Z dystansu - inaczej

Wystarczy cofnąć się nieco od rytmu codzienności - tak się zdarza niezależnie od chęci, na krócej czy na dłużej - a zmienia się niemal wszystko, zwłaszcza hierarchia ważności, pilności spraw, potrzeb własnych. Stąd między innymi trwałość tych reakcji czy przeżyć, które w normalnym rytmie już dawno są czasem przeszłym, a w oddaleniu coraz bardziej maleją. Tymczasem z dystansu pozostają obecne, więcej: bywa że jeśli obeszły, obchodzą coraz bardziej, jeśli zabolały, boleć nie przestają, jeśli ucieszyły, to na trwałe. To dobre doświadczenie, może nawet bez niego byłoby się czegoś istotnego pozbawionym, bo samemu zaaranżować dla siebie taki stan wcale nie byłoby tak łatwo.
Czyta się kilka minut

"Tygodnikowi", który na razie przychodzi do mnie do domu, zawdzięczam niespodziewane spotkanie raz jeszcze z żywym Jackiem Kuroniem. Jego rozmowa o poszukiwaniu Boga - czy daremnym? - przeprowadzona osiem lat temu, a dotąd nieznana, czyni go z powrotem obecnym. Gdybyż zechcieli ją zauważyć, a może i przedrukować ci, którzy pozwolili sobie na niepojęte jadowitości prasowe komentując pogrzeb Jacka, godzinę, którą należało - jak przy każdym pogrzebie w jakiejkolwiek kulturze ludzkiej! - uszanować w całkowitym milczeniu. Czy naprawdę musieli to robić, bijatyki polityczne i zajadłość ideologiczną uznając za dobro nadrzędne? Ale przywołana na nowo obecność Jacka uprzytomniła mi również, że gdzieś przecież istnieje dokumentacja pewnego ułamka jego biografii, który muszą pamiętać obecni wtedy posłowie owego pierwszego po czerwcu ’89 Sejmu - “kontraktowego". Było to nagłe, spowodowane jakimś doraźnym spięciem, wystąpienie Jacka wspominającego - czego chyba nigdy publicznie nie czynił - swoje ciemne i drastyczne doznania więzienne. Wykrzyczał je w twarz posłowi PZPR, którego wskazał jako - wówczas - lekarza więziennego. Wykrzyczał w zapamiętaniu, z goryczą, która wstrząsała. We wspomnieniach o Jacku po jego śmierci nie znalazłam nawiązania do tamtego wydarzenia. A przecież ono m.in. pozwala zmierzyć wagę i znaczenie przebaczenia wrogom, na które się zdobył i od którego nigdy nie odstąpił.

Pamiętam też z własnej krótkiej z nim rozmowy parę dobrych lat po tym, jak “Solidarność" pospołu z SdRP odwołała rząd Suchockiej, w którym był ministrem, moje pytanie, czy owo odwołanie prawie zaraz po wypracowanym przez niego “pakcie o przedsiębiorstwie" nie sprawia, że ów pakt musi uznać za pomyłkę. “Coś ty - oburzył się - to jest jedno z moich najważniejszych wykonanych zadań". Starania o prawa pracownicze były dla niego wartością niepodważalną, niezależnie od tego, czy ktokolwiek umiał je uznać za jego zasługę. Wtedy zrozumiałam, że tej miary wielkoduszności nawet nie będę starała się pojąć, bo nie potrafię.

Z dystansu - inaczej niż w szybkim rytmie życia - ludzie nie odchodzą na zawsze, a tym bardziej nie znikają. To tylko kalendarz pogania, by zdążyć z rocznicami, a jeśli ich za wiele - pominąć, przeskoczyć. Także wdzięczność za to, co dobre i słuszne, pozostaje nie jak komunikat na znikającym ekranie, lecz jak mały kamyk kosztowności, po który zawsze można sięgnąć. Dlatego tak lubię czytać w “Znaku" kolejne doniesienia z rubryki “Społeczeństwo nieobojętnych". Zaś w numerze czerwcowym taką wdzięczność obudziła we mnie rozmowa z prof. Miodkiem, apelującym o “święto językowe" wbrew kulturze współczesnej, lansującej model “antyświęta": zgody na wulgaryzmy i uproszczenia zatracającej poczucie granic, których przekraczać nie wolno. Niezgoda na coś, co się ogłasza powszechnie jako oczywistość - jakie to krzepiące! Prof. Miodek mówi nawet o słowach, których nienawidzi. Tak właśnie. Chwała “Znakowi" za rubrykę “1984", przynoszącą czytelnikom-seniorom, zamiast poczucia obcości - ich własną nadzieję na przyszłość, która prawdopodobnie już ich dotyczyć nie będzie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 29/2004