Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zapach owiec

Zapach owiec

22.01.2018
Czyta się kilka minut
Ks. GRZEGORZ KRAMER SJ, proboszcz: To jest cała paleta zapachów. Od bardzo drogich perfum po przypalone garnki. Zapach biedy. Obiadu. Zwierząt. To jedna z pierwszych rzeczy, jaką rejestruję, gdy wchodzę do domu podczas kolędy.
Ks. Grzegorz Kramer SJ w kościele o. Jezuitów w Opolu, lipiec 2017 r. ROMAN ROGALSKI / AGENCJA GAZETA
B

BŁAŻEJ STRZELCZYK: Ale Cię nosi.

O. GRZEGORZ KRAMER SJ: Tu, na poddaszu plebanii jest mi bardzo dobrze.

Dwa miesiące temu mieszkałeś piętro niżej.

Pierwszy pokój, do którego się wprowadziłem, gdy przyjechałem do Opola, żeby być tu proboszczem, okazał się dla mnie zbyt duży. Wolę jednak, gdy jest kameralnie.

A te wszystkie gadżety, obrazy, krzyże i Chrystusy bez krzyży na ścianach? W ilu mieścisz się walizkach?

W trzech. W tym jedna to ubrania. Ale masz rację: jestem zbieraczem.

Zbieraczem?

Na przykład zobacz tego Chrystusa, który wisi nad gramofonem. Znalazłem na grobie mojego dziadka.

Zauważyłeś, że Chrystusom bardzo łatwo urywają się ręce?

Bo robione są ze słabego tworzywa. A poza tym szeroko rozłożone, więc podczas przeprowadzek i transportu łatwo się urywają, kruszą i odłamują we fragmentach...

17665

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

który biega i wrzeszczy Tylko na jego rodziców, którzy nie robią co do nich należy

Ale oni robią to, co do nich należą. Pozwalają temu czterolatkowi być z Panem Bogiem tak, jak ów czterolatek potrafi. Dziecko nie będzie kontemplowało i medytowało. Chwali Pana Boga swoją radością, tańcem, szczebiotem. Chodzenie do kościoła, bycie z Panem Bogiem ma się dziecku dobrze kojarzyć, a nie ze sztywnością i nudą.

Rodzice tego dziecka nie reagując na jego zachowanie przeszkadzają wszystkim innym. Radość jednego w zamian za spaprana msze dla 50% reszty. Nie, dziękuję. Dlaczego rodzice nie potrafią zrozumieć ze szczebiot ich dziecka jest czymś przyjemnym tylko dla nich? Dla reszty jest po prostu irytujący, bo nie mają związku emocjonalnego z tym dzieckiem. I nie muszą mieć. Jeśli masz nadaktywne dziecko to zabieraj go na mszę dla dzieci. Wtedy nikt nie powinien mieć pretensji.

między innymi z powodu takiego mszalnie uwznioślonego towarzystwa już jakiś czas temu zrezygnowałem z obecności - a potem przyszły doświadczenia przyjaznych wszystkim zgromadzeń ludzi wprawdzie nie tak wzniosłych i wzdętych, ale za to normalnych i bliźnim życzliwych, w różnych kościołach różnych obrządków, także w rzymskim - no ale oczywiście nie w spapranej przez czterolatków Polsce

a mozesz uchylić rąbka tajemnicy?

Niedziela Palmowa w mieście Trynidad, Kuba. Całe rodziny, młodsi rodzice z wózkami w kościele, pogawędki między sąsiadami czy znajomymi, dziatwa biega wte i wewte. Na twarzach uśmiechy, ksiądz też uśmiechnięty w tym przyjaznym gwarze, spaceruje po kościele i kropi gałązki palm. Jedna z mam chyba widzi, że jestem 'nieprzygotowany', mówi coś do kilkuletniej córki, ta podchodzi do mnie z uśmiechem i daje mi gałązkę. Chętnie bym się podzielił fotkami. +++ Atmosfera zaskakująca i nie do zapomnienia dla kogoś, kto przybywa z kraju o tradycji smętnych, cierpiętniczych i poddanych surowym rygorom obyczajów kościelnych. Do tego przy dźwiękach tych ponurych i o ból zębów przyprawiających melodii, do ociekających krwią i śmiertelnym potem słów [kto u licha i po co przekształcił te rytuały na tak mroczną modłę?..]

Człowiek, który rozróżnia zapachy :)

Podoba mi się fragment o posługiwaniu księdza. Coś w tym musi być, że sprzątanie, gotowanie, pielęgnowanie ogrodu przy kościele to praca, ksiądz posługuje. Każdy parający się pracą ponosi za nią odpowiedzialność, nawet wtedy gdy nie bierze się za to pieniędzy, co przy pracach na rzecz kościoła często się zdarza. Tak już jest, jeśli się podejmujemy wykonywać na czyjąś rzecz pewnej pracy, to oczekuje się od nas wykonania jej zgodnie z oczekiwaniami i solidnie. Z księdzem rzecz się ma zupełnie inaczej, on pomimo wzięcia pieniędzy z wykonanie posługi, wcale nie musi jej wykonać zgodnie z naszymi oczekiwaniami, a nawet gdy jej wcale nie wykona, też nie podlega to reklamacji. Przykładowo, mój proboszcz z tego jest właśnie znany, ustala termin przykładowo pogrzebu, ale o tym zapomina i sobie gdzieś wyjeżdża, a rodzina z trumną stojącą w kościele sobie czeka cierpliwie, aż raczy załatwić jakieś zastępstwo, albo łaskawie raczy się pojawić. Za kiepsko wykonaną posługę raczej się nie przeprasza, rodzina też przeprosin się nie domaga, wiadomo nikt nie chce podpaść dobrodziejowi. Bardzo mnie cieszy, że Ksiądz stara się dotrzeć z przekazem do wiernych, to zaiste rzadka dziś zaleta. Nie wiem kiedy ostatnio słyszałem kazanie specjalnie przygotowane pod okoliczność dla wiernych, mam jakieś nieodparte wrażenie, że księża posługują się gotowcami ściąganymi z internetu, bądź powielanymi przez kościół materiałami. Jakoś nie dostrzegam tu indywidualnej twórczej weny płynącej z wewnętrznej potrzeby i natchnienia. Lubię chodzić na msze dla dzieci, bo własnie ten przysłowiowy tańczący dzieciak potrafi przerwać moje znużenie słuchanym kazaniem. Jakoś nigdy nie dostrzegłem agresji wobec takiego dziecka, nawet drącego się wniebogłosy ze strony uczestników mszy. Być może interpretacja Księdza jest sygnałem o odrywaniu się od rzeczywistości, bo dziś nawet stare dewotki cieszy widok małego rozbrykanego dzieciaka.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]