Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Bóg jest za darmo

Bóg jest za darmo

13.03.2018
Czyta się kilka minut
B

BŁAŻEJ STRZELCZYK: Zabiera Ksiądz Proboszcz smartfona do konfesjonału?

O. GRZEGORZ KRAMER SJ: Tak. Telefon mam przy sobie niemal non stop.

„Ksiądz nie może zabierać smartfona do konfesjonału, to ateizm praktyczny” – powiedział w ubiegłym tygodniu kard. Mauro Piacenza podczas kursu dla spowiedników.

To, że telefon jest w kieszeni, nie oznacza, że używam go podczas spowiedzi. To, co dzieje się w konfesjonale, jest intymne i bardzo osobiste. Ja i penitent spotykamy się tam z Panem Bogiem. Używanie tam komórki byłoby niedopuszczalne.

A jako penitent mogę robić rachunek sumienia używając smartfona?

Technika pomaga w doświadczeniu wiary, ale nie powinniśmy jej wnosić do każdego wydarzenia religijnego, zwłaszcza do sakramentów. Widzę tu różnicę: kiedy jestem w konfesjonale i akurat nie spowiadam, to odmawiam brewiarz albo czytam. Brewiarz w smartfonie jest wygodny i poręczny. Ale gdy pojawia się penitent, odkładam telefon i skupiam się na doświadczeniu spotkania z Bogiem podczas spowiedzi. Bawienie się w tym czasie telefonem byłoby nadużyciem: coś stałoby się ważniejsze od Boga, który w tym momencie działa.

W ubiegłym tygodniu w Watykanie dyskutowano również o „uiszczaniu opłat za mszę”.

W kancelarii parafialnej często słyszę zdanie: „A ile się należy?”.

I co Ksiądz odpowiada?

Dokładnie to, co powiedział niedawno papież: nic się nie należy, to ofiara, a nie zapłata. Niestety wszyscy mamy z tym problem. Kancelaria parafialna być może wygląda jak urząd, ale nim nie jest: to miejsce spotkania księdza z drugim człowiekiem, gdzie załatwia się sprawy. Tu nie obowiązują zasady jak na poczcie.

Dominikanie piszą na swojej stronie, że „zgodnie z tradycją ofiara za mszę powinna być taką sumą, która pozwoli na utrzymanie kapłana przez jeden dzień”.

Ja nigdy nie mówię o „opłatach” za sprawowanie sakramentów. W ten sposób Kościół przestaje być wspólnotą i zamienia się w urząd, a poza tym sakrament to działanie Boga dla człowieka, a ono zawsze jest za darmo. ©℗

O. GRZEGORZ KRAMER jest jezuitą, rekolekcjonistą i blogerem, proboszczem parafii jezuickiej w Opolu.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

w mojej okolicy są parafie, gdzie regularnie organizowane są, od domu do domu idzie delegacja wytypowana przez księdza, zbiórki "na kościół" - baranki psioczą, ale wiadomo, płacą - no i my tu sobie możemy och i ach, papież nawet zabrał głos, a mamona i tak kusi bardziej niż obietnica niebios

A wszystko dlatego, że zostawiamy proboszcza samego na posterunku - niech sie za nas modli, niech odprawi mszę za naszych zmarłych, niech dba o pieniądzę na remont kościoła, niech dopilnuje wystroju kościoła na święta, niech nauczy dzieci wiary (ale nas niech lepiej nie poucza), niech zrobi to, niech zrobi tamto - a my i tak będziemy narzekać że robi to źle, że tylko dla forsy. Jak wielu z nas - świeckich - angażuje się w parafii z własnej, nieprzymuszonej woli? Narzekamy na Kościół, ale czy oddajemy mu choć cząstkę swojego życia? Bo księża, nawet ci najgorsi - oddają mu całe swoje życie. Taka rada, nie marudź że w kościele brudno, tylko idź posprzątaj, nie marudź, że proboszcz ciągle chce pieniędzy - tylko idź zapytaj jakie parafia ma potrzeby.

Moim zdaniem biskupi, co rozstawiają ich po kątach z wielkopańską dezynwolturą i bez pytania. Z pałacowych rezydencji raz za czas na czerwone dywany przyjeżdżają i "wizytują", za to regularnie daniny pobierają. Słyszy się o biednych parafiach, bogatych parafiach - a o biednych biskupach ktoś w Polsce słyszał? A co do samych księży, nota bene przez tych samych biskupów przecież do posługi na tychże posterunkach latami przygotowywanych, niejednego z nich już doświadczyłem, żaden o pomoc nie prosił i nie skarżył się, że mu ciężko - jak już to zawsze z góry, wyznaczał, no i oczywiście "na potrzeby kościoła", choćby to była kolejna pozłotka na kolejnym ołtarzyku - ale o rozliczenie nawet nie pytaj, bo się tylko wygłupisz. Prosze Pana, ksiądz też człowiek - na szacunek sobie we wsi zasłuży, to i pomocy mu nikt nie odmówi. Ja się zastanawiam za to, kto i jak tych księży formuje, że co tylko przyjdzie jeden czy drugi to musi się politykierstwem zajmować, propagandą partyjną, uchodźcami straszyć? I ten sam ksiądz, kiedy mu kościół po jego wykładach mocno opustoszał i najwyraźniej na tacy to odczuł, rzuca taki oto tekst, że mu "najhojniejsi darczyńcy powymierali" i "będzie musiała każda rodzina się opodatkować na potrzeby kościoła". No nie, pieniądze na słowo honoru - ta epoka już chyba minęła. Niech wpierw się proboszcz z biskupem rozliczą, potem ręce wyciągają. Kościół z T. Rydzykiem jako głównym księgowym, marszałkiem polnym i naczelnym ideologiem? - prosze bardzo, jeśli się podoba. Właśnie między innymi w ten sposób zaufanie p-r-z-e-p-u-t-a-l-i.

"U nas wygląda to tak, że kartka z tabelką i nazwiskami mieszkańców trafia do pierwszej osoby. Wpisuje się kwotę i przekazuje dalej. Zadeklarowane pieniądze wkładamy oczywiście do koperty. Osoba z ostatniego miejsca zbiera wszystko i zanosi do księdza – opowiada mieszkaniec Czerwonej Góry pod Chęcinami. – Taka lista była u nas nawet w zeszłym tygodniu – mówi nasz rozmówca." ✚✚✚ Zastanawiam się, to przejaw aroganckiej i bezczelnej pazerności, czy może akt desperacji w obliczu pustoszejących kościołów i strajku włoskiego cicho zbuntowanych tacodawców?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]