację o zmianie zaklasyfikowania ważności obiektu. Podkreśla, że tego typu sytuacje są rzadkie, klasę wyznacza się bowiem zwykle jeszcze na etapie projektowania budowli piętrzącej. Ewentualnych zmian można dokonać podczas przeprojektowania lub w sytuacji, gdy uzasadnią to inne okoliczności.
– Na przykład gdy zmieni się dokonywana cyklicznie ocena lokalnego zagrożenia powodziowego, albo gdy w pobliżu wyludni się jakaś wieś, lub przeciwnie, powstanie nowe osiedle. Należy wtedy na nowo przeliczyć zagrożenie związane z zalaniem w wyniku przerwania zapory i może się okazać, że wymaga to także zmiany klasy obiektu – tłumaczy inżynier.
Wiadomość o obniżeniu standardu tamy nie trafiła na biurko starosty
Zbiornik i zapora w Stroniu Śląskim powstały na początku XX w., musiały być zatem wtórnie sklasyfikowane zgodnie z wymogami określonymi w rozporządzeniu ministra środowiska z 2007 r. o warunkach technicznych, jakim powinny odpowiadać budowle hydrotechniczne i ich usytuowanie.
W komunikacie z 24 września br. o stanie tego obiektu Wody Polskie podają, że ostatni poważny remont w Stroniu odbył się w 2011 r., zapewne po powodzi, która nawiedziła Dolny Śląsk rok wcześniej. Pięć lat później NIK w swoim raporcie wymienia zespół budowli hydrotechnicznych w Stroniu Śląskim jako obiekt klasy drugiej. Zmiany zaklasyfikowania na pewno nie przeprowadzono zatem w związku z modernizacją w 2011 r.
Późniejsze prace na terenie zbiornika i na samej zaporze sprowadzały się z kolei do kosmetyki. W 2014 r. przygotowano ścieżkę pieszo-rowerową na koronie zapory wraz z rampą wejściową i oświetleniem. Sześć lat później wyczyszczono urządzenia upustowe zapory. Potem jeszcze położono okablowanie dla telewizji przemysłowej oraz dla automatycznych czujników w gruncie, ale tego typu prace na pewno nie uzasadniały zmiany klasyfikacji zapory i zbiornika.
Gdyby doszło do niej wskutek zmniejszenia oceny zagrożenia ewentualnym przerwaniem tej budowli przez wodę, powiadomiono by o tym okoliczne samorządy. Tymczasem Maciej Awiżeń, obecnie wojewoda dolnośląski, a w latach 2010-2023 starosta powiatu kłodzkiego, nie przypomina sobie, żeby informacja o obniżeniu klasy zbiornika w Stroniu trafiła na jego biurko: – A nie wyobrażam sobie również tego, że taka wiadomość nie zostałaby mi przekazana, gdyby dotarła do starostwa – podkreśla.
W jakich okolicznościach i dlaczego obiekt w Stroniu Śląskim przestał być zatem budowlą hydrotechniczną klasy drugiej?
– Proszę spojrzeć – ekspert wskazuje palcem na jedną z tabel ministerialnego rozporządzenia z 2007 r. – Obiekt taki jak Stronie, gdyby był budowlą drugiej klasy, musiałby mieć koronę wałów i samej zapory sięgającą półtora metra ponad maksymalne przewidywane spiętrzenie wody. Z chwilą, gdy stał się obiektem klasy trzeciej, do spełnienia warunku bezpieczeństwa z rozporządzenia wystarczył już tylko metr.
Na uwagę, że wysokość zapory i wałów wokół zbiornika nie uległa przecież zmianie, ekspert reaguje uśmiechem. – No właśnie. A co, jeśli w międzyczasie zmieniły się szacunki opadów i prognoza maksymalnego spiętrzenia wody w zbiorniku? Mówiąc wprost: gdy właścicielowi obiektu wyszło, że musiałby podnieść wały i samą zaporę o kilkadziesiąt centymetrów?
Wody Polskie zmieniły strategie walki z powodzią
Cytowany ekspert podkreśla, że scenariusz, który snuje, jest na razie tylko jednym z hipotetycznie możliwych. Rzecz jednak w tym, że wręcz niepokojąco dobrze komponuje się z tym, co działo się w poprzednich latach w polityce powodziowej w tej części Polski.
Po wielkiej wodzie w 2010 r., która ponownie spustoszyła część Dolnego Śląska, zapadła decyzja o rozbudowie systemu zabezpieczeń redukujących ryzyko powtórki takiego scenariusza. Inwestycję miał wesprzeć Bank Światowy, któremu strona polska przedstawiła jej plany. Projekt zakładał dwa etapy. W pierwszym na Ziemi Kłodzkiej miały powstać cztery suche zbiorniki retencyjne, czekające na wysoką wodę. W drugim planowano porządki w korytach największych rzek i potoków regionu, a także modernizację istniejących już zapór oraz zbiorników. Większość budowli hydrotechnicznych w tej części Dolnego Śląska powstała jeszcze na początku XX w., w reakcji na wielką powódź, która w 1903 r. spustoszyła region. Była wśród nich także zapora w Stroniu Śląskim, oddana do użytku w 1908 r.
Budowa czterech zbiorników ruszyła w 2015 r. i trwała osiem lat. W międzyczasie do władzy doszedł PiS, który w 2017 r. gospodarkę wodną na terenie całego kraju skoncentrował w jednej instytucji, czyli w Wodach Polskich. Jedną z ich pierwszych decyzji była zmiana strategii przeciwpowodziowej dla tej części kraju.
Z naszych informacji wynika, że już wiosną 2018 r., zaledwie kilka miesięcy po rozpoczęciu działalności operacyjnej, Wody Polskie wystąpiły do Banku Światowego z propozycją zamiany drugiego etapu inwestycji – czyli wspomnianych prac utrzymaniowych – na budowę kolejnych zbiorników retencyjnych. Pomysłodawcy wskazywali dla nich szesnaście potencjalnych lokalizacji. Bank Światowy zgodę na zmianę planów uzależnił jednak od wyniku konsultacji społecznych. Z naszych informacji wynika również, że dał Wodom Polskim czas na ich zakończenie do lipca 2019 r.
Zgódźcie się na zbiornik albo wyjdziecie na wariatów
Narady z samorządami i instytucjami regionu ruszyły na początku 2019 r., ale mieszkańcy dołączyli do konsultacji dopiero pod koniec marca. Nowy plan przeciwpowodziowy dla większości z nich był olbrzymim zaskoczeniem, dlatego spotkał się z oporem i nieufnością. Zakładał m.in. przesiedlenie ok. 2500 osób. Jak wspomina dziś – prosząc jednocześnie o anonimowość – jeden z uczestników tamtych rozmów, protesty miały „spory komponent godnościowy”.
– Po ostatniej powodzi zrobiono z nas w mediach pieniaczy spod znaku „nie na moim podwórku”, ale nam nie chodziło o to, żeby te zbiorniki uwalić. Domagaliśmy się tylko, żeby ich lokalizację, wielkość i funkcję planować z uwzględnieniem również naszych racji – mówi mieszkaniec okolic Stronia Śląskiego. – Tymczasem pokazano nam gotowe plany i mieliśmy do wyboru: zgodzić się albo wyjść na wariatów, którzy nawet po dwóch wielkich powodziach nie chcą się przygotować na kolejną.
Druga strona konsultacji, czyli Wody Polskie, też nie były skłonne do kompromisu, gonił je termin narzucony przez Bank Światowy. Awantura o dodatkowe zbiorniki na Dolnym Śląsku przybierała więc na sile, a przed kampanią wyborczą do parlamentu włączyli się w nią politycy. Platforma Obywatelska pomysł Wód Polskich nazwała „pisowską gigantomanią”.
Ostatecznie głos zabrał minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk. Obiecał mieszkańcom Kłodzkiego, że żadne nowe zapory i zbiorniki w tym regionie nie powstaną. Rzecz jednak w tym, że inwestycja nie ruszyłaby zapewne i z błogosławieństwem ministra. Na wieść o protestach Bank Światowy cofnął bowiem polskiej stronie wstępną zgodę na zmianę planów. Drugi etap inwestycji miał iść wedle pierwotnych założeń.
Wspomina inżynier pracujący w tamtym czasie na zlecenie Wód Polskich: – Nagle okazało się, że nie ma szans ani na szybkie uporządkowanie zlewni rzek, bo ten plan już zarzucono, ani na nic w zamian – bo nowa wersja projektu też upadła.
Jaki wpływ mogła mieć ta awantura na wspomniane na początku obniżenie klasy zapory w Stroniu Śląskim?
– We wstrzymanym przez Gróbarczyka planie ponad zbiornikiem w Stroniu, w Bolesławowie, przewidziano powstanie kolejnego, większego, bo mieszczącego ok. 1,9 mln metrów sześciennych wody – wylicza ekspert. – To on wedle nowych założeń miał przyjąć na siebie pierwsze uderzenie kolejnej dużej powodzi. Problem w tym, że nigdy nie powstał, a na obiekcie w Stroniu nie przeprowadzono poważniejszego remontu ani modernizacji, które zwiększyłyby jego odporność na wielką wodę. Wody Polskie uporządkowały jedynie koryto Morawki na dnie zbiornika.
Wałom w Stroniu Śląskim zabrakło kilkudziesięciu centymetrów
Z tego, że dotychczasowe szacunki zagrożenia powodzią w regionie wymagają aktualizacji, właściciel obiektu w Stroniu Śląskim musiał zdawać sobie sprawę na długo przed wydarzeniami z 15 września 2024 r. Hydrolodzy i klimatolodzy od dawna sygnalizowali, że zmiany klimatyczne coraz częściej skutkują w Polsce powodziami błyskawicznymi, wywoływanymi przez nawalne opady na stosunkowo niewielkim obszarze.
Niepokojącego materiału do analiz dostarczyły też Wodom Polskim konsultacje społeczne z 2019 r. w sprawie planu budowy nowych zbiorników retencyjnych. W dokumencie przygotowanym wówczas na zlecenie „Koalicji Ratujmy Rzeki” jego autorzy szacowali, że budowa tych obiektów, bez uwzględnienia naturalnej retencji czy przesiedleń z terenów najbardziej zagrożonych zalaniem, nie poprawi znacząco bezpieczeństwa mieszkańców Ziemi Kłodzkiej. W analizie skutków powodzi niosącej tzw. wodę stuletnią, czyli o prawdopodobieństwie wystąpienia raz na 100 lat, autorzy opracowania piszą, że dla Kłodzka budowa dziewięciu nowych suchych zbiorników retencyjnych oznaczałaby redukcję wysokości lustra wody o… 54 centymetry.
Wieczorem 15 września br. wodowskazy na Nysie w Kłodzku pokazywały tymczasem 772 centymetry, bijąc tym samym rekord z 1997 r. aż o 117 centymetrów. Przerwanie wałów zbiornika w Stroniu doprowadziło do niekontrolowanego uwolnienia ok. 1,3 mln metrów sześciennych zgromadzonej w nim wody.
Czy można było temu zapobiec? Ekspert, który będzie niebawem badać przerwane wały, podkreśla, że katastrofy budowlane, podobnie jak lotnicze, rzadko mają jedną przyczynę. Najczęściej składa się na nie ciąg nieszczęśliwych zbiegów okoliczności, ludzkich błędów i niedopatrzeń. Czasem po prostu zwycięża natura.
– Lata obserwacji nauczyły nas jednak, że w przypadku ziemnych budowli przeciwpowodziowych, takich jak wał wokół zbiornika w Stroniu, wartością graniczną jest 30 centymetrów. Wszystkie obiekty projektuje się właśnie tak, żeby nawet przy maksymalnym naporze lustro wody nie sięgnęło wyżej niż właśnie 30 centymetrów do korony umocnień, bo wtedy konstrukcja gwałtownie traci stabilność i tylko Bóg wie, co zdarzy się dalej.
Niewykluczone, że w niedzielę 15 września tego roku zbiornikowi w Stroniu zabrakło właśnie tych 30 centymetrów. Dotarliśmy do e-maila, który Centrum Operacyjne Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu wysłało do Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Kłodzku 15 września o godzinie 0:29. RZGW zapewnia w nim po konsultacji z kierownikiem zbiornika w Stroniu, że „na chwilę obecną zapora jest stabilna. Jedynie przelanie się wody przez korpus zapory ziemnej może doprowadzić do powstania przebicia”. Dalej RZGW przyznaje, że utrzymywanie się tak dużego naporu wody przez dłuższy czas może osłabić tę konstrukcję. Konkluduje jednak optymistycznie, że „na razie zapora piętrzy przez kilkanaście godzin, zatem nie powinno nastąpić jej uplastycznienie”.
Dwanaście godzin później uplastycznienie nastąpiło.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















