Zaginionej Izabeli szukało 120 świadków Jehowy. Dlaczego wykluczenie z ich społeczności jest tak radykalne?

Już niedługo z powierzchni Ziemi znikną sklepy, żłobki, sierocińce oraz ty i twoja rodzina. Chyba że jesteś świadkiem Jehowy. To mocna motywacja, żeby trwać we wspólnocie. Ci, którzy odchodzą, skazują się na całkowite wymazanie.
Czyta się kilka minut
Doroczny kongres świadków Jehowy na stadionie Legii Warszawa. 24 czerwca 2023 r. // Fot. Leszek Szymański / PAP
Doroczny kongres świadków Jehowy na stadionie Legii Warszawa. 24 czerwca 2023 r. // Fot. Leszek Szymański / PAP

Izabela zaginęła w piątek 9 sierpnia. Ślad po 35-letniej kobiecie urwał się po rozmowie telefonicznej z ojcem, którego miała odebrać ze szpitala we Wrocławiu. Jej auto zepsuło się na autostradzie A4. Była godzina 19.30. Telefon został w środku. Dzwonił. Jedenaście dni później wygłodzona i wycieńczona kobieta zapukała do drzwi swoich znajomych w Bolesławcu. Poprosiła, żeby nie informować męża i rodziny o jej miejscu pobytu. 

Poszukiwana przez świadków Jehowy

W niedzielę, dziewięć dni wcześniej, 120 świadków Jehowy przeszukiwało okolicę, w której zaginęła Izabela. Pojawiły się informacje, że kobieta nie mieszkała z mężem. Świadkowie Jehowy szukali na stacjach kolejowych, w hostelach i okolicznych miejscowościach. Rozwieszali plakaty. W sobotę, 17 sierpnia policjanci przeprowadzili blokadę na odcinku drogi A4, na którym zaginęła Izabela. Do akcji wkroczyły psy tropiące. W poniedziałek 19 sierpnia prokuratura w Jeleniej Górze podjęła decyzję o wszczęciu śledztwa w sprawie porwania Izabeli P. W sieci pojawiało się nagranie zarejestrowane 9 sierpnia około godziny 21, z którego wynika, że za samochodem pozostawionym na autostradzie stał radiowóz policyjny z włączonymi sygnałami świetlnymi. Nastąpił przełom. We wtorek przed godziną 14.00 do mediów przedostała się informacja, że poszukiwana kobieta pojawiła się w Bolesławcu, u swoich znajomych i nie życzy sobie kontaktu z rodziną. Jest wykończona. Trafia do szpitala. Jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Policja prowadzi poszukiwania śladów zaginionej Izabeli P. na autostradzie A4 koło Kwiatowa / 17 sierpnia 2024 r. // Fot. Krzysztof Cesarz / PAP

Co roku w Polsce znika 18 tys. osób. Puste auto przy autostradzie i kobieta, która zostawiła telefon wewnątrz rzadko przebijają się do mediów. Wzmianka o tym, że 35-letniej szczupłej blondynki poszukuje ponad setka świadków Jehowy błyskawicznie rozniosła się w sieci. Insynuacje i komentarze skupiły się na jednej z najstarszych i najliczniejszych grup wyznaniowych w Polsce. Dlaczego jej szukają? Czy Izabela próbowała uciec ze zboru? 

 

Świadkowie Jehowy wciąż fascynują, bo ich białe koszule, ciemne garnitury, schludne spódnice za kolano i wypastowane lakierki lśnią na ulicach wielkich miast, jednocześnie skrywając ciche tajemnice, które zrozumieć można wyłącznie będąc częścią organizacji.

Ochotnicy budują Salę Królestwa

7 sierpnia na lokalnym portalu informacyjnym związanym z Bolesławcem pojawia się artykuł dotyczący nowej inwestycji w regionie. Świadkowie Jehowy budują Salę Królestwa z salą wykładową i 160 miejscami siedzącymi. Parking pomieści 34 auta. Na zebraniach pojawią się głównie rodziny z dziećmi. Do udziału w budowie zgłosiło się stu ochotników, którzy w większości pomagają bezpłatnie. Mężczyźni, kobiety, młodzież, specjaliści i osoby, dla których taka praca to sposób na naukę. Osiemnastoletni ochotnik wspomina, że to będą najlepiej spędzone wakacje w jego życiu. 

Sala Królestwa to jeden z ponad 660 tego typu budynków w Polsce i jeden z 63 tys. na świecie. Nadzór i własność nad budową Sal Królestwa na całym świecie sprawuje Ogólnoświatowy Dział Projektowo-Budowlany, który ma siedzibę w Biurze Głównym Świadków Jehowy. Podlega on pod Komitet Wydawniczy Ciała Kierowniczego Świadków Jehowy.

W artykule nie ma informacji o tym, że większość, jeżeli nie wszyscy ochotnicy to członkowie lokalnego zboru świadków Jehowy. W Polsce społeczność wyznaniowa liczy 116 307 głosicieli, czyli osób, które oficjalnie uczestnicą w służbie kaznodziejskiej. Na koniec miesiąca składają sprawozdanie ze służby, wskazując liczbę godzin, które spędzili głosząc oraz liczbę i rodzaj wręczonych podczas służby materiałów, takich jak czasopismo „Strażnica”, książki, traktaty. Nie każdy świadek Jehowy musi być głosicielem. W praktyce trudno, żeby było inaczej.

Nadzorcy, słudzy i wykluczeni

Świadkowie Jehowy należą do zborów, których w Polsce jest 1267. Każdy zbór liczy około 100 osób. Dlatego z jednej Sali Królestwa korzystają zazwyczaj dwa zbory. Zbory łączą się w obwody, a obwody w okręgi. Do każdego obwodu i okręgu przypisany jest nadzorca, który regularnie odwiedza zbór. To duże wydarzenie w życiu społeczności. Nadzorcy zatrzymują się zazwyczaj u jednej z rodzin, ale każdego dnia swojej dwutygodniowej wizyty odwiedzają innych członków zboru podczas obiadów i kolacji. W większości ochotnicy znajdują się błyskawicznie. To przywilej gościć u siebie nadzorcę, który zazwyczaj przywozi ze sobą ciekawe opowieści. Kiedy jesteś dzieckiem, chłoniesz każdą z nich. Nadzorcy są jak superbohaterowie, którzy odmawiają najlepsze modlitwy, szkolą z praktycznych metod głoszenia, wygłaszają wykłady soczyste od porównań i przykładów. Kiedy mieszkasz w dwudziestotysięcznej miejscowości, to naprawdę robi wrażenie.

Zdarza się, że starsi zboru, czyli doświadczeni świadkowie Jehowy sprawujący funkcje nadzorcze, sugerują wybór członków zboru, których nadzorca powinien odwiedzić. To osoby, które potrzebują wsparcia duchowego albo borykające się z jakimiś problemami, nierzadko nieczynni głosiciele lub rodziny, w których jedna z osób jest „wykluczona” ze społeczności. Nadzorcy zboru, obwodu, okręgu nie pobierają wynagrodzeń za pełnione funkcje. Podobnie jak głosiciele, pionierzy stali (osoby, które zobowiązują się przeznaczać stałą liczbę godzin na działalność kaznodziejską, minimum 600 rocznie) i pomocniczy (min. 30 godzin w służbie miesięcznie), słudzy pomocniczy (funkcja nadzorcza, wspierają starszych), przewodniczący zboru. Każdy z nich wykonuje swój niezależny zawód, ma normalną pracę i rodzinę. 

Po każdym zebraniu (spotkaniu/nabożeństwie w Sali Królestwa) inna rodzina zostaje godzinę dłużej. Trzeba posprzątać budynek i przygotować do kolejnego zebrania. W międzyczasie co najmniej dwójka braci (członkowie wspólnoty nazywają się braćmi i siostrami) podchodzi do drewnianych skrzynek z napisami: „dobrowolne datki” umieszczonych dyskretnie przy wejściu na Salę Królestwa. Dwa razy w tygodniu, po każdym zebraniu, wyciągają kilka banknotów i monet. Raz w miesiącu podczas zebrania odczytywane jest oficjalne sprawozdanie finansowe z wpływami i kosztami. Zbór finansowany jest z datków wyznawców. Druga ze skrzynek to skarbonka, w której zbierane są datki dla „ogólnoświatowej działalności świadków Jehowy”. To pieniądze, które przekazywane są dla Towarzystwa Strażnica. Z nich oficjalnie finansowane są drukowane czasopisma i inna działalność organizacji. Środków zazwyczaj nie brakuje.

Koszt wiary

O świadkach Jehowy mówi się i pisze głównie z perspektywy kontrowersyjnych przekonań, które we wczesnych latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych elektryzowały opinię publiczną. Odmowa transfuzji krwi w przypadku zagrożenia zdrowia wydaje się przecież co najmniej nierozsądna. Jeżeli dotyczy dziecka i decydują się na to rodzice, zakrawa wręcz na bestialstwo. Każdy dorosły świadek Jehowy co roku wypełnia dobrowolne oświadczenie, które wkłada do swojego portfela. To informacja dla służb medycznych, że w przypadku sytuacji, która zagraża jego życiu lub zdrowiu nie zgadza się na przyjęcie transfuzji krwi. Dzieci-głosiciele noszą podobne oświadczenia wypełnione przez ich rodziców. Zazwyczaj wypełniają je wspólnie. Aktualizują je co roku. Na oświadczeniu podają kontakt do współmałżonka lub do starszego w zborze, który może udzielić szczegółowych informacji. W każdym zborze znajduje się przeszkolona ds. kontaktów ze szpitalami osoba, która w razie wypadku, w którym uczestniczył świadek Jehowy, pojawia się w szpitalu i informuje lekarzy o procedurach. Kładzie się bardzo duży nacisk na substytuty krwi, które można podać takiej osobie. 

Świadkowie Jehowy robią to ze względów religijnych, nie medycznych. Podobnie jak niektóre kobiety, które nie godzą się na aborcję nawet w przypadkach zagrażających ich życiu. Dzieci postępują zgodnie z wiarą rodziców. Zdarzają się przypadki, że umierają. Taki bywa koszt wiary.

Koszty wiary zazwyczaj liczone są przez osoby, których wiara nie dotyczy. Podliczane precyzyjnie są przez świadków Jehowy, którzy odłączają się od społeczności lub zostają z niej wykluczeni.

Świadkowie Jehowy nie spożywają alkoholu. Po prostu uważają, że upijanie się nie jest właściwe. Trudno się z tym nie zgodzić. Nie palą. Starają się nie kłamać, nie kraść, nie cudzołożyć. Żyją wedle zestawu zasad, które są tożsame z biblijnymi zasadami stosowanymi przez większość chrześcijan. Jednak wyróżniają się w tłumie. Czyżby kłuli w oczy, bo można żyć inaczej?

Ludzie ze „świata”, ludzie szatana

Świadkowie Jehowy posiadają monopol na prawdę. Pewnie tak jak większość religii. W przypadku wielkich religii, jak katolicyzm, ten monopol został oswojony, przeniknął do naszej codzienności za pośrednictwem tradycji. Przez tysiąclecia i swoją masowość stępiły mu się zęby i nabrał kolorytu milionów wyznawców.

Świadkowie Jehowy są społecznością ekskluzywną. Nie ma w niej miejsca dla myślących inaczej. Odstępstwo od zasad ma jasno sprecyzowane konsekwencje: wykluczenie. I wykluczenie to funkcjonuje na wielu poziomach. Pierwszy z nich to odcięcie od wszystkiego, co oferuje tak zwany „świat”, czyli rzeczywistość poza organizacją. 

Czym on tak naprawdę jest? „Świat” to twoja babcia niebędąca świadkiem Jehowy, twoja nauczycielka, przyjaciel ze szkoły, książki fantasy, komiksy, muzyka popularna. To wszystko są elementy pochodzące ze „świata” i skażone złym wpływem szatana, który w religii świadków Jehowy jest bardzo realną postacią. To nie metaforyczna zła siła, tylko upadły anioł, który wraz z demonami przebywa na Ziemi i próbuje za wszelką cenę odciągnąć Cię od służenia Jehowie, przy okazji chcąc zniszczyć świadków Jehowy. Robi to, podstępnie kusząc członków do popełniania grzesznych występków, jak i atakując organizację. Dlatego każdy przejaw krytyki organizacji jest działaniem diabła. Również krytyki wewnętrznej, która jest niedopuszczalna. 

Jedyną wykładnią właściwego postępowania jest literatura świadków Jehowy oraz pełniący funkcje nadzorcze doświadczeni świadkowie Jehowy. Zawsze są to mężczyźni. Najbardziej podstawową jednostką sprawowania władzy w organizacji jest rodzina, gdzie władzę wykonawczą sprawuje ojciec, który jest rodziny głową. Oczywiście żona wspiera go przy wykonywaniu funkcji nadzorczych i duszpasterskich, ale zarówno ona, jak i dzieci podlegają wyłącznej władzy ojca. 

Co czeka odstępców i ludzi ze świata? Śmierć w Armagedonie. Tylko posłuszni odziedziczą Ziemię, czyli dostąpią przywileju życia wiecznego w Raju, który zapanuje pod rządami Jezusa Chrystusa i 144 tysięcy „pierwszych owiec”, czyli powołanych spośród świadków Jehowy do rządzenia w niebie po ogólnoświatowym zmartwychwstaniu. Reszta zginie w Armagedonie. 

A co czeka „niegodziwców” po śmierci? Nic. Pustka. Ciemność. Świadkowie Jehowy nie wierzą w duszę ani w życie po śmierci. Dlatego zostaje im życie w organizacji, którym zasłużą sobie na miejsce w Raju (miejsca w niebie są już zarezerwowane) lub zmartwychwstanie (dla tych, którzy nie doczekają) – jeżeli będą służyć Jehowie w sposób odpowiadający wytycznym przekazywanym regularnie w literaturze Towarzystwa Strażnica. 

Całkowite wymazanie

Kiedy nadejdzie Armagedon? Już. Za chwilę. Może jutro. Na pewno niedługo. Żyjemy w tak zwanych „dniach ostatnich”, więc poczucie nadchodzącej zagłady towarzyszy dzieciom od momentu, w którym nauczą się mówić. Jedne z pierwszych obrazków w przeznaczonych dla dzieci książkach „Opowieści Biblijne” pokazują świat zamieszkiwany przez „niegodziwców”, których do nogi wytopił w Potopie Jehowa. I już niedługo wydarzy się dokładnie to samo, tyle że z powierzchni Ziemi znikną sklepy wielkopowierzchniowe, żłobki, sierocińce oraz ty i twoja rodzina. Chyba że jesteś świadkiem Jehowy. 

To dość mocna motywacja, żeby w wierze trwać i przychodzić na cotygodniowe zebrania, głosić i nie negować prawd, które Jehowa przekazuje głosicielom w Bolesławcu za pomocą czasopisma „Strażnica”, a do którego trafia dzięki bezpośredniemu kanałowi komunikacji, jakim jest „niewolnik wierny i roztropny”, czyli ciało kierownicze świadków Jehowy przygotowujące „duchowy pokarm” dla członków organizacji. Dlatego wszelkie niepożądane myśli, słowa, książki i artykuły są zakazane. Niemile widziane są również studia wyższe i rozwijanie pasji, które odciągają od zboru i narażają cię na kontakt ze „światem”. I dlatego też wykluczenie jest tak radykalne. Nie ma odcieni szarości, bo osoba pozostająca poza organizacją może mieć zły wpływ na członków zboru. Może zmącić wodę w tym gładkim i spokojnym stawie.

Wykluczenie to całkowite wymazanie. Wykluczenie to niepodawanie ręki przez ludzi, wśród których się wychowałeś. Wykluczenie to rodzice, którzy z dnia na dzień przestają odzywać się do swoich dzieci. Wykluczenie to utrata znajomych, przyjaciół, społeczności, wspólnej modlitwy przed każdym posiłkiem, wspólnego czytania codziennych fragmentów Pisma Świętego, wspólnego przygotowywania się do służby, komentowania wypowiedzi współbraci w wierze podczas wykładów na zebraniach. Wykluczenie to samotność, na którą skazują się osoby, które nie chcą postępować zgodnie z zasadami świadków Jehowy. 

Dlatego niektórzy wybierają ucieczkę. Dlatego niektórzy pozostają w zawieszeniu, nie pozwalając się wykluczyć, ale ucinając kontakt ze zborem. 

Żeby wykluczyć świadka Jehowy, należy przeprowadzić cały proces, w którym ważną rolę odgrywają świadkowie potwierdzający grzeszne postępowanie wyznawcy, komitet sądowniczy, który prowadzi rozmowy z taką osobą, ocena „kategorii” grzechu oraz tego, czy oskarżony wyraża skruchę. Jedną z bardziej krzywdzących dla kobiet zasad w organizacji jest ta, która stanowi, że kobieta, z którą rozwiódł się mąż, nie może wyjść za mąż ponownie, jeżeli przyczyną rozwodu nie było cudzołóstwo męża. Zazwyczaj rozwód to jedna z przyczyn wykluczenia.

Raz wykluczony może wrócić do organizacji, ale po dłuższym okresie, w którym współwyznawcy traktują go jak powietrze. Jeżeli zależy mu na powrocie, to poza wstydem, jakiego doznaje, słysząc publiczne oświadczenie wygłaszane przed całym zborem, że zostaje wykluczony i nie jest dłużej „naszym bratem”, musi mieć świadomość wstydu, który będzie towarzyszył mu przez kolejne miesiące, a nierzadko lata. Przychodząc na zebrania, nie ma prawa zabierać głosu, siada z tyłu i ponad sto par rąk i oczu braci i sióstr, których znał od trzydziestu lat, prześlizguje się przez niego z zimną obojętnością. Dwukrotnie. Każde zebranie zaczyna się i kończy podaniem rąk. Każde.

Na dobre i na złe

Świadkowie Jehowy to organizacja, która daje poczucie przynależności do społeczności. Jest to przynależność warunkowa. Przynależność na zasadach, które nie są przed nikim ukrywane, po prostu nie zdajesz sobie z nich do końca sprawy. W szczególności, kiedy rodzisz się w rodzinie świadków Jehowy. One po prostu są. Żyjecie w symbiozie. Do czasu.

Świadkowie Jehowy to społeczność, w której 120 niespokrewnionych ze sobą osób organizuje się, żeby przeczesać hostele, stacje kolejowe i wioski w poszukiwaniu żony jednego ze swoich braci. To społeczność, w której dobrowolność datków, służby, pracy jest zupełnie naturalna. Świadkowie Jehowy to sposób organizacji życia i czasu w sposób totalny, poprzez zajęcia i działania, w większości dobrowolne, ale bez których niemożliwe jest bycie częścią tej społeczności: zebrania dwa razy w tygodniu (dawniej odbywały się trzy razy w tygodniu), służba kaznodziejska, zgromadzenia obwodowe i okręgowe w salach kongresowych, przygotowanie do zebrań, przygotowanie do wykładów, spotkania między członkami społeczności, rodzinne studia Pisma Świętego, obozy pionierskie...

Świadkowie Jehowy to organizacja, w której nie ma przestrzeni na niebycie świadkiem Jehowy. Nie ma na to czasu, bo świadkowie Jehowy przychodzą na świat, żyją i umierają w „dniach ostatnich”.

Świadkowie Jehowy to samotne życie osób wykluczonych z organizacji, przypominające pobocze autostrady, na której stoi porzucone auto. W środku ktoś zostawił telefon. Nikt nie dzwoni.

AUTOR jest poetą („Żółć”, 2020), pisarzem (pracuje nad powieścią „Zbór”), był dziennikarzem. Prowadzi firmę w branży consultingowej i podkast biznesowy Meet Your Client. Mieszka na stałe w Toskanii. Wychowywał się w rodzinie świadków Jehowy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 35/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Bez świadków