Zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA zmieniło sytuację w globalnej polityce i jest nie bez wpływu na planowane na maj 2025 r. wybory prezydenckie w Polsce. Przede wszystkim umocniło PiS, który jest coraz bliżej wskazania Przemysława Czarnka jako swojego kandydata. Jeśli nowy-stary prezydent USA skorzysta z zaproszenia Andrzeja Dudy i wiosną odwiedzi Polskę, będzie to ewidentna pomoc dla nominata głównej partii prawicy, być może właśnie byłego ministra edukacji i nauki, czyli „polskiego Trumpa”.
Sikorski prezydentem na czasy Trumpa
Wygrana Trumpa postawiła też w nowej sytuacji obóz Koalicji Obywatelskiej. Coraz większa liczba jej polityków zaczyna przyznawać, że być może w nowej rzeczywistości na świecie Radosław Sikorski, ze swoim doświadczeniem międzynarodowym, byłby lepszym prezydentem niż Rafał Trzaskowski. W KO za zwolenników Sikorskiego uchodzą m.in. tacy posłowie jak Marcin Bosacki, Tomasz Kostuś, Tomasz Głogowski, Grzegorz Napieralski, Joanna Kluzik-Rostkowska, ale ich szeregi rosną. Nad poparciem Sikorskiego zastanawia się np. jedna z posłanek dotąd kojarzona z obozem Trzaskowskiego.
Sam szef MSZ nie ukrywa prezydenckich aspiracji. W niedawnej rozmowie w TVN24 przekonywał, że w drugiej turze ma postawiony wyżej „sufit poparcia” niż kojarzony z lewicą Trzaskowski. Może bowiem zyskać głosy np. wyborców Konfederacji. Z kolei w czwartkowej rozmowie w TVP podkreślał, że po zwycięstwie Trumpa świat „skręca w prawo”, zaostrza się też sytuacja międzynarodowa, potrzebny więc będzie prezydent lepiej do takich warunków przygotowany. Niedwuznacznie sugerował, że to on jest tą osobą.
Szanse Trzaskowskiego
Wśród polityków KO można usłyszeć, że Sikorski znalazł się faktycznie w lepszej sytuacji, bo jest tym „goniącym”. Rafał Trzaskowski był pewnym kandydatem na prezydenta właściwie już od poprzednich wyborów w 2020 r. i trochę do tego przywykł. Mógł sądzić, że nie musi robić prawie nic, by uzyskać nominację. Tym bardziej że od dawna sprzyjały mu sondaże. Jednak ostatnio ich dynamika jest korzystniejsza dla Sikorskiego. Co prawda szef MSZ ma poparcie wciąż niższe niż prezydent Warszawy, ale różnica zmniejsza się z każdym sondażem.
Cała ta sytuacja, jak można usłyszeć w KO, sprzyja Sikorskiemu także dlatego, że pokazuje, iż jest on „fighterem”, a Trzaskowski, choć w ostatnich tygodniach ruszył w Polskę i jest aktywniejszy niż wcześniej, nie ma takiego wizerunku. Zwolennicy szefa dyplomacji wypominają prezydentowi Warszawy, że nie zawalczył o Platformę w 2020 r. i że od przegranych wyborów prezydenckich był praktycznie niewidoczny w polityce ogólnopolskiej. Pada też argument, że ciąży na nim „klątwa przegranego” – zasada, że jeśli ktoś raz przegrał wybory prezydenckie w Polsce, nigdy ich już potem nie wygrał.
Zwolennicy Trzaskowskiego mają świadomość zagrożenia ze strony szefa MSZ. Jeden z najbliższych współpracowników prezydenta Warszawy, wiceminister obrony Cezary Tomczyk stwierdził w czwartek, że przedstawiciele zwycięskich w USA Republikanów już skontaktowali się z otoczeniem Trzaskowskiego. Ludzie tego ostatniego kolportują też informacje, że Sikorski nie może być prezydentem po zwycięstwie Trumpa, bo jego żona Anne Applebaum jest nie tylko silnie powiązana z amerykańską Partią Demokratyczną, ale podczas kampanii niejednokrotnie ostro atakowała prezydenta elekta, porównując go do dyktatorów pokroju Stalina i Hitlera. Zapewne zostało jej to w otoczeniu Trumpa zapamiętane.
Kogo w wyścigu prezydenckim poprze Donald Tusk?
W sukurs Koalicji Obywatelskiej postanowił przyjść lider PSL, wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. W wywiadzie w Radiu Zet wrócił do swojej propozycji, by cała koalicja 15 października wystawiła wspólnego kandydata na prezydenta. Tym razem jednak wprost wskazał w tej roli marszałka Sejmu Szymona Hołownię. Propozycja oczywiście nie ma szans na realizację.
Decyzja KO ma zostać ogłoszona 7 grudnia. Zapadnie zapewne wcześniej, w wąskim gronie zarządu Platformy, bo konkretne dyskusje na temat trybu wyboru kandydata już się zaczęły, m.in. podczas obrad zarządu ugrupowania. Tak naprawdę jednak, co przyznają politycy KO, końcową decyzję podejmie premier i lider PO Donald Tusk. On zresztą jest uważany za sprawcę tego fermentu, poprzez sugerowanie w różnych gremiach, że Trzaskowski wcale nie powinien być pewien nominacji, a Sikorski nie jest bez szans.
Obie frakcje, zarówno zwolennicy Trzaskowskiego, jak i Sikorskiego akceptują fakt, że najlepiej będzie postawić na legendarny polityczny nos Tuska, który już niejednokrotnie wykazywał, że ma rację, nawet wtedy, gdy działał wbrew głosom płynącym z partii. Przywoływane są przy tej okazji różne sytuacje – od zgody wbrew radom partyjnych kolegów na przedterminowe wybory w 2007 r., wygrane potem przez PO, po wstawienie na listy w ostatnich wyborach parlamentarnych tak kontrowersyjnych polityków jak Roman Giertych czy Michał Kołodziejczak.
Wszystkie te decyzje po czasie okazywały się korzystne dla KO, więc cokolwiek szef postanowi w sprawie kandydata na prezydenta, też będzie dobrym wyborem – można usłyszeć. Efekt poznamy 18 maja i 1 czerwca 2025 r., bo w tych dniach odbędą się najprawdopodobniej pierwsza i druga tura wyborów prezydenckich.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















