Wyjdź z domu

„Pan powiedział do Abrahama: »Zostaw twoją ziemię, twój ród i dom twojego ojca, i idź do kraju, który ci wskażę. Uczynię cię bowiem wielkim narodem«”.
Czyta się kilka minut

Ta historia powtarza się w życiu córek i synów Abrahama, czyli każdego żyda i chrześcijanina, jeśli oczywiście to pokrewieństwo zasadza się na Abrahamowej wierze. To znaczy na umiejętności słuchania tego, co mówi Bóg, do czego zaprasza, przed czym przestrzega. Głos Boga dociera najczęściej i najpewniej przez to wszystko – dobre i złe, odrażające i zachwycające, prawdziwe i fałszywe, zawsze nowe, często nijak niepasujące do dotychczasowego doświadczenia, budzące lęk, a nawet podejrzenie, że to nie Bóg, ale diabeł macza w tym swoje pazury.

Abraham wychodzi z ojczystej ziemi, ale też z dotychczasowego sposobu życia, i idzie w nieznane. Jak się to ładnie mówi: z wysokiego brzegu skacze w ciemną przepaść. Czy ciemną? Ma przecież Bożą obietnicę. Wierzy, że rezygnując z dotychczasowego, szczęśliwego życia, wybiera większe dobro – to, co lepsze, bardziej bezinteresowne i hojne, ale trudniejsze, niebezpieczne. Abraham dowie się też, że dobrze nie zawsze znaczy wygodniej, przyjemniej, bezpieczniej. Przeciwnie, im większe dobro, tym większy trud, ból i cierpienie. I nie chodzi zaraz o jakieś czyny wiekopomne. Wystarczy popatrzeć np. na alkoholików czy narkomanów zmagających się ze swoim nieszczęściem, by się o tym przekonać.

Wyjście Abrahama często zestawia się z przemienieniem Jezusa na „górze wysokiej”. W ten sposób Duch Święty przypomina o jeszcze innym wyjściu, o porzuceniu takiej religijności, z której człowiek już wyrósł, ale nadal boi się z nią rozstać. Coś takiego przydarzyło się apostołom Piotrowi, Jakubowi i Janowi. Oszołomieni i zachwyceni wydarzeniem na owej górze, prawdopodobnie na Taborze, nie wiedzą, co o tym wszystkim sądzić. Na dodatek Jezus niczego im nie zamierza wyjaśniać, przeciwnie, nakazuje: „Nie mówcie nikomu o tym widzeniu, dopóki Syn Człowieczy nie zostanie wskrzeszony z martwych”. Wiemy, że zapowiadane przez Jezusa wydarzenia już nastąpiły, jednak w sprawie najważniejszej dla człowieka zbyt często zachowujemy się tak, jakby nic takiego się nie stało. Popatrzmy, jak reagujemy na śmierć krewnych lub jak wyglądają kazania pogrzebowe. Przeżywamy śmierć i mówimy o niej tak, jakbyśmy nie wierzyli, że Jezus „zniszczył śmierć, a ukazał blask życia i nieśmiertelności – przez Ewangelię”.

Jezus „ukazał blask życia”, tym blaskiem jest nieśmiertelność i w związku z tym śmierć, rozumiana jako unicestwienie, nie ma tu już nic do gadania. I to jest ta dobra wiadomość i urok chrześcijaństwa. Kłopot w tym, że wciąż łatwiej nam wierzyć w niszczycielską wszechmoc śmierci niż we wszechmoc daru Bożego, jakim jest życie. Połączmy dwie góry, Przemienienia z Golgotą, wtedy ta chwila ludzkiego życia, w której wszystko jest możliwe, czyli śmierć, rozświetli się nowym blaskiem. Rzecz w tym, byśmy wzorem Abrahama chcieli to dostrzec. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 11/2017