Reklama

Wymówienie lojalności

Wymówienie lojalności

15.09.2009
Czyta się kilka minut
Wybuch wojny wyzwolił na wschodzie Polski nadzieje Ukraińców, Białorusinów i Żydów - mniejszości, które źle czuły się w II RP. Wkroczenie Sowietów wydawało się gwarancją spełnienia ich marzeń. Ale nadzieje szybko zastąpiło rozczarowanie.
M

Mimo formalnego równouprawnienia mniejszości narodowych w międzywojennej Polsce, nie tylko Ukraińcy czy Białorusini, ale też Żydzi pod wieloma względami mogli czuć się obywatelami pośledniej kategorii. Ich sytuacja uległa pogorszeniu po 1935 r., gdy władze sanacyjne zaczęły odchodzić od polityki asymilacji państwowej. W obliczu nacjonalizmów i zagrożenia wojną, w imię wzmocnienia wewnętrznej spójności państwa podjęto działania zmierzające do umocnienia elementu polskiego na ziemiach wschodnich i osłabienia stanu posiadania mniejszości.

Napięcie na wschodzie

Dotkliwe straty poniósł białoruski ruch narodowy, natomiast - mimo rozwiązania w 1938 r. Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi - znaczne wciąż były wśród Białorusinów wpływy komunistów. Choć pod koniec lat 30. polskim władzom na ogół udawało się utrzymać ład na obszarach zamieszkałych przez ludność białoruską, to potencjał niezadowolenia był znaczny. Jeden z białoruskich działaczy narodowych tak charakteryzował ten nastrój "przed burzą" swych rodaków: "Pójdą oni z entuzjazmem za każdym, kto obieca i chleb, i więcej ziemi, by produkować chleb".

Z kolei zawarta w 1935 r. ugoda między umiarkowanymi politykami ukraińskimi a władzami polskimi nie przetrwała długo. Niespełnione oczekiwania społeczności ukraińskiej, rosnąca wśród młodszego pokolenia sympatia do nacjonalizmu integralnego spod znaku Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), w połączeniu z niefortunnymi planami i działaniami zmierzającymi do wzmocnienia pozycji ludności polskiej kosztem Ukraińców w Galicji Wschodniej i na Wołyniu - wszystko to przyczyniło się do wzrostu antagonizmów polsko-ukraińskich. Represje wobec działaczy nacjonalistycznych i prewencyjne aresztowania, prowadzone od lipca do początków września 1939 r., przyczyniły się do tego, że również w przypadku znacznej części społeczności ukraińskiej potęgowało się poczucie wrogości, niekiedy nienawiści do państwa polskiego, a konflikt polsko-niemiecki rysował perspektywę zmian na lepsze.

Również relacje polsko-żydowskie uległy pogorszeniu. Wpływy ideologii nacjonalistycznej i napięcia, których przejawem były rozruchy antysemickie, spowodowały odwrócenie się tendencji asymilacyjnych, a nawet akulturacyjnych. Niezmiennie na stosunku do mniejszości żydowskiej ciążył stereotyp "żydokomuny".

Zatem wybuch wojny z Niemcami - prócz dominującego, jak się zdaje, poczucia niepewności i obaw - wywołał też w niektórych środowiskach nadzieje. Ich świadectwem może być zapis w dzienniku księdza prawosławnego z Wołynia Maksyma Fedorczuka pod datą 1 września: "Nareszcie to nastąpiło (...). Ukraińcy się radowali. Polacy płakali".

Docierające do mieszkańców Kresów wieści, a przede wszystkim wzbierająca fala uchodźców i pojawienie się pośpiesznie ewakuowanych instytucji coraz dobitniej świadczyły o klęsce Polski. Załamywanie się autorytetu państwa nie doprowadziło jednak - poza częścią Polesia - do drastycznego pogorszenia się stanu bezpieczeństwa na terenach północno-wschodnich II Rzeczypospolitej. Znacznie bardziej dramatyczny był przebieg wydarzeń na obszarach zamieszkałych przez ludność ukraińską, zwłaszcza na Podkarpaciu. 10 września doszło tu do wystąpień bojówek OUN przeciw polskim oddziałom. Uzbrojone grupy ukraińskie zajmowały gmachy publiczne, opanowały przejściowo m.in. Stryj. Wojsko i policja odpowiedziały zdecydowaną, momentami brutalną akcją pacyfikacyjną, tłumiąc rebelię, wznieconą na obszarach tuż za linią frontu.

Przez bramy triumfalne

Momentem krytycznym stało się włączenie ZSRR do wojny przeciw Polsce. Wkroczenie Armii Czerwonej na Kresy pod hasłami zjednoczenia Białorusinów i Ukraińców oraz uchronienia ich przed skutkami wojny, a także zapowiedzi rozwiązania problemów społecznych spotkały się z nader przychylnym, miejscami entuzjastycznym przyjęciem mniejszości - nie tylko Białorusinów i Ukraińców, ale też ludności żydowskiej. Nastąpiło niemal natychmiastowe wymówienie lojalności II Rzeczypospolitej przez znaczną część jej niepolskich obywateli.

Poza niewielkim, przylegającym do granicy pasem ziem - którego mieszkańcy, stykający się z uciekinierami z ZSRR, mieli lepsze pojęcie o rzeczywistości radzieckiej - czerwonoarmiści wyczekiwani byli na ogół w atmosferze pełnej nadziei. 20 września szef Zarządu Politycznego Armii Czerwonej Lew Mechlis, towarzyszący wojskom Frontu Ukraińskiego, meldował: "Ludność ukraińska wita naszą armię jako prawdziwych wyzwolicieli. Nawet nacierające jednostki czołowe są obsypywane kwiatami; ludność wita naszych dowódców i żołnierzy, stara się koniecznie wręczyć czerwonoarmistom jabłka, pierogi, wodę do picia itp. (...) wielu płacze z radości". Polak z Wołynia zapamiętał, że "ludność żydowska i ukraińska na każdych ulicach miasta i wsi stawiała bramy, przez które jechały wojska Armii Czerwonej (...) witali ich okrzykami i kwiatami".

Ksiądz Fedorczuk 17 września pisał: "Młodzież szykuje bramę triumfalną. Wszyscy zjednoczyli się, tak komuniści, jak i niekomuniści. Wszyscy są ciekawi zobaczyć czerwonych bojowników, posłuchać z ich ust o życiu i dobrobycie radzieckiego chłopa i robotnika. Chciałoby się wszystkim pożyć tym wolnym i szczęśliwym życiem, jakie na podstawie audycji radiowych i komunistycznej prasy jest w Związku Radzieckim". 19 września na widok oddziałów radzieckich duchowny notował: "wszyscy cieszyli się jak dzieci (...) będziemy mieć swoje ukraińskie szkoły, ziemię, wszystko przejdzie w ręce Ukraińców. Dość panowania Polaków (...) Chwała Stalinowi, Woroszyłowi, Tymoszence! - nieustannie niosło się z ust chłopów".

Stawianie bram triumfalnych przyozdobionych wykonanymi naprędce czerwonymi flagami było niemal regułą. Niekiedy powitania odbywały się z udziałem orkiestr, a nawet chorągwi cerkiewnych. Na obszarach zamieszkałych przez Ukraińców symbolika wzbogacona była o niebiesko-żółte flagi narodowe, które jednak wywoływały zdecydowane reakcje radzieckich dowódców.

Nieco mniej jednoznaczne były reakcje inteligencji. O ile przedstawiciele tracącego na znaczeniu w Galicji Wschodniej środowiska "moskalofilów" w swej odezwie "z pełnych piersi krzyczeli: Niech żyje Radziecki Robotniczo-Chłopski Kraj pod mądrym kierownictwem wodzów proletariatu towarzyszy Stalina i Mołotowa", o tyle odczucia wielu innych reprezentantów ukraińskiej opcji narodowej były bardziej stonowane. Osyp Nazaruk pisał: "wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z wielkiej wagi tej chwili. Niektórzy głośno i z ulgą oddychali, mówiąc: »Niech będzie, co będzie, ale dobrze, że skończyła się polska niewola!«. Ale pełnej radości z tego faktu nie było: dawał się odczuć jakiś niepokój. Słowem, uczucia były podzielone".

Antypolskie rewolty

W wielu miejscach tworzyły się oddziały, które atakowały mniejsze jednostki Wojska Polskiego. Ich aktywność nie wyczerpywała się na rozbrajaniu żołnierzy i policji. W meldunku radzieckiego Frontu Ukraińskiego czytamy: "Na uciekające resztki wojsk polskich napadała miejscowa ludność. Z Podhajec chłopi wypędzili ok. 300 oficerów i żołnierzy. (...) We wsi Lisa, żeby przeszkodzić Polakom w wycofywaniu się, chłopi wycięli drzewa i zabarykadowali nimi wąskie podejście do mostu, a most rozebrali. Z kolei gdy my musieliśmy przejechać, zeszło się bardzo dużo chłopów, którzy w pół godziny z własnej inicjatywy zbudowali nasyp oraz zapewnili nam wolny przejazd".

Rolę pomocy udzielanej przez ludność białoruską podkreślano w meldunku 10. Armii: "Ludność wszelkimi sposobami pomagała Armii Czerwonej w wykonywaniu zadań bojowych: wszystkie mosty z reguły były chronione dla armii, wskazywano miejsca, w których Polacy zakopywali uzbrojenie i sprzęt, zdradzano i wyłapywano drobne bandy. (...) Serdeczny stosunek ludności do Armii Czerwonej sprawił, iż nie było tam możliwości rozpowszechnienia się bandytyzmu i szybko oczyszczono tereny Białorusi Zachodniej z resztek elementów klasowo wrogich".

Do rangi symbolu i martyrologii walk Białorusinów i Żydów urosło tzw. powstanie skidelskie: opanowanie niewielkiego miasteczka Skidel i jego odbicie oraz akcja odwetowa, dokonana przez oddziały polskie jeszcze przed wejściem Armii Czerwonej. Rewolty antypolskie największe nasilenie osiągnęły w powiecie grodzieńskim, wołkowyskim, a także brzeskim, kobryńskim, drohiczyńskim i pińskim. Na obszarze województwa wołyńskiego najwięcej wystąpień odnotowano w powiatach kowelskim i łuckim.

Nowe porządki

We wsiach i miastach - na ogół za wiedzą, aprobatą i przy współudziale zarządów politycznych Armii Czerwonej - powstawały lokalne organy władzy i milicja. Zapełniały próżnię, powstałą po rozpadzie administracji polskiej. O ile na Białorusi i Wołyniu, gdzie sympatie proradzieckie były miejscami silne, pojawiali się zwolennicy i sympatycy komunizmu (we wsiach Białorusini i Ukraińcy, w miastach często Żydzi), o tyle na terenach zamieszkałych przez Ukraińców w skład zarządów tymczasowych i komitetów nierzadko wchodziły osoby o przekonaniach nacjonalistycznych. Jeśli w przypadku nacjonalistów ukraińskich można mówić o próbie instrumentalnego wykorzystania instytucji radzieckich dla swoich celów - sprzecznych z intencjami władz okupacyjnych - o tyle niektórzy działacze Ukraińskiego Zjednoczenia Narodowo-Demokratycznego (UNDO) - ukraińskiej partii, istniejącej w II RP od 1925 r. - być może zwiedzeni tonem radzieckich oświadczeń, wystąpili we Lwowie z propozycją swoistego paktu z ZSRR i znalezienia niszy w nowej rzeczywistości. Ich deklaracja pozostała bez odpowiedzi. Aresztowania czołowych postaci ukraińskiej sceny politycznej - Kosta Łewyc­kiego, Iwana Nimczuka, Wołodymyra Cełewycza i innych - szybko rozwiały mrzonki o możliwości znalezienia modus vivendi z władzami ZSRR.

Podobne doświadczenia stały się udziałem części białoruskich działaczy politycznych: narodowców skupionych wokół Antona Łuckiewicza. Na spotkaniu z przedstawicielami władz radzieckich w Wilnie zadeklarował on poparcie dla nowej administracji: "największy ciężar pańskiego ucisku i narodowego ograniczenia zrzucony został na zawsze. Białoruś znów stała się zjednoczona, żadne granice nie podzielą już połączonych ziem białoruskich. Pracując Białorusini żyć będą w przyjaźni (...). Utrwalenie zjednoczonej wolnej radzieckiej Białorusi oznaczać będzie drogę jej szybkiego rozwoju. Już nigdy pracującym Białorusinom nie będą grozić ostrogi i nieludzkie traktowanie". Mimo tej entuzjastycznej bez mała oceny, oferta współpracy nie została przyjęta; Łuckiewicz i jego współpracownicy zostali uwięzieni przez NKWD.

Nie wszyscy białoruscy działacze polityczni - a tym bardziej ukraińscy - decydowali się na pozostanie na obszarze okupowanym przez ZSRR. 22 września, w dniu wkroczenia Armii Czerwonej do Lwowa, na ucieczkę na zachód zdecydowało się kilku prominentnych polityków ukraińskich, jak Iwan Kedryn-Rudnycki (redaktor dziennika "Diło"), Wasyl Mudry (przewodniczący UNDO, wicemarszałek Sejmu Rzeczypospolitej), gen. Roman Daszkewycz (szef organizacji "Łuh"). Tym samym udało im się uniknąć nieuchronnego aresztowania przez specjalne grupy operacyjne NKWD, towarzyszące wojsku.

"Bić po mordzie panów"

Tworzeniu nowych struktur władzy, znamionujących początek "nowych czasów", towarzyszyła nie mniej ożywiona działalność skierowana przeciw "dawnym porządkom". Przez całe Kresy przetoczyła się fala samosądów, których ofiarą padali przedstawiciele dotychczasowych władz (administracji i policji). Najczęściej Polacy, osoby podejrzewane o współpracę z polską administracją i policją, niekiedy Białorusini i Ukraińcy, a także ludzie uosabiający dotychczasowy układ społeczny. Zdaniem Krzysztofa Jasiewicza na obszarach północno-wschodniej Polski ofiarą bojówek (składających się głównie z chłopów białoruskich) padło 62 ziemian, a na terenach południowo-wschodniej Polski 23 (tu z rąk grup składających się z chłopów ukraińskich).

Nienawiść społeczna i narodowa kierowana była też przeciw polskim osadnikom. Do masowych zabójstw doszło np. w okolicach Wołkowyska, jak i na Podkarpaciu oraz Podolu. Według fragmentarycznych danych, we wschodniej Galicji zginąć miało wówczas kilka tysięcy Polaków. Np. w powiecie brzeżańskim we wsi Potutory i Koniuchy zamordowanych miało zostać około 100 osób. We wsi Sławentyn w powiecie podhajeckim śmierć poniosło 85 Polaków. Wśród ofiar niemało było też uchodźców i wracających do domów żołnierzy z rozbitych i zdemobilizowanych oddziałów. Wspominał o tym w swej relacji, złożonej w październiku 1941 r., Arie Wilner, jeden z przywódców ŻOB podczas powstania w getcie warszawskim: "[Ukraińcy] przed wkroczeniem Rosjan urządzali formalne pogromy na Polakach (zwłaszcza mścili się na powracających z wojska żołnierzach polskich i wielu z nich wyrżnęli) i z właściwą sobie w tym kierunku zdolnością zorganizowali dziesiątki i setki band partyzanckich, które napadły także przy okazji na Żydów, chociaż - powtarzam raz jeszcze - »specjalnością« ich były przede wszystkim napady na Polaków. Zuchwałość tych band doszła do tego stopnia, że nie zaprzestały swej działalności na długo po wkroczeniu wojsk bolszewickich i ci mieli dużo kłopotów, nim je wytępili".

Ten często narodowy, a nie jedynie społeczny aspekt konfliktów dostrzegało dowództwo Armii Czerwonej. Interesujące jest, że szczególne zagrożenie konfliktem narodowościowym odnotowywano na terenach zamieszkałych przez ludność polską i ukraińską. Tu też władze ZSRR przystąpiły do uśmierzenia napięć narodowościowych - początkowo głównie deklaratywnie, wydając ulotki i odezwy do Polaków i Ukraińców. Groźby takiej nie zauważano na terenach zamieszkałych przez ludność białoruską, gdzie liczba ofiar wśród Polaków sięgnąć mogła - jak wynika z danych przytoczonych przez Marka Wierzbickiego - nawet kilku tysięcy osób. O skali antagonizmu polsko-białoruskiego zdaje się świadczyć wypowiedź niejakiego komandarma Kowalowa na naradzie w Wołkowysku: część komitetów chłopskich domagała się już we wrześniu 1939 r. wysiedlenia wszystkich Polaków i pozostawienia na miejscu samych Białorusinów.

Nowe władze, prócz zapewnienia bezpieczeństwa na swym terenie oraz rozliczeń i wyrównywania krzywd, w specyficzny sposób wprowadzały też elementy radykalnego programu społecznego i politycznego, dokonując "redystrybucji" majątku: niszcząc mienie ruchome lub przejmując dobytek i ziemię osadników oraz ziemian. Tę aktywność witał z zadowoleniem Pantelejmon Ponomarenko, I sekretarz KC KP(b)B, który na posiedzeniu kierownictwa partyjnego jesienią 1939 r. stwierdził: "Wymęczeni Białorusini powinni konfiskować ziemię, sami ją dzielić i bić po mordzie panów, w ten sposób na wieki zwiążą się z nami. Jest to polityka konieczna".

Część wystąpień miała bez wątpienia charakter kryminalny. Niekiedy za fasadą konfliktów etnicznych i społecznych kryły się rozliczenia sporów sąsiedzkich. W ich rezultacie wschodnie ziemie II Rzeczypospolitej spłynęły krwią. Ofiarą rebelii i bezprawia stała się głównie ludność polska, w mniejszym stopniu ludność żydowska oraz pewna grupa Białorusinów i Ukraińców, którzy zginęli w polskich akcjach odwetowych.

Należy jednak zauważyć, że w akcjach antypolskich wzięła udział jedynie część społeczności białoruskiej i ukraińskiej. Mimo niechęci do Polski, wrogości nie odczuwano na ogół do Polaków zamieszkałych wspólnie od pokoleń, dzielących trudy codziennej egzystencji. Jesienią 1939 r. polscy sąsiedzi Ukraińców, Białorusinów i Żydów spłacali tragiczny rachunek za błędy i zaniechania polityki narodowościowej władz polskich w dwudziestoleciu międzywojennym.

"Za taką wolność dziękuję"

Nadzieje związane z wkroczeniem Armii Czerwonej manifestowały się różnie. Jednym z najbardziej spektakularnych były liczone w tysiącach przypadki odejścia wraz z czerwonoarmistami Żydów oraz białoruskich i ukraińskich mieszkańców terenów, z których ZSRR wycofał się w myśl ustaleń radziecko-niemieckich z 28 września. 8 października Mechlis pisał do Stalina: "Wycofują się przede wszystkim robotnicy, członkowie komitetów chłopskich, oddziały gwardii robotniczej. Biedni i średniorolni chłopi. Po drodze z Sokołowa ku rzece Bug przez 3-5 dni przesuwał się nieprzerwany potok uciekinierów z terytorium Białorusi Zachodniej. Do Augustowa, Grodna i innych miejscowości kieruje się na furmankach i pieszo duża liczba mieszkańców z rejonu Suwałk. Uciekinierzy oświadczają, że »z Niemcami nie zostaną za nic; gdzie wy, tam i my«".

Postawę ludności białoruskiej i ukraińskiej we wrześniu i początkach października 1939 r. trafnie oceniło w 1940 r. chadeckie pismo "Białoruska Krynica", wydawane w Wilnie: "Wrześniowy rozgrom Polski dał możność Związkowi Radzieckiemu wystąpić w roli obrońcy Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy i tym samym naprawić niesprawiedliwość podziału Białorusi i Ukrainy sprzed 20 lat. Białorusini i Ukraińcy z różnych terytoriów z prawdziwym zachwytem witali ten pochód i brali w nim udział, bo cel jego był dobrze zrozumiały, bliski i ponadto popularny. Połączenie białoruskich i ukraińskich ziem było rozumiane jako historyczna sprawiedliwość i dawno oczekiwana konieczność". Lapidarnie ujął te odczucia poeta ukraiński Roman Kupczynski: "Będziemy razem, a to już wielka rzecz!".

Potem represje władz radzieckich, zapoczątkowane już we wrześniu, a także informacje od przybyłych ze wschodu Sowietów spowodowały stopniową rewizję postaw. Najpierw w wielu kręgach społeczeństwa ukraińskiego, w dalszej kolejności i wolniej - u ludności białoruskiej i żydowskiej. Jako pierwsi w sposób zdecydowany sprzeciw okazali ukraińscy nacjonaliści. W trakcie wyborów do Zgromadzenia Ludowego Ukrainy Zachodniej 22 października, w ulotce kolportowanej we wsi Bitków na Podkarpaciu, pojawiło się wezwanie do zniszczenia Armii Czerwonej i "rad z komunistami", pod hasłem: "Niech żyje wiara Chrystusowa i niezależne państwo ukraińskie".

Mniej spektakularne, ale równie wymowne wydaje się stwierdzenie prostego Żyda, mleczarza z Łucka: "Ja za takie oswobodzenie dziękuję i proszę ich, żeby to był ostatni raz".

Dr hab. GRZEGORZ HRYCIUK (ur. 1965) jest historykiem, profesorem Uniwersytetu Wrocławskiego. Specjalizuje się w dziejach Europy Wschodniej w XX w. Autor książek "Polacy we Lwowie 1939-1944. Życie codzienne", "Przemiany narodowościowe i ludnościowe w Galicji Wschodniej i na Wołyniu w latach 1931-1948", "Masowe deportacje ludności w Związku Radzieckim" (współautor).

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]