Reklama

Własność – rzecz święta

Własność – rzecz święta

30.06.2009
Czyta się kilka minut
Religie zajmują się kwestiami ekonomicznymi, bo zajmują się nimi ludzie - tłumaczy prof. Zbigniew Pasek, religioznawca. - A szukając autorytetu, ludzie sięgają w zaświaty.
W

Wpływ religii na zachowania ekonomiczne swych wyznawców stał się przedmiotem monumentalnych badań słynnego Maxa Webera (1864-1920). Podkreślając, że religie to tylko jeden z czynników kształtujących ekonomię, szukał związków między nimi a sposobem życia warstw społecznych, które najsilniej wpływały na kształt i ewolucję religii. W "Etyce gospodarczej religii światowych" pisał - choć kategoriami swojej epoki - o konfucjanizmie jako o etyce wykształconych kapłanów-zarządców, "których cechował świecki racjonalizm". U źródeł hinduizmu była dziedziczna kasta. Buddyzm, pisał, rozpowszechnili bezdomni, wyrzekający się życia mnisi. Islam, wylicza dalej, najpierw był religią podboju, później miejsce wojowników zajął mistyczny sufizm, "z którego wyłoniły się bractwa drobnomieszczan". Judaizm "był od czasów Wygnania religią mieszczańskiego »ludu pariasów«". A chrześcijaństwo - doktryną "wędrownych czeladników rzemiosła".

Majątek w sercu i na dłoni

W rodzinie rabina Boaza Pasha opowiada się, że ich przodek prosił Boga, by jego potomkowie nigdy nie mieli pieniędzy. - Bo posiadanie pieniędzy to test, który nie każdy potrafi znieść - uśmiecha się rabin Krakowa. - W Talmudzie rabin Juda ha-Nasi, który sam zresztą był bardzo zamożny, stwierdza, że skoro Bóg tak obdarował bogatych, to mają oni siłę, by zrobić coś dobrego. Z drugiej strony - ciągnie rabin Pash - fakt, że istnieją biedni, w Talmudzie jawi się jako dobro dane nam przez Boga. Dzięki nim możemy wypełnić micwę, czyli przykazanie, zwane cdaka, co znaczy: miłosierdzie. Bo bogactwo, dar od Boga, człowiek ma spożytkować dobrze.

- Islam uważa, że Bóg udzielił każdemu człowiekowi jego praw naturalnych - tłumaczy Ali Abi Issa, wrocławski imam i dyrektor Muzułmańskiego Centrum Kulturowo-Oświatowego. - Jednym z fundamentów tych praw jest świętość majątku i mienia każdego człowieka. Majątek jest nietykalny bez względu na narodowość lub wyznanie właściciela. Grzech powstaje - dodaje imam - gdy majątek mieszka w sercu bogatego. Gdy zaś mieszka w jego dłoni, to jest on człowiekiem błogosławionym i zdolniejszym do dobrych czynów aniżeli biedny. Dlatego bogaci, jeśli są prawi i bogobojni, mogą zasłużyć na lepsze miejsca w raju - mówi Ali Abi Issa.

- Jezus próbuje wskazać na wartości nadrzędne - tłumaczy poznański franciszkanin o. Leonard Bielecki zapytany, czy Chrystus dystansował się od spraw materialnych (np. Łk 12, 13-15). - Nie krytykuje zamożności, ale wskazuje na związane z nią niebezpieczeństwo. Ubóstwo to nie tylko wyrzeczenie się dóbr, to rezygnowanie z pragnień, jednoczenie się z wolą bożą. Pozwala oderwać się od tego, co nas tu trzyma, i zmierzać ku rzeczom nadprzyrodzonym, do których człowiek jest powołany.

"Dlatego Jezus wypowiada błogosławieństwo ubogich w duchu - pisze o. Maciej Zięba OP w książce "Chrześcijanie, polityka, ekonomia. Prawdy i kłamstwa". - Nie ubóstwa samego w sobie".

Weber notował: "Z częściowym tylko wyjątkiem chrześcijaństwa i niewielu innych specyficznie ascetycznych wyznań, dobra zbawienia wszystkich religii (...) miały przede wszystkim charakter zdecydowanie doczesny: zdrowie, długie życie, bogactwo...".

Czyj jest świat

Trzy Religie Księgi podobnie odpowiadają na pytanie, czy Bóg dał człowiekowi Ziemię, czy, by tak rzec, oddał ją w dzierżawę. - Bóg każe czynić sobie ziemię poddaną, nigdzie natomiast nie mówi, że to nasza ziemia - zauważa o. Bielecki. - Człowiek ma czerpać z jej bogactw i je pomnażać, niemniej świat nie jest naszą własnością. Bo nasz ostateczny cel nie jest doczesny.

- Majątek jest depozytem u człowieka - zgadza się imam Ali Abi Issa. - Za to, jak będzie nim dysponował, zostanie albo nagrodzony, albo skarcony czy wręcz ukarany. Kto dysponuje majątkiem wbrew woli Boga, ten grzeszy proporcjonalnie do tego, jak ją złamał. Jeśli sądzi, że majątek zyskał dzięki swojemu sprytowi, to nie uznaje, że dostał go od Boga, i grzeszy. Człowiek jest zobowiązany do wdzięczności.

Rabin Boaz Pash ujmuje rzecz inaczej. - Z jednej strony widzimy, że wszystko należy do Boga. Z drugiej wiemy, że dał to wszystko nam. Tora raz powiada tak, raz tak. Moja odpowiedź brzmi: jedno jest prawdą przed błogosławieństwem, drugie po nim. Tu na przykład - rabin sięga po modlitewnik - są błogosławieństwa dla wszystkich rodzajów pożywienia. Zanim je odprawisz, Bóg chce ci je dopiero podarować. Po błogosławieństwie, gdy rozpoznajesz, że ci je daruje, jest twoje.

Księga Powtórzonego Prawa: "Jedząc więc do sytości, będziesz błogosławił Haszem, twego Boga, za tę piękną ziemię, którą ci dał" (8, 10).

- Bóg absolutnie nie wydzierżawił nam ziemi, lecz nam ją podarował - mówi rabin Pash. - Taka refleksja przeważa w głównym nurcie judaizmu. Bo relacja między nami a Bogiem nie polega na życiu na jego łasce.

Przytacza naukę Kabały o tym, że Bóg, gdy stwarzał świat, umieścił w ludziach cząstki swojej boskości. - A całe stworzenie w naturalny sposób przynależy do tych cząstek - tłumaczy. - Jesteśmy częścią Niego, a skoro tak, mamy wszystko na własność.

- To często spór o słowa - mówi prof. Pasek. - Nawet w samym chrześcijaństwie dawniej uważano, że "czyńcie sobie ziemię poddaną" to przyzwolenie na pełną eksploatację. Dziś, choćby pod wpływem ekologii, mówi się o życiu w harmonii.

Majętność i jałmużna

Ponownie Max Weber: "Istniejąca z reguły we wszystkich właściwych religiach zbawienia nieufność wobec bogactwa i władzy miała swe naturalne źródło przede wszystkim w doświadczeniu zbawicieli, proroków i kapłanów, zgodnie z którym uprzywilejowane w tym świecie i »syte« warstwy mają na ogół tylko w niewielkiej mierze potrzebę jakiegoś zbawienia".

Obowiązki bogatego w Religiach Księgi są jasne. To pomoc wspólnocie, biednym i słabszym. - Kabała, czyli mistyka judaizmu, uczy, że bogaty jest jak rurka prowadząca z nieba na ziemię - opowiada rabin Boaz Pash. - Ale jeżeli nie czyni on dobra, używa bożej siły do złych celów, co ściąga na niego wielką karę.

Rabini głowią się, jak w dzisiejszych realiach wypełniać przepisy dobroczynności. Prawo nakazuje np. pozostawienie plonów na ostatnim skrawku pola dla ubogich. - Ale który ubogi przyjdzie dziś zebrać coś dla siebie z mojego pola, zwłaszcza że nie mam pola? - pyta rabin Pash. - Czasem - dodaje - jesteśmy zbyt ortodoksyjni, a mówię to jako ortodoksyjny rabin. Micwa challah nakazuje oddzielić część ciasta na szabasową chałkę i upiec zeń chlebek dla kapłana, który zwykle jest ubogi. Niekiedy ludzie, nie mogąc tego przepisu dziś wypełnić, spalają ten chlebek "w ofierze". Co z tego przychodzi, oprócz zapachu spalenizny w domu? Lepiej przeznaczyć część dochodów na cele dobroczynne.

Rabin Pash śmieje się, że judaizm jest trochę kapitalistyczną religią. - Jeśli nie liczyć mojego rabina, czystej krwi komunisty. W Torze mamy 613 przykazań, z których aż ponad sto dotyczy spraw finansowych.

Jeden z pięciu filarów islamu to Az-Zakat, czyli obowiązkowa jałmużna. - Muzułmanin musi raz w roku przeznaczyć 2,5 proc. oszczędności na rzecz biednych, jeśli oczywiście jest bogaty - tłumaczy imam Ali Abi Issa. - A to ustala tzw. próg zakatowy: zakat musi uiścić ten, kogo oszczędności (nie dochód!) przez cały rok księżycowy przekraczały 85 g złota. Inaczej jego majątek byłby nieczysty.

Na inwentaryzację oszczędności w krajach muzułmańskich wyznacza się zwykle miesiąc ramadanu. - Dobre czyny są wtedy o wiele bardziej wynagradzane przez Boga - mówi imam. - Muzułmanin może zakatem dysponować samemu albo za pośrednictwem np. fundacji charytatywnej. Koran określił, komu zakat przysługuje: obcym, zadłużonym, biednym, można też przekazać go na rzecz skarbu państwa, budowy albo utrzymania meczetów.

Muzułmanin ma też obowiązek opieki nad żoną, dziećmi, rodzicami w wieku "poprodukcyjnym", także np. samotną siostrą czy córką nieżyjącego brata. - Mężczyzna, łożąc na utrzymanie domu, spełnia swój obowiązek. Ale gdyby jego żona była od niego bogatsza i chciała mu pomóc, Bóg policzy jej to jako jałmużnę, bo nie było to jej obowiązkiem - tłumaczy Ali Abi Issa.

Módl się i pracuj

Kościół katolicki przebył długą drogę kształtowania poglądów na sprawy własności. Średniowieczne podręczniki dla spowiedników, jak pisze o. Zięba, wyliczały cztery najbardziej podejrzane zawody: najemników, zapaśników, prostytutki i handlarzy. Jakub z Vitry głosił, że Bóg stworzył chłopów (laborantes), duchownych (orantes), rycerzy (bellatores), a kupców stworzył szatan. Choć to św. Tomasz orzeka, że wspólna własność jest możliwa tylko w raju, a po grzechu pierworodnym naturalną jest własność prywatna, do etosu pracy stąd daleko. - Do XX wieku praca jest przez katolicyzm traktowana jako kara za grzechy: "w pocie czoła będziesz orał..." - mówi prof. Pasek. - Także benedyktyńskie hasło "módl się i pracuj" (ora et labora) jest elementem ascezy, ujarzmiania ciała, a nie drogą do indywidualnego sukcesu.

Opór przed gromadzeniem dóbr przez Kościół staje się jedną z przyczyn powstania tzw. zakonów żebraczych z franciszkanami na czele. - Franciszek nie chciał zakładać zakonu, lecz radykalnie żyć Ewangelią - mówi o. Bielecki. - Pochodził z bogatej rodziny, ale odkrył, że w życiu chodzi o coś więcej. Braci pouczał: "Bracia niech nie przyjmują pieniędzy". Mało tego, pieniądze nazywał "oślim łajnem". Wiedział, co kult pieniądza zrobił z jego ojcem. Nic na własność, uczył. Jeżeli Bóg się o nas troszczy, pojawią się ludzie, którzy pomogą.

Komputer o. Leonarda, który zawiaduje stroną internetową prowincji zakonnej i współtworzy wideoblog pt. "Bez sloganu", należy do niego. Ale już drukarkę kupił na zakon. - Gdy bracia pracują np. jako katecheci, ich pensja trafia na wspólne konto - tłumaczy. - Podobnie np. samochody są własnością zakonu. Bracia się zmieniają, a te dobra służą kolejnym.

XX wiek przyniósł przewrót kopernikański w katolickiej refleksji o pracy. Najpierw u jego zarania, w 1891 r., papież Leon XIII w encyklice "Rerum novarum", krytykując wyzysk w ówczesnym kapitalizmie i odrzucając socjalizm, napisze także: "prywatne (...) posiadanie dóbr materialnych jest naturalnym prawem człowieka". A sto lat później Jan Paweł II ogłasza encyklikę "Centesimus annus". W jej ujęciu to w pracy "leży początek własności indywidualnej". Dziś kluczowym kapitałem nie jest już ziemia czy pieniądz, lecz intelekt człowieka, który można twórczo spożytkować w tej formie kapitalizmu, która uznaje "pozytywną rolę przedsiębiorstwa, rynku, własności prywatnej i wynikającej z niej odpowiedzialności za środki produkcji, oraz wolnej ludzkiej inicjatywy". Encyklika odrzuca konsumeryzm uznający zysk za cel, ale również nadmierny etatyzm.

Także wcześniejsza o 10 lat encyklika "Laborem exercens" stanowi, że to człowiek ma być podmiotem pracy. Pracując zaś, uczestniczy się w dziele Stworzenia.

- Gdy czytam tę encyklikę - mówi prof. Pasek - widzę w niej protestancki etos pracy.

Pieniądz jest łaską

To najsłynniejsza teza Maxa Webera, choć często zapamiętywana w skrajnie uproszczonej wersji. Socjolog ten, próbując stwierdzić, dlaczego krajom protestanckim wiedzie się statystycznie lepiej niż katolickim, przypisał zasługę mentalności kalwinizmu. Głosił on, że Bóg przeznaczył większość ludzkości na potępienie, nielicznych wybierając do zbawienia. Nie można tego wyboru zmienić, można go jednak sprawdzić. Ponieważ w protestantyzmie jedynym powołaniem jest zawód (w języku Lutra słowo Beruf ma oba te znaczenia), zatem kto odnosi sukces w zawodzie, udowadnia swoje powołanie. W dodatku protestantyzm zrezygnował też z ascezy monastycznej. Jedyną ascezę można uprawiać żyjąc w świecie. - Weber to skojarzył - tłumaczy prof. Pasek. - Protestanci ciężko i uczciwie pracują, szybko osiągają sukces, ale nie wydają pieniędzy, które się kumulują w kapitał.

Dyskusja nad tą tezą trwa do dziś. - Są kraje katolickie, jak Belgia, które też uczestniczą w sukcesie ekonomicznym - dodaje religioznawca. - A początki stosunków kapitalistycznych to XIII-wieczna Florencja, gdzie nikomu się o protestantyzmie nie śniło. Z pewnością jednak protestantyzm usprawiedliwił bogacenie się z czystym sumieniem.

Tak na Zachodzie, jak i w Azji rozumowaniem Webera próbowano później tłumaczyć sukces "Azjatyckich Tygrysów". Boomowi gospodarczemu regionu miałyby więc sprzyjać wywiedzione z konfucjanizmu wartości azjatyckie: respekt wobec władzy, przywiązanie do rodziny, wykształcenia, oszczędności czy codzienny konserwatyzm. Co ciekawe, sam Weber, wszelako w diametralnie innych realiach, winił konfucjanizm za stagnację Chin. W odróżnieniu od kalwinistów, twierdził, etyka azjatycka dawała "upust tęsknocie do porzucenia bezsensownego wewnątrzświatowego działania".

Konfucjanizm gloryfikował, owszem, pracę na roli i w administracji, jednak gardził handlem. Jak na łamach Tygodnikowego "Ucha Igielnego" (nr 43/2005) pisał Jakub Polit, dziedzictwu konfucjańskiemu wiele jednak zawdzięczała zwłaszcza Japonia: dyscyplina społeczna sprzyjała kształceniu, drakońska - jak dla Europejczyka - oszczędność umożliwiła zgromadzenie kapitału, traktowanie firm jako wielkich rodzin stabilizowało je, choć uruchomiło na wielką skalę nepotyzm i korupcję.

- Opisywane przez Webera mechanizmy w moim przekonaniu powracają we współczesnym protestantyzmie w nurcie zwanym "Prosperity gospel", "Ewangelią dobrobytu" - dodaje prof. Pasek. - To teologia sukcesu, gdzie brylant żony pastora i długość jego rolls-­royce’a wyznaczają ilość łaski bożej. Jeśli Bóg chce wszystkiego, co najlepsze, dla swoich wiernych, to wyznacznikami tego są zdrowie i powodzenie. Świadectwa uzdrowień przeplatają się tam ze świadectwami wzbogacenia. To bardzo dzisiaj skuteczne motywy.

Nie jest niczym dziwnym składane w ewangelickim zborze świadectwo o wzbogaceniu. Parafie protestanckie organizują też kursy prowadzenia biznesu czy zarządzania.

Powinność bogacenia

Trudniej uchwycić stosunek do własności w religiach, w których nie mówi się jednoznacznie o osobowym Bogu. - Pojawia się wtedy zwykle pojęcie siły kosmicznej, która przenika świat - tłumaczy religioznawca - i nie da się na te kategorie przełożyć pytania o to, czyja jest ziemia. Nie pojawia się pytanie o to, czy Bóg coś człowiekowi daje.

W buddyzmie, tłumaczy prof. Łukasz Trzciński z Instytutu Religioznawstwa UJ, wszystko zależy od tego, czy jest się mnichem, który wyrzekł się osobistej własności, czy świeckim. - Zawsze dyrektywą jest to, czy moja własność pomaga innym ludziom uniknąć cierpienia.

Hinduizm natomiast ściśle wiąże problem własności ze strukturą społeczną. Hymn 90. części X świętej księgi Rygwedy słowem warna określa cztery grupy społeczne: braminów, kszatrijów (rycerzy), wajśjów (kupców) i śudrów (służbę). Każdej kaście przypisany zostaje ścisły sposób życia. Zarobkowanie jest sprawą wajśjów. Istnieje jednak jeszcze jeden podział: na stadia życia. - W hinduizmie własność jest przypisana właśnie do nich - wyjaśnia prof. Trzciński. - W ogólnie obowiązującym systemie, tzw. aśram, "pan domu", czyli ghikhasta, powinien mieć własność i ją pomnażać.

Sanskrycki termin artha oznacza powinność w owym trzecim stadium życia, kiedy to "pan domu" musi zdobyć tyle dóbr, ile to możliwe. Jednak by wspierać rodzinę, nie dla żądzy zysku.

- Dopiero kiedy "pan domu" osiągnie stan, w którym urodzi się mu wnuk, może się wyrzec większości dóbr materialnych i zostać tzw. wanaprasthą, czyli "mieszkającym w lesie", a następnie, jako sannjasin, jeszcze bardziej ograniczyć swoje potrzeby, żyjąc z żebraniny, i pielgrzymować po kraju aż do śmierci, oby w pobliżu Gangesu - konkluduje prof. Trzciński.

Także w powstałej na Zachodzie tzw. Nowej Duchowości, New Age, nie ma osobowego boga. - Tu robienie biznesu bynajmniej nie kłóci się z mantrowaniem czy "otwarciem na energię kosmiczną" - opowiada prof. Pasek. - Co więcej, New Age szybko stworzył swą wersję komercyjną. Powstały setki książek opisujących psychotechnologie służące polepszeniu swojej sprawności tu i teraz, co przekłada się na pieniądze. Ludzie nie chcą już czekać na zbawienie po śmierci, lecz mieć coś tutaj. Nawet Tom Cruise mówi, że scjentolodzy rozwiązują jego doczesne problemy.

Nie będziesz brał lichwy

W czasach kryzysu trudno nie przywołać jeszcze jednej religijnej sankcji ze świata judaizmu i islamu. Obie te religie surowo zakazują lichwy. "Allach uczynił handel prawowitym, zysk [Rib? to dodatek ponad zasadniczą sumę - red.] zaś nieprawym" - stanowi Koran (2, 276). - Lichwa to wymiana niemoralna, bo zdejmuje z człowieka poczucie litości, zwiększa różnice między bogatymi a biednymi, koncentruje kapitał i władzę w rękach jednej grupy, pogłębia biedę - tłumaczy imam Ali Abi Issa. - W islamie zakazana jest wszelka wymiana, w której jeden traci, gdy zarabia drugi. Wtedy powstaje okazja do oszustwa albo uzależnienia człowieka.

Jak mówi imam, banki islamskie znalazły rozwiązanie. Na np. budowę domu pożycza się pieniądze na zasadach podobnych do leasingu, przy stałej stopie procentowej. Przy zakładaniu biznesu, bank staje się zaś partnerem przedsięwzięcia. - Interesy banku i klienta są wtedy związane zarówno w rachunku zysków, jak i strat - tłumaczy. Identyczne rozwiązanie znalazł judaizm.

Banki w Wielkiej Brytanii już od dłuższego czasu oferują produkty zgodne z prawem islamu. Ostatnio o tego klienta walczy Francja. "Wśród dziesięciu największych emitentów obligacji muzułmańskich w roku 2007 były cztery banki muzułmańskie bądź wywodzące się z krajów arabskich - pisali Maciej Stańczuk i Marek Kubicki ("Rz", 26 maja 2009 r.). - Kolejnych sześć to czołówka banków światowych".

Nękanej kryzysem Europie chodzi o pozyskanie bliskowschodnich inwestorów. Tymczasem Ali Abi Issa wskazuje na fakt, który potwierdza Międzynarodowy Fundusz Walutowy: - Muzułmańskie banki kryzys dotknął słabiej - mówi. - Bo nie było w nich niemoralnych narzędzi, które go spowodowały.

Cytaty z Tory, za pośrednictwem Starego Testamentu, oraz cytaty z Nowego Testamentu w przekładzie Biblii Poznańskiej. Cytaty z Koranu w przekładzie wydania Islam International Publications LTD.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Zastępca redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”, dziennikarz, kierownik wydania internetowego „Tygodnika”, twórca i wieloletni kierownik działu „Nauka”, zajmuje się też tematyką...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]