Wyborcy miewają najróżniejszych kolegów ze szkół i podwórek. Tak Nawrockiego nie zatrzymacie

Wszystko, co zostało dotąd upublicznione na temat relacji Karola Nawrockiego z „Wielkim Bu” i innymi osobnikami tego typu, raczej kandydatowi na prezydenta pomoże. Czas poszukać innych argumentów.
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek dla „TP”
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek dla „TP”

Nie wiem, jakie dokładnie relacje łączą Karola Nawrockiego z „Wielkim Bu” oraz innymi gangsterami, pensjonariuszami zakładów karnych czy w ogóle ludźmi ulicy, wydaje mi się jednak, że gdyby faktycznie wykraczały one poza znajomość z ringu czy podwórka, już byśmy na ten temat czytali rozległe teksty. Oczywiście, może jeszcze jakieś kompromitujące sprawy ktoś skądś wydobędzie, może jeszcze się coś spektakularnego okaże. Jak na razie – stawiam tezę – wszystko, co na ten temat zostało upublicznione, raczej Nawrockiemu pomoże, niż go osłabi. Dlaczego? Dlatego, że w wyborach prezydenckich głosują ludzie wychowani na wsiach, podwórkach i blokowiskach, chodzący do państwowych szkół, w których od zawsze panowała – i wciąż panuje – totalna różnorodność. Charakterów, talentów, rodzinnych wzorców, predylekcji, wartości i etycznych kodeksów.

A zatem także: późniejszych losów, które przez te okoliczności są wszak kształtowane. Choć w jakim stopniu i przez co jeszcze – tego do końca nie wiemy. Dlaczego ktoś, kto ma wszelkie dane, żeby zrobić wielką karierę – np. artystyczną – ląduje na tragicznych manowcach? Dlaczego ktoś, kto ma wszelkie dane, żeby stać się pospolitym przestępcą, wyrasta na tzw. porządnego człowieka, ba, staje się wybitnym naukowcem, pisarzem, prawnikiem? Takich historii nie da się całkiem wytłumaczyć ani z pomocą psychoanalizy, ani uwarunkowań klasowych, ani astrologii, ani dowolnego innego zestawu pojęć czy teorii. W trajektoriach, którymi podążają nasze życia, jest coś niemożliwego do zoperacjonalizowania, przewidzenia, racjonalizacji. Coś, co się ostatecznie wszelkim takim procedurom wymyka. Tajemnica.

Zajmuje mnie to także dlatego, że moje własne dzieciństwo i wczesna młodość rozgrywały się w społecznie różnorodnym krajobrazie. Warszawska Chomiczówka, klasyczne blokowisko z okresu schyłkowego PRL, lata 80. i 90 poprzedniego stulecia. W podstawówce pełen przekrój, od dzieci zubożałej, zaangażowanej w opozycję inteligencji (to ja i mój nieżyjący już od dawna szkolny przyjaciel P.), przez drobnych prywaciarzy, aż po tzw. margines. Dziś potrafię wyraźnie te podziały wskazać, ale wtedy nie miały żadnego znaczenia. Może dlatego, że wszyscy zanurzeni byliśmy w szarej, socrealistycznej mgle, a prawdziwe przepaście – w dochodach, statusie, kapitale symbolicznym – miały się rozewrzeć dopiero później (z wszelkimi tego konsekwencjami). Choć, naturalnie, na podwórku i w szkole rządziło prawo silniejszego. Doprawdy, gdyby ktoś teraz zechciał rozliczyć mnie z różnych moich znajomości – bliższych lub dalszych, tych zakończonych wraz z edukacją i tych trwających latami, a nawet do dziś – miałby niemałe używanie.

Weźmy J. – prawdziwy postrach okolicy. Zasłynął podpaleniem wycieraczki pewnemu znanemu wówczas dziennikarzowi, który przedstawiał to później w mediach jako zemstę służb i mafii. Tak naprawdę – naraził się, bo regularnie przepędzał J. i jego koleżków z klatki schodowej, na której uwielbiali przesiadywać. Mało efektowna motywacja, nieprawdaż?

Albo W., sąsiad J. z bloku, przez kilka lat jeden z moich najbliższych przyjaciół. Chłopak wybitnie inteligentny, paradujący po osiedlu w koszulce „The Doors”, ze „Światłością w sierpniu” pod pachą. Czytujący filozoficzne traktaty, którymi potem z upodobaniem zaginał kumpli w dysputach na przerwie. Z tzw. dobrego domu. W wieku 15 lat zajął się kradzieżą samochodowych odbiorników („Chodzić na kwary” – tak to się w slangu nazywało). A dalej już samo poszło. Dziwne układy, mgliste konszachty, kradzieże, rozboje, jeden wyrok, odsiadka, drugi wyrok.

A., z naszej małej paczki, w której byli jeszcze m.in. późniejszy teatralny performer, pracowniczka korporacji, dziennikarka prasy lifestyle’owej i urzędnik bankowy. Próbował sił w rapie, niespecjalnie to wyszło, potem trafił do więzienia za handel narkotykami. Wyszedł, zaczął rozkręcać jakieś półlegalne działalności, znowu trafił do paki, w międzyczasie brał udział w walkach MMA, z marnym skądinąd skutkiem.

No i D., zawsze pięknie rysował, ogromny talent, wszystkie nauczycielki zachwycały się jego dziełami. Filigranowy blondynek, w VIII klasie zafascynował się filmami ze Schwarzeneggerem, Stallone’em i Van Damme’em. Któż z nas się nimi wtedy nie fascynował? Tyle że on od razu zamienił papier i farby na treningi kickboxingu w osiedlowym klubie i jakąś chałupniczą siłownię w piwnicy w bloku. Do tego własnoręcznie wstrzykiwał sobie nielegalne sterydy. W krótkim czasie filigranowy blondynek zamienił się w napompowanego blondyna. Ostatni raz spotkałem go w autobusie, chyba w 1995 albo 1996 r., chwalił się, że zwerbowali go jacyś gangsterzy. Potem słuch po nim zaginął. Wyszedł z domu i więcej nie wrócił.

Z tych rozmaitych dziwnych więzi, splątanych życiorysów, obiecujących początków i tragicznych końcówek wyniosłem wiele bezcennych lekcji. Czy dziś się tych znajomości wstydzę? Ani trochę. Czy z niektórymi spośród tamtych moich kolegów czuję się nadal związany? Oczywiście. I założę się, że wielu z nas ma do opowiedzenia podobne historie. Powtórzę – o ile tylko się nie okaże, że Nawrocki sam był uwikłany w jakieś ciemne sprawki, okoliczność, że spotykał na treningach i na podwórku gości podobnych do tych wyżej opisanych, tylko mu w wyścigu o fotel prezydencki pomoże. Bo to jest przecież standardowa pokoleniowa sytuacja. Jeśli więc ktoś chciałby jego szanse osłabić, musi poszukać innych argumentów. 

Niektóre inicjały oraz szczegóły biograficzne zostały zmienione.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 51-52/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Gdzie oni są (ci wszyscy moi przyjaciele)?