Decyzja o zorganizowaniu prawyborów prezydenckich w Koalicji Obywatelskiej jest słuszna przede wszystkim z punktu widzenia kierownictwa Platformy i samego Donalda Tuska, de facto decydujących o kierunkach polityki całej KO. Zdejmuje bowiem odpowiedzialność za wybór kandydata, ze wszystkimi tego politycznymi konsekwencjami. Jeśli kandydat KO przegra, będzie to efekt złego wyboru szeregowych członków. Jeśli zaś wygra – będzie to przedstawiane jako wynik światłej decyzji kierownictwa PO o prawyborach.
Z punktu widzenia promocji kandydata tego ugrupowania prawybory mają również wiele korzyści. W najbliższym czasie w mediach będzie się mówiło głównie o walce w sprawie nominacji KO, co na pewno ani Trzaskowskiemu, ani Sikorskiemu nie zaszkodzi, niezależnie od tego, który z nich w ostateczności wygra. Podobne zjawisko wystąpiło w 2010 roku, gdy prawybory w PO – wówczas doszło do nich niedługo przed katastrofą smoleńską – były ważną dźwignią wypromowania ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego jako kandydata. Tym bardziej że wcześniej wszyscy mówili w tym kontekście o Donaldzie Tusku.
Oczywiście pozostaje pytanie, czy zdawanie się na vox populi w KO jest politycznie racjonalne. Zwłaszcza że głosować będzie trochę przypadkowa zbiorowość, jaką tworzą członkowie nie tylko Platformy Obywatelskiej, ale też Nowoczesnej, Inicjatywy Polskiej czy Zielonych.
Zastrzeżenie można mieć też do utrzymania terminu 7 grudnia jako dnia ogłoszenia kandydata. Wydaje się, że decyzja o prawyborach na tyle zmienia sytuację wokół prezydenckiej selekcji w KO, że uzasadnione byłoby przesunięcie tego terminu, np. na przełom roku. Argument, że data 7 grudnia pojawiła się w momencie, gdy jeszcze nie rozważano prawyborów, byłby zrozumiały dla wszystkich.
Przedłużenie czasu kampanii prawyborczej byłoby też uczciwe wobec samych kandydatów. Politycy PO dziś przyznają, że czas niepokojów na świecie gra ewidentnie na korzyść Sikorskiego, a każdy kolejny sondaż pokazuje coraz wyższe dla niego poparcie – oczywiście także dlatego, że jest on nową postacią w tym wyścigu. Nie zmienia to co prawda faktu, że Rafał Trzaskowski jest wciąż popularniejszym kandydatem w całym środowisku, jeśli jednak czas kampanii prawyborczej będzie dłuższy, zacznie to mieć coraz mniejsze znaczenie.
Dlatego kierownictwo Koalicji Obywatelskiej zachowałoby się racjonalniej, gdyby postarało się zminimalizować czynnik wpływu czasu na sposób głosowania w prawyborach. W przeciwnym razie może pojawić się argument, że z prawyborami i z ogłoszeniem kandydata spieszono się głównie dlatego, żeby ktoś został wskazany, a ktoś inny nie.
Ktokolwiek zostanie ostatecznie nominatem KO, wrażenie nieprzejrzystości wyboru nie będzie mu służyć w zapewne trudnej i wcale nie rozstrzygniętej prezydenckiej batalii – wszystko na to wskazuje – z kandydatem PiS.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















