Być może za cenę tamtego pokłonu Jezus mógł rzeczywiście królować w wielu środowiskach, które dziś pozostają obojętne na Jego ideały. Może w tamtym wariancie dziejów mielibyśmy do czynienia z olśniewającym Królestwem Chrystusa, które powszechnie fascynuje, pociąga i urzeka. Wszystkiemu przeszkodził ostatecznie brak jednego pokłonu. Pokłonu, który byłby w istocie wyrazem bałwochwalstwa i stanowiłby bolesne świadectwo, że to nie Jezus Chrystus jest najważniejszy w naszym życiu.
Rozumiejąc sens tamtej odrzuconej pokusy, musimy przyjąć chrześcijaństwo, które nie olśniewa i nie imponuje stylem urzekającym pięknoduchów. Trzeba pamiętać o wielkich zbawczych wydarzeniach zrealizowanych wśród mroku i ciemności. Jezus urodził się przecież, gdy noc spowiła betlejemskie stepy. Wśród mroków wędrowali do Niego Trzej Mędrcy, upatrując światła Bożej gwiazdy. W mroku Ogrójca Jezus przeżywał godziny zmagania, gdy błagał Ojca o oddalenie kielicha bólu. Resztki nocy pokrywały jeszcze ziemię, kiedy wierne niewiasty pospieszyły do grobu z zapasem wonnych olejków.
Nie trzeba wpadać w przerażenie w godzinie mroku. Nie trzeba tęsknić za olśniewającym chrześcijaństwem z grą kolorów i świateł. Pamiętając o cenie naszej wierności, szukajmy zawsze dyskretnego brzasku, który niesie przypomnienie Chrystusowego Zmartwychwstania.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















