Z psiej perspektywy

„Dla wspaniałego ducha mojego męża, Lou Reeda” – takie zdanie zamyka napisy końcowe do filmu „Serce psa”. Laurie Anderson nie nakręciła jednak filmu o zmarłym w 2013 r. muzyku, z którym spędziła około 20 lat.
Czyta się kilka minut
Laurie Anderson z Lou Reedem / Fot. Manuel Silvestri / EAST NEWS
Laurie Anderson z Lou Reedem / Fot. Manuel Silvestri / EAST NEWS

Nad filmem Anderson unosi się co prawda duch Reeda, lecz to Lolabelle, zmarła niedawno ukochana suczka artystki, stała się inspiracją dla filmowego eseju o śmierci. Osobista strata staje się punktem wyjścia do namysłu nad życiem i umieraniem, ale także nad tym, co dalej.

Myśl Anderson podąża w tym filmie drogą luźnych skojarzeń. Zaczyna się od odejścia suczki i dziwacznego, zwizualizowanego na ekranie snu, w którym artystka wydaje na świat dorosłą Lolabelle. Historia ich przyjaźni – a nawet wspólnej twórczości – płynnie przechodzi w opowieść o miejscu ich wspólnego życia w nowojorskiej West Village, po czym sięga do zamachów na World Trade Center, do czasu paniki i wzmożonej inwigilacji, a stamtąd w prostej linii zmierza ku refleksji na temat obecnej sytuacji w USA i na świecie. Jasnym momentem tych niewesołych dywagacji są domowe filmiki z życia Lolabelle, której po oślepnięciu wyostrzyły się inne mechanizmy percepcyjne i, zachęcona przez swą panią, zaczęła „eksperymentować” z malarstwem, rzeźbą czy muzykowaniem. Co istotne, Anderson w tych intymnych eseistycznych podróżach wcale nie antropomorfizuje na siłę swojej ulubienicy. Wręcz przeciwnie – stara się wejść w jej skórę i zobaczyć świat jej oczami. Wiele zdjęć w tym filmie, zwłaszcza nowojorskich, nakręconych zostało właśnie z psiej perspektywy.

Twórczyni „Serca psa” jest związana z kinem niemal organicznie od początków swojej muzycznej i performerskiej kariery. W młodości chętnie eksperymentowała z tym medium, odpowiada też za liczne ścieżki dźwiękowe do filmów, m.in. do „Dzikiej namiętności” Jonathana Demme’a. W „Sercu psa” czuje się jej obycie z różnymi narzędziami filmowymi, jak i naturę eksperymentatorki, przetwarzającej obraz z tą samą inwencją, z jaką od 40 lat bawi się dźwiękami. Film dokumentalny przybiera w jej rękach formę kunsztownego kolażu złożonego z materiałów współczesnych, rodzinnych archiwaliów na taśmie osiem milimetrów, animacji, zapisów z kamer przemysłowych czy telewizyjnych newsów. Konwencja osobistego dziennika pozwala zmieścić wszystko: sny i migawki z odwiedzanych miejsc, traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa i myśl Wittgen- steina, rozważania na temat zachodniej cywilizacji i Tybetańską Księgę Umarłych.

Patrząc z dystansu na bliską więź łączącą Anderson i jej pieska rasy rat terrier, a zwłaszcza na jej wielki ból po jego śmierci, można skwitować: ot, kolejny wydumany problem mieszkanki Pierwszego Świata. Ktoś, kto nie zna bądź nie lubi jej hipnotycznych melorecytacji, może uznać płynący zza kadru natchniony komentarz za pretensjonalny i sztuczny. Nie każdego też przekonać musi proponowana przez artystkę eschatologia, której prócz muzyki samej Anderson towarzyszą pobrzękiwania buddyjskich gongów i dzwoneczków. Wiele jednak można stracić przez uporczywy sceptycyzm. „Serce psa” jest po prostu piękną filmową medytacją o naszym krótkim pobycie tu, na ziemi. A zarazem lekcją pokory i miłości wobec innych istot żywych.

Przede wszystkim jednak dla niespełna 70-letniej artystki film stanowi artystyczną próbę przepracowania wielokrotnej żałoby oraz przygotowania się na to, co nieuchronne i coraz bliższe. „Gdzie ta cała genialna filozofia?” – kilkakrotnie pada w filmie to retoryczne pytanie, pośród wielu innych. Autorka szuka odpowiedzi u mistrzów zen i w rozmowach z duchami swoich ukochanych, wśród których duch Lolabelle zajmuje miejsce specjalne. Jakiś przebłysk znajduje Anderson w wieloznacznym obrazie Francisca Goi „Pies” przedstawiającym maleńką sylwetkę zwierzęcia wyzierającą z masywnego złocistego tła. I takim maleńkim przebłyskiem jest również jej film. ©

„SERCE PSA” („Heart of a Dog”) reż. Laurie Anderson. Prod. Francja/USA 2015. Dystryb. Gutek Film.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 40/2016