Nie wystygł jeszcze karabin, z którego 14 lipca strzelano do przemawiającego Donalda Trumpa, nie zaczęło się nawet goić jego trafione pociskiem ucho, a już w mediach społecznościowych zaroiło się od teorii spiskowych. Po obu stronach wszystkich liczących się dzisiaj barykad. Jak wielokrotnie na tych łamach pisałem, myślenie spiskowe jest zjawiskiem wysoce pluralistycznym. Nie ma na nie odpornych. Wydarza się na prawicy, lewicy i w centrum. I wszędzie w równym stopniu oddala nas od rzeczywistości, nie spełnia bowiem żadnej funkcji poznawczej, służy wyłącznie produkcji wyrobów faktopodobnych. Na przykładzie owego nieudanego zamachu świetnie to widać.
Nikogo naturalnie nie zdziwi informacja, że takie teorie pojawiły się zrazu w wielkiej obfitości pośród zwolenników zaatakowanego kandydata. Wprawdzie FBI bardzo szybko wydało oświadczenie, że 20-letni Thomas Matthew Crooks, zidentyfikowany jako strzelec, działał sam – ale przecież wiadomo, że dali się na to nabrać wyłącznie „naiwni”. Wśród „nienaiwnych” zaczęto się natomiast prześcigać w opracowywaniu wersji alternatywnych. Na przykład – że mocodawcami Crooksa była siatka satanistycznych pedofili tworzących międzynarodową polityczno-showbiznesowo-finansową elitę. Tych od specyficznego szyfru, w którym „zamawianie pizzy” oznacza jakieś wyjątkowo plugawe czynności (kto nie wie, o co chodzi, niech wpisze w Google: „pizza gate”). Albo że – to opcja wprawdzie znacznie mniej efektowna, ale wciąż w paradygmacie – stali za tym CIA oraz Joe Biden, który wszak całkiem niedawno zachęcał do umieszczenia Trumpa „na środku tarczy” (in a bullseye). A że urzędujący prezydent za to przeprosił? Że zamachem był wyraźnie poruszony? To przecież nikogo „myślącego samodzielnie” do niczego nie mogłoby przekonać. I oczywiście nie przekonało.
Znacznie ciekawsze okazały się jednak teorie rozprzestrzeniające się z równą intensywnością w gronie mniej lub bardziej zajadłych przeciwników złotowłosego miliardera. W ogóle myślenie spiskowe wśród ludzi o liberalno-lewicowych poglądach jest z definicji ciekawsze, bowiem sądzą oni zazwyczaj, że takie rzeczy absolutnie ich nie dotyczą. Owszem, prawica, zwłaszcza skrajna – a to co innego, tam podobne bajania kwitną, ale przecież nie tu, gdzie królują rozsądek, kultura, progres, nowoczesność i otwartość. Tymczasem – nic podobnego, także liberałowie i lewicowcy zapadają się często w trzęsawiska spiskowych mitologii. Zwłaszcza jeśli ich polityczne wpływy oraz władza ulegają (bądź też – mają ulec) gwałtownemu osłabieniu.
Najpopularniejszą bodaj teorią spiskową rozchodzącą się żwawo po lewicowo-liberalnej stronie Facebooka i X/Twittera jest oczywiście koncepcja „ustawki” czy też „mistyfikacji”. Oto – powiada się, a na dowód przedstawia drobiazgowe analizy przebiegu zdarzeń, wiwisekcje autentycznych oraz podrabianych nagrań i fotografii, jakieś wywody i kalkulacje – cała sprawa została z pewnością zainscenizowana. Przez kogo? Ma się rozumieć, przez samego Trumpa (kto za nim stoi, to jeszcze inna kwestia). Po co? Żeby uczynić z siebie męczennika i wygrać wybory. Dowody? Proszę bardzo, jest ich bez liku. Ot choćby taki (wypatrzyłem to u jednego z naszych rodzimych propagatorów), że Thomas Crooks zarejestrowany był jako wyborca Partii Republikańskiej. Albo że słynna fotografia autorstwa Evana Vucciego z Associated Press – z zakrwawionym Trumpem unoszącym pięść w geście zwycięstwa – wygląda zbyt atrakcyjnie i symbolicznie. Albo że publiczność (o agentach Secret Service nawet nie wspominając) zachowywała się nie tak, jak by się można spodziewać. Et cetera. Dość powiedzieć, że „bez najmniejszych wątpliwości” mamy tu do czynienia z wyreżyserowanym przez kogoś widowiskiem.
W powyższych opowieściach działa pewien uniwersalny mechanizm spiskotwórczy. W świecie spolaryzowanym dowolne gwałtowne wydarzenie może wywołać falę spiskowego myślenia. Jeśli zdarzenie to polega – tak jak w omawianym przypadku – na krzywdzie, której doznaje polityk związany z jednym ze skłóconych obozów, jego zwolennicy będą się w tym automatycznie doszukiwać planowych, celowych sabotaży ze strony swoich przeciwników. Z kolei przeciwnicy odmawiać mu będą realnych uszczerbków i dowodzić, że żadna krzywda nie nastąpiła, bo wszystko zostało ukartowane. Słowem, dobremu („my”) nigdy nie dzieje się krzywda, za którą nie stoją jego („nasi”) przeciwnicy, złemu natomiast („oni”) żadna w ogóle krzywda nigdy się nie dzieje, bo zawsze dzieje się mistyfikacja.
Z powodu tego typu wzorców nasze rozumienie rzeczywistości systematycznie słabnie. Rozumienie nie tylko w sensie intelektualnym, ale i emocjonalnym czy moralnym. Współczucie przeciwnikom, a nade wszystko zawieszanie sporów i antagonizmów wobec realnej krzywdy, przemocy czy śmierci pozostają w zachodniej cywilizacji istotnymi wartościami. Niestety, także wskutek rozprzestrzeniania się polaryzacji i myślenia spiskowego erozja tych wartości (i umiejętności) postępuje, a to w każdym razie nie wróży dobrze. Na szczęście, wciąż jeszcze znajdują się ludzie do takich postaw zdolni, czego najlepszym przykładem są liczne kondolencje i wyrazy solidarności, jakie popłynęły do Trumpa nawet ze strony jego najzagorzalszych politycznych antagonistów.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















