Zamieszka u nas kilkaset tysięcy imigrantów. Czas przygotować na to polityków.

Warunkiem sukcesu polityki imigracyjnej jest szybkie wyzbycie się złudzeń – takich właśnie, które przewijają się coraz częściej w wypowiedziach polityków i dziennikarzy.
Czyta się kilka minut
Podpis ilustracji: Syryjscy uchodźcy na lotnisku w Warszawie, czerwiec 2015 r. / Fot. Krystian Maj / FORUM
Podpis ilustracji: Syryjscy uchodźcy na lotnisku w Warszawie, czerwiec 2015 r. / Fot. Krystian Maj / FORUM

14 lipca, studio Radia Kraków. Jarosław Gowin, prezes Polski Razem, mówi, że jest za przyjmowaniem przez nasz kraj uchodźców. Dodaje jednak: „Bezwzględnie nie powinni to być wyznawcy islamu. (…) Wystarczą setki tysięcy, a nawet tysiące tych niezasymilowanych [muzułmanów], żeby roznosić po krajach Europy Zachodniej zarazę terroryzmu”.

9 lipca, studio telewizji śniadaniowej (TVP 1). Dziennikarka Justyna Dobrosz-Oracz pyta szefa polskiej dyplomacji o „czarny scenariusz”, który, jej zdaniem, składa się z dwóch części: Grecja wychodzi ze strefy euro i przerzuca przebywających tam imigrantów do innych krajów. Minister Grzegorz Schetyna, niewzruszony, odpowiada: „[Grecja] robi to cały czas…”.

Minęły trzy miesiące, odkąd – po tym, gdy na Morzu Śródziemnym w ciągu kilkunastu dni zginęło ok. 1,5 tys. płynących na północ migrantów – Komisja Europejska zaproponowała krajom Unii dzielenie się odpowiedzialnością za los przybyszów. Przez te trzy miesiące opór tej propozycji stawiała głośno Polska. W minionym tygodniu w końcu ustąpiła: rząd Ewy Kopacz zadeklarował, że do 2017 r. nasz kraj przyjmie 2 tys. osób z unijnego rozdzielnika. Sądząc jednak po prezentowanych wypowiedziach, 90 dni to mało, aby podstawową wiedzę o migracji zdobyli politycy i redaktorzy. Wciąż jednym tchem mówią oni o migracji i terroryzmie; powtarzają mity o niemożliwości społecznej integracji muzułmanów; wreszcie – jak w nieszczęsnym pytaniu telewizyjnej dziennikarki – traktują imigrację jako zjawisko niebezpieczne, od którego Polska powinna trzymać się z dala.

Warto więc przypomnieć: w kolejnych dekadach najprawdopodobniej osiedli się u nas kilkaset tysięcy obcokrajowców, wśród nich wielu muzułmanów. Polska – ani żaden inny kraj – nie jest w stanie zmienić reguł rządzących współczesnością; jedyne, co możemy (i powinniśmy), to się do nich dostosować. Na długo zanim kwestia migracji pojawiła się w debacie publicznej, „Tygodnik” apelował o namysł nad mądrą polityką azylową: taką, która weźmie pod uwagę zarówno aspekt humanitarny, jak i rozwojowy; taką, która nie dyskryminując żadnej z grup imigrantów (także muzułmanów), umożliwi im wszystkim stopniowe wrastanie w społeczeństwo. Warunkiem sukcesu polityki imigracyjnej jest jednak szybkie wyzbycie się złudzeń – takich właśnie, które przewijają się coraz częściej w wypowiedziach polityków i dziennikarzy. Pokazują to dobre przykłady. Australia (której politykę wielokulturowości wymyślił polski socjolog prof. Jerzy Zubrzycki) już w latach 70. XX w. oswoiła się z faktem, że będzie musiała przyjmować imigrantów. Słabo zaludniona i do niedawna jednorodna kulturowo Szwecja – w której, w przeliczeniu na jednego mieszkańca, azylu poszukuje 40 razy więcej obcokrajowców niż w Polsce – prowadzi od lat programy asymilujące obcokrajowców (m.in. w okresie adaptacyjnym umieszczając ich w środowiskach wiejskich).

Polska jest dopiero na początku tej drogi. To, czy podąży drogą skandynawską – czy też stanie się drugą Wielką Brytanią, gdzie dyskusja o imigrantach często bywa oparta na emocjach – zależy w dużej mierze od pojęć i języka, jakich będziemy używać w obecnej dyskusji. Portal ekspert.info-migrator.pl opublikował niedawno zestaw wskazówek i postulatów skierowanych do dziennikarzy zajmujących się tą tematyką. Są wśród nich m.in. apele o udostępnienie głosów samych migrantów, używanie neutralnego języka, a także wyzbywanie się stereotypów, tendencyjności i sensacyjności. Ściągę z tych postulatów należałoby też podsunąć politykom.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2015