Wizje?

Przeczytałem z wielkim zainteresowaniem "Alfabet braci Kaczyńskich. Podobnie jak wcześniejszy "Alfabet Rokity, szybko znalazł się on na listach bestsellerów. Nawet obywatele znużeni nieco demokracją, co widać po frekwencji wyborczej, nie tracą zainteresowania wybitnymi politykami. Jarosław i Lech Kaczyńscy są z pewnością fenomenem na skalę światową.
Czyta się kilka minut

Obaj odnieśli, po latach porażek, największy sukces w swoim życiu, a znając ich ambicje, na tym nie poprzestaną. Tę książkę należy koniecznie przeczytać, nawet jeśli się nie jest zwolennikiem programu "Polski solidarnej" budowanej z pieniędzy wyciąganych z kieszeni "Polski liberalnej".

W wywiadzie-rzece poza informacjami o rodzinie i jej inteligenckiej tradycji, działalności konspiracyjnej i politycznej, najbardziej interesująca jest wizja Polski bliska obu politykom. Czytelnik ma prawo oczekiwać, że z diagnoz braci Kaczyńskich wyłoni się nie tylko koncepcja przebudowy dotychczasowego modelu społecznego-ekonomicznego naszego kraju, ale także sensowna wizja cywilizacyjnych wyborów. Można jednak zauważyć groźną asymetrię między rozważaniami na temat silnego państwa, walki z korupcyjnymi układami i budowania mniej rozwarstwionego społeczeństwa a refleksją dotyczącą prognoz rozwoju. Tom zawiera dwadzieścia osiem rozdziałów, ale tylko jeden, ostatni i do tego bardzo krótki, obejmuje tę tematykę.

W rozdziale zatytułowanym "Czy świat stracił sens?" Jarosław Kaczyński daje wyraz swoim pesymistycznym przemyśleniom dotyczącym aksjologicznego fundamentu współczesnej cywilizacji, sekularyzacji Zachodu i klęski wielkich ideologii: socjalistycznej, chadeckiej, komunistycznej. Wspomina także o kryzysie liberalizmu, który "służy silnym i ogranicza demokrację na rzecz oligarchii". Ma przy tym raczej naiwne podejście do problematyki globalizacji, społeczeństwa informacyjnego i roli internetu. Na uwagę dziennikarzy: "Ciągle przewiduje się krach zachodniej cywilizacji, a ona trzyma się nieźle" - odpowiada: "Wiele złych zjawisk się jednak nawarstwia: obrazkowość naszej kultury, fascynacja internetem. To były skądinąd modne prognozy i nie wszystkie się potwierdziły".

To jedyny fragment w tych rozmowach poświęcony nowoczesnym technologiom informatycznym, które przebudowały przecież jeśli nie cały świat, to z pewnością wielką jego część. Nie dziwi więc, że wśród haseł składających się na "Alfabet" nie ma "edukacji" i "internetu", są za to "impossibilizm" i "inwigilacja prawicy".

Jednocześnie w polskich księgarniach pojawiła się fascynująca, chociaż kontrowersyjna praca dwóch szwedzkich autorów Alexandra Barda i Jana Söderqvista "Netokracja. Nowa elita władzy i życie po kapitalizmie". Wydana w roku 2000, przetłumaczona na wiele języków, przez kilka miesięcy znajdowała się na listach bestsellerów literatury faktu. Cicho marzę o tym, by prezes Prawa i Sprawiedliwości, partii, która chce przebudować Polskę, znalazł nieco czasu, być chociaż zerknąć na wstęp Edwina Bendyka "Manifest netokratyczny".

Bard i Söderqvist uważają - tłumaczy Bendyk - że "nie rynek, nie kapitał, lecz procesy komunikacji leżą u podstaw organizacji społeczeństwa. Struktura społeczna, sposób sprawowania władzy, wytwarzania bogactwa są pochodną tych procesów. Nie byłoby wielkich imperiów, gdyby nie wynalazek pisma. Nie byłoby państwa narodowego i nowoczesnego, opartego na rynku kapitalizmu, gdyby nie wynalazek druku. Wraz z internetem następuje kolejny wielki przełom komunikacyjny. Internet nie tylko zmienia sposób, w jaki ludzie się porozumiewają, usuwając wiele dotychczasowych barier w komunikacji, a wynikających z ograniczeń kapitałowych, politycznych, cenzuralnych. Unaocznia przy tym, że akty międzyludzkiej komunikacji tworzą misterny wzór, którego odwzorowaniem jest sieć. Kto chce zrozumieć, jak zmienia się świat, musi zrozumieć, jak działa sieć".

Czy jest możliwe, by polityk, który nie rozumie roli internetu i przyznaje się, że nawet nie posiada komputera, mógł wybrać dla Polski taką wizję rozwoju, która nie grozi nam cywilizacyjną zapaścią? Jeszcze jeden ważny cytat: "Z badań CBOS ogłoszonych w kwietniu 2006 wynika, że 59 procent Polaków nie korzysta z internetu i nie zamierza tego czynić w kolejnym roku. To przeważnie ludzie starsi, mieszkający na wsi, z wykształceniem maksymalnie średnim... polski rdzeń opisywanego w »Netokracji« konsumariatu, podklasy bez szans na przyszłość i rozwój".

Oczywiście decyzja należy do nas. Możemy w dalszym ciągu przechadzać się z biało-czerwoną flagą alejkami cmentarzyska narodowych symboli. Pamiętajmy jednak, że nowoczesny świat zajmuje się zupełnie czymś innym. Po śmierci Stanisława Lema Polska nie ma swojego Tofflera, Barbera, Huntingtona i Fukuya­my. Nie ma też sensownego programu cywilizacyjnych przemian. Mamy za to polityków, którzy ciągle wolą czytać Sienkiewicza niż książki o roli nowych technologii informatycznych.

"O dwóch takich... Alfabet braci Kaczyńskich". Rozmawiali Michał Karnowski, Piotr Zaremba, Kraków 2006, Wydawnictwo M;

Alexander Bard, Jan Söderkqvist, "Netokracja. Nowa elita władzy i życie po kapitalizmie", Warszawa 2006, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, seria: cyberkultura internet społeczeństwo.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 26/2006