„Wyszliśmy z piekła” – mówią i drżą im ręce. Ostatnie dwa tygodnie spędzili w piwnicy. Nasza relacja spod Wołczańska

Ołeh przeżył już oblężenie Mariupola, rosyjską niewolę, a gdy po zwolnieniu wrócił do swojej brygady, także dnieprzański przyczółek w Krynkach. Spotykamy się w wioseczce powiatu wołczańskiego, w cieniu drzew. Okolica nie zdążyła nabrać jeszcze apokaliptycznego charakteru. Na razie.
spod Wołczańska
Czyta się kilka minut
Uciekinierzy z Wołczańska już po ukraińskiej stronie frontu, w rękach medyków i psycholożki. Maj 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk
Uciekinierzy z Wołczańska już po ukraińskiej stronie frontu, w rękach medyków i psycholożki. Maj 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk

Siergiej ma poczucie, że gdy zaczyna się gdzieś jakieś bagno, na pewno ich tam wyślą. Ich, ukraińskich marines. Weteran licznych bojów 36. Brygady Piechoty Morskiej, opuszcza na nos słoneczne okulary. Dopełniają wizerunku rębajły, który – aż dziw – że jeszcze żyje.

Powietrze jest rozgrzane, huczą auta po obwodnicy Charkowa. Wolontariusze spotkali się tu z żołnierzami, by przeładować zaopatrzenie. Generatory, słoiki z przetworami, siatki maskujące: to, co potrzeba jednostce przerzuconej właśnie do Charkowa spod Chersonia.

Przez ostatnie miesiące oddział Siergieja operował na lewym, okupowanym brzegu Dniepru, w okolicy Krynek. O tę wieś, zajętą przez ukraiński desant, trwały ciężkie walki. Droga zaopatrzenia i ewakuacji rannych prowadziła łódkami w poprzek rzeki. Również to czyniło ten odcinek frontu jednym z najcięższych.

Obok nich z piskiem opon zatrzymuje się auto, z którego wybiega zażywna kobieta w średnim wieku. Wcześniej wpadła na żołnierzy na pobliskiej stacji benzynowej. Teraz, gdy znalazła ich ponownie, ma już w rękach kilka czekolad i pudełka słodyczy, które zdążyła kupić. Rzuca się Siergiejowi na szyję, obejmuje go.

Płacze: – Dziękuję, chłopcy, żeście przyjechali. Przegońcie, przegońcie ich wszystkich! Mieszkam pod Charkowem i raz już przeżyłam okupację. Zróbcie wszystko, żeby tu nie wrócili!

DLA OŁEHA, który przeżył oblężenie Azowstalu w Mariupolu, rosyjską niewolę, a po zwolnieniu wrócił do 36. Brygady i był w Krynkach, odcinek wołczański to nie jest najgorsze, co go spotkało. Służy w „Czarnym Batalionie”, tak się nazwali.

Spotykamy się w wioseczce rejonu (powiatu) wołczańskiego, w cieniu rozłożystego drzewa, jakich wokół wiele. Drzewa są ważne, osłaniają przed dronami. Ta okolica nie zdążyła nabrać apokaliptycznego przyfrontowego charakteru, w którym dominują kikuty drzew, choć była już pod okupacją. W lutym-marcu 2022 r. Rosjanie dość szybko zajęli te przygraniczne tereny i parę miesięcy później niemal równie szybko zostali z nich wypchnięci. Ślady zdążyły się zabliźnić świeżą trawą.

– Wołczańsk to nie jest jakiś piekielnie trudny kierunek. Nie byliśmy na nim po prostu przygotowani, choć od miesięcy wszystko świadczyło o tym, że Rosjanie szykują się do uderzenia na nowym kierunku, gdzieś na północ od Charkowa – Ołeh korzysta z chwili, rozkłada się na karimacie.

– Mogliby nam dać choć ciut odetchnąć po tych Krynkach – narzeka. Tam, jak wspomina, mieli do czynienia z mobikami, oddziałami złożonymi ze zmobilizowanych. – Tutaj są wojska desantowe, są kadyrowcy – wylicza.

Uciekinierzy z Wołczańska już po ukraińskiej stronie frontu, w rękach medyków i psycholożki. Maj 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk

WOŁCZAŃSK to kolejny przykład takiego miasta jak wcześniej Bachmut i Awdijiwka. Tak uważa Ołeh: – Gdy do ich zdobycia Rosjanom nie wystarczyła klasyczna ofensywa, zaczęli obracać je w pył z pomocą bomb lotniczych. Mają przewagę w powietrzu. Potrzeba nam więcej systemów obrony przeciwlotniczej dla wyrównania sił. Ich samolot startuje w Biełgorodzie i z odległości kilkudziesięciu kilometrów spuszcza bombę. No i koniec.

Bo takiej bomby nie da się zestrzelić. Można za to próbować zniszczyć samolot, który ją niesie. Jednak do niedawna USA i Niemcy nie zezwalały Ukrainie na użycie dostarczonej przez nich broni do atakowania celów na terenie Rosji. Wśród mieszkańców obwodu charkowskiego, na których spadają bomby zrzucane z Rosji, budziło to ogromną frustrację. Dopiero 31 maja oba rządy udzieliły takiej zgody – choć ograniczonej do rosyjskich terenów w okolicy Charkowa.

SYTUACJA jest dziś już bardziej stabilna niż w pierwszych dniach ofensywy, gdy na północ od Charkowa Rosjanie szli naprzód. Teraz kontrolują część Wołczańska, głównie tę po północnej stronie rzeki Wołcza. Być może ich ofensywa na tym odcinku za jeden z celów miała odciągnięcie sił ukraińskich z obwodu donieckiego.

Ołeh twierdzi, że Rosjanie używają cywilów jako żywych tarcz: – Nie dalej jak wczoraj widzieliśmy z powietrza, z drona, grupę starszych ludzi z manatkami w rękach, jak są prowadzeni do piwnicy jednego z budynków. Ci, którzy mogli chodzić, schodzili do piwnicy, a rannych zanoszono na piętro. W takie miejsce nie możemy uderzyć, nie możemy nic, jeżeli nie chcemy strzelać do cywilów. Ot, taka praktyka wojenna. W Wołczańsku została garstka cywilów, niektórzy mówią, że setka, ale myślę, że trochę więcej. Ukrywają się.

NIE MINĘŁA GODZINA od naszej rozmowy, a z „Czarnego Batalionu” przekazują wieść o zaobserwowanej grupie dziewięciu cywilów. Z białą flagą w rękach idą główną ulicą miasta, próbują przejść częściowo zawalony most.

W ich kierunku ruszają dwa busiki, z białymi chorągiewkami nad każdym z lusterek. Chowająca się w zagajniku przed dronami grupa medyków szykuje się na ich powrót. Kurs stąd do Wołczańska nie zajmuje wiele czasu.

Wreszcie są. Wszyscy w podeszłym wieku, z drżącymi kończynami i podkrążonymi oczami. Ostatnie dwa tygodnie spędzili w piwnicy. Gdy budynek nad nimi stanął w ogniu, opuścili ją. Brnącą przez gruzy grupę przerażonych ludzi pierwsi dostrzegli, rzecz jasna, operatorzy drona.

Teraz są w rękach medyków i psychologa. Wśród płaczu słychać urywki zdań.

– Był z nami jeszcze jeden człowiek, trafił go odłamek. Zakopaliśmy go koło piwnicy.

– Bez wody, bez prądu.

– Przyjechali raz wolontariusze, ale ewakuowali tylko inwalidów. Obiecali, że po nas wrócą.

– Ale już nie przyjechali.

– Walerianka? Nie macie czegoś silniejszego?

– Wyszliśmy z piekła – duka staruszka, przeciera twarz chustką. – Piekło. Byliśmy w piekle.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 23/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Wyszliśmy z piekła